poniedziałek, 13 maja 2013

Fizyka w genderuścisku


Czy fizyka dyskryminuje kobiety? Zdaniem genderowych wizjonerek tak. Kiedy dochodzą do nas brednie urągające bohaterskim harcerzom z „Kamieni na szaniec”, warto zobaczyć co czeka na końcu tunelu z napisem „gender”, w który wjeżdża polska nauka.

Nim obłęd feministycznego i tęczowego paradygmatu doszczętnie przeobrazi naukę w konwulsyjne podrygi neoszamanów wiedzy tajemnej, warto raz jeszcze uzmysłowić sobie z jak wielkim zagrożeniem mamy do czynienia.



Alan Sokal, w wydanej po francusku w 1997 roku wspólnie z Jeanem Bricmontem książce „Modne bzdury. O nadużywaniu pojęć z zakresu nauk ścisłych przez postmodernistycznych intelektualistów”, pokazuje co dzieje się gdy zasypia rozum, a budzi się ideologia.

Poczesne miejsce w pracy Sokala zajmują dokonania Luce Irigaray, która stojąc na gruncie krytyki feministycznej zaatakowała… fizykę. Konkretnie „fizykę ciała stałego”, która, jej zdaniem, zdominowała laboratoria i umysły naukowców z powodu swych męskich konotacji. Nie chodzi jej bynajmniej o płeć naukowców, ale o „sztywność identyfikowaną z męskością”. Fizyka cieczy, według Luce Irigaray, jest natomiast postponowana ze względu na jej powiązania z kobiecością.

Abstrahując od mętności wywodu, która jak się zdaje jest cechą dystynktywną każdego postmodernistycznego badacza, można odnieść wrażenie, iż mamy do czynienia z upiornym żartem. Byłoby to całkiem możliwe, znając wcześniejsze dokonania Sokala na gruncie obnażania hipokryzji i nadęcia naukowców oraz ich akolitów, jednak nie tym razem. Jak mawia Waldemar Pawlak – „można się z tego śmiać, ale, proszę państwa, to się dzieje naprawdę”.

Feministce podpadł także Albert Einstein, który będąc mężczyzną nie oparł się pokusie patriarchalnego sposobu uprawiania nauki. Jego równanie E = mc2 określiła jako „seksistowskie”, ponieważ „przyznaje uprzywilejowany status prędkości światła kosztem innych prędkości, które są nam konieczne do życia”. Nie ma najmniejszego znaczenia dla autorki tych oskarżeń, że wstawianie innych prędkości da fałszywe wyniki.

Sama książka Sokala nie jest ani nowa, ani odkrywcza. Warto jednak, tym bardziej teraz, gdy ofensywa genderowa na polskich uniwersytetach wkracza w kolejny etap, pamiętać o zgubnych skutkach chodzenia na skróty oraz nieliczenia się z prawdą. Trzeba bić na alarm, gdy jak trujące grzyby po kwaśnym deszczu wyrastają na polskich uczelniach kolejne katedry i pracownie oddające się dekonstruowaniu świata w oparciu o gender. Już wkrótce ten marksizm w spódnicy może przejść od etapu namawiania i łagodnego strofowania opornych, do stosowania terroru wobec niepodzielających jego założeń. A wtedy karnawał naprawdę się skończy.

Łukasz Karpiel
http://www.pch24.pl/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz