wtorek, 23 kwietnia 2013

Upadek rodzinnych gospodarstw rolnych

Kontrola żywności w świecie oraz grożba upadku rodzinnych gospodarstw chłopskich w Polsce po podpisaniu przez Polskę umowy stowarzyszeniowej i wstąpieniu do UE na przykładzie likwidacji farm rodzinnych w USA

Chociaż nie samym chlebem człowiek żyje, to jednak jedną z niewielu najważniejszych w świecie rzeczy była, jest i pozostanie żywność. Nie dokonuję tu żadnego odkrycia, gdyż od początku świata, głód był nieodłącznym towarzyszem ludzkiej doli, a żywność była powodem wojen. I mimo, że w dzisiejszych czasach ludzie nie drżą na dźwięk słowa Przednówek, to i tak każdego wieczora, mniej więcej 1/3 ludzkości kładzie się spać głodna.

Perfidną wyjątkowością dzisiejszego dnia jest to, że żywność stała się bronią. Autorem tej szatańskiej doktryny jest nie kto inny, ale sam Henry Kissinger, który w grudniu 1974 roku w czasie, gdy piastował stanowisko doradcy Prezydenta do spraw bezpieczeństwa narodowego USA, opracował wraz ze swymi bliskimi współpracownikami tajny dokument i opatrzył swoim podpisem. Dokument ten znany pod nazwą National Security Study Memorandum 200 (NSSM 200) liczy 200 stron i opatrzony jest tytułem: Implications of Worldwide Population Growth for U.S. Security and Overseas Interest. Wykłada w nim rzeźnicką, maltuzjańską, teorię użycia żywności jako broni, szczególnie przeciw krajom o większym przyroście naturalnym. Henry Kissinger wymienia tam 13 państw…

Musimy sobie o tym przypomnieć i mieć to stale na uwadze obserwując postępujące i wdrażane procesy kanibalizacji polskiej ekonomii, w których to na pierwszy ogień poszedł… kompleks przemysłowo-agrarny.

Przepychanki wokół fabryki traktorów Ursusa są dalszym ciągiem tego samego brudnego i – mówiąc po imieniu – kryminalnego procederu łupieży polskiej gospodarki przez światową oligarchię, którą zapoczątkowano rozwaleniem polskiej spółdzielczości chłopskiej z całym systemem banków oraz Gminnych Spółdzielni Samopomocy Chłopskiej na czele i to natychmiast, zaraz na samym starcie tzw. transformacji ustrojowej.

Takie właśnie, a nie inne podejście do tzw. transformacji ustrojowej świadczy o wcześniejszych, starannych przygotowaniach, o doskonałym przygotowaniu likwidatorów polskiego rolnictwa, o ich znakomitej znajomości polskich realiów, znajomości politycznej aktywności oraz historii polskiej samorządności chłopskiej i to zarówno jej gospodarczych, jak i finansowych form.

Świadczy o tym fakt nie pozostawienia nawet najmniejszej furtki czasowej na dokonanie manewru przez polskie chłopstwo – oczywiście w obawie, że spodziewane przeorganizowanie się finansowe chłopstwa zablokuje realizację planów globalizacji, czyli odnarodowienia i przejęcia polskiego sektora żywnościowego przez międzynarodowe korporacje.

Miejscowa oligarchia in specie, pozostająca na usługach jej światowych pryncypałów liczy, że zadając w ten sposób śmiertelną ranę całemu polskiemu rolnictwu, spowoduje nieuchronną agonię polskiego gospodarstwa rodzinnego. W dalszej perspektywie zupełny zanik polskiej wsi z całą jej otoczką ekonomiczno-socjalno-kulturowo-religijną, postrzeganą przez nich – jako ostoja tego, co my Polacy nazywamy polskością, a co tzw. ,,Europejczycy” potocznie nazywają polskim oszołomstwem.

Procesy niszczenia polskiego rolnictwa wdrażane obecnie przez kolejne ekipy rządzące (bez różnicy na ich przynależność partyjną, czy afiliację ideologiczną), realizują stale ten sam narzucony Polakom z zewnątrz, plan likwidacji rodzinnych gospodarstw chłopskich.

Nie jest to w sumie nic nowego, gdyż w zasadzie od prawie półwiecza rolnicy polscy byli poddani permanentnej dyskryminacji, stałemu naciskowi, wyzyskowi fiskalnemu i bezlitosnej eksploatacji. Raz przybierało to ostre, raz bardziej łagodne formy w zależności od tego, jak komunistom potrzebna była żywność, którą sprzedawano łatając dziury powstałe w wyniku ich eksperymentów w upaństwowionej gospodarce planowej.

Ów terror antychłopski, wprowadzony przez bolszewikow, wszędzie tam gdzie sięgały zagony Czerwonej Armii, załamał wszystkich europejskich chłopów – Czechów, Węgrów, Niemców etc. Nie złamał tylko i jedynie Polskiej Wsi i Polskiego Chłopa. Wtedy jednak wiadomo było kto wróg, a kto przyjaciel!

Dzisiaj rolnicy stanęli przed “nowym”, ale o wiele groźniejszym wrogiem, oligarchicznymi, międzynarodowymi monopolami agrobusinessu, mutującymi po dołączeniu do nich czerwonej nomenklatury. Najgorsze jest to, że Chłop Polski staje się bezradny i co najważniejsze – zupełnie nieświadomy tego, co szykuje mu ta przepoczwarzająca się w oligarchie, rodzima, czerwono- liberalna, pazerna, złodziejska zaraza.

Partia chłopska w zasadzie nigdy nie zdołała się odbudować. Partie, puławskie i natolińskie zawłaszczyły i nazwę i elektorat. Nawet ta namiastka w postaci PSL została wymanewrowana, ośmieszona, wyprowadzona w pole. Zawiązanie koalicji z partią, zapiekłą, ziejącą antychłopską nienawiścią, której przyczyny budzą u postronnych obserwatorów zdziwienie. Wielu próbuje identyfikować owe zjawisko – bliżej niezidentyfikowanej – niechęci do chłopów przypisując je, jako cechę charakterystyczną warstwie tzw. inteligencji.

Jest to moim skromnym zdaniem twierdzenie całkowicie fałszywe, gdyż okazuje sie, że owa nienawiść- fobia antychłopska ma swoje uzasadnienie i źródło. Przyglądając się bowiem dokładniej owej antychłopskiej fobii zauważymy, że jest ona cecha wyróżniającą i charakterystyczną tylko i wyłącznie dla ściśle określonych, wąskich grup tzw. inteligencji. Nazywając rzecz po imieniu jest ona charakterystyczna li tylko dla kosmopolitycznych kręgów politycznych – identyfikująca ich etniczne pochodzenie z rasy – narodu, różniącego się od wszystkich innych miedzy innymi właśnie tym, że jako jedyna na całym świecie prawie przez dwa tysiąclecia nie posiadała warstwy chłopskiej w ogóle.

Plany te wdrażane przez owe kręgi polityczne w Polsce dziś, nie są za tym niczym wyjątkowym. Są one bowiem częścią tego samego cynicznego eksperymentu podjętego zaraz po zamachu stanu i przewrocie bolszewickim w Rosji. Takie same eksperymenty prowadzone są w wielu miejscach na świecie z różnym natężeniem i w rożnych odmianach. Skutki są wszędzie mniej więcej jednakowe, cel absolutnie ten sam. Tym celem jest:

Likwidacja chłopstwa – wolnego niezależnego producenta żywności, właściciela ziemi, środków produkcji i narzędzi. Chłopstwa dysponującego rezerwą żywności i dzięki temu niezmiernie odpornemu na manipulacje i działania spekulacyjne. Chłopstwa, które stanowi sól ziemi, każdej ziemi. Chłopstwa, które było, jest i pozostanie bazą każdego bez wyjątku narodowego państwa.

Prześledźmy proces likwidacji farm rodzinnych i rodzinnego rolnictwa w Stanach Zjednoczonych Ameryki i porównajmy metody do tych, jakie obserwujemy w chwili obecnej w Polsce.

Po drugiej wojnie światowej, przy gwałtownym rozwoju technicznym, nieodłącznie związanym z prawidłowym przyrostem naturalnym, nastąpił niezwykły postęp w rolnictwie. Oczywiście tam, gdzie poświecono mu właściwą uwagę i przyznano odpowiednia rangę czyli w USA, Kanadzie, Argentynie, Brazylii oraz w Australii.

Nie wolno nam przy tym zapomnieć, że wiele lat wcześniej świat postępu pod wodza Wielkiego Sternika, eksperymentował w rolnictwie najbardziej agresywnie. Nie piszę tego złośliwie – po prostu nie mogę – bo w obliczu ogromnej daniny krwi, jaką pochłonął ów eksperyment i przeogromnej tragedii chrześcijańskiego narodu rosyjskiego, rosyjskiego chłopstwa – uważam, że przymusowa kolektywizacja pozostaje absolutnie największą, nie ukaraną dotąd zbrodnią przeciwko Człowiekowi…. Zbrodnią celowo przemilczaną. Pamiętajmy o tym, ponieważ wiele doświadczeń z okresu przymusowej kolektywizacji, jak i zawłaszczania gotowego produktu w formie obowiązkowych dostaw przydało się jak znalazł i wykorzystano je w późniejszym okresie na Zachodzie po zaledwie drobnych modyfikacjach.

W Stanach Zjednoczonych Ameryki okres powojenny – w którym dla pełnorolnych gospodarstw rodzinnych zaoferowano odpowiednie umaszynowienie i nowoczesne metody agronomiczne – zaowocował pełną samowystarczalnością pod względem zaopatrzenia w żywność i zdolnością utrzymywania wystarczających rezerw żywności.

W Ameryce i Kanadzie gospodarstwa takie – zazwyczaj kilkudziesięciohektarowe – były podstawą i bazą, na której zbudowano potęgę Ameryki Północnej mimo, że glebowo daleko amerykańskiej ziemi do czarnoziemów Ukrainy, Stawropola, czy też Dalekiego Wschodu.

Nie wolno nam zapominać, że struktura gospodarstw rodzinnych – pełnorolnych, ale nie za dużych – gwarantuje samowystarczalność państw i potrafiła stawić opór nawet komunizmowi. Tak, jak to miało miejsce w Polsce.

Świadoma, dobrze wykształcona klasa chłopska (farmerska) posiadająca zarówno środki produkcji, jak i gotowy produkt stanowi ogromną silę polityczną. Jako sól ziemi jest absolutnie patriotyczna i obywatelsko odpowiedzialna. Obserwując na co dzień cud życia, pozostaje tradycyjnie konserwatywna i pielęgnuje wartości religijne.

Klasa taka jest niewygodna dla manipulatorów politycznych, gdyż jako znaczna siła polityczna pozostaje dla nich niesterowalna. Świadoma swej pozycji przy prawidłowej reprezentacji twardo stoi na ziemi i nie jest podatna na żadne spekulacyjne działania.

Ową nowoczesną warstwę społeczną, technokratycznego producenta żywności, czyli świadome, wysoko wykształcone chłopstwo, wyłaniające się jako nowy czynnik na scenie polityczno-gospodarczej, słusznie oceniono jako śmiertelne zagrożenie dla próżniaczego sektora oligarchiczno-finansowego i po prostu postanowiono go zniszczyć.

Wykorzystując całą swoją wiedzę polityczną i ogromne środki – uderzono w farmera. Bazując na doświadczeniach ze Sowieckiego Sojuza (ZSRR) wiedziano doskonale, że chłop broni ziemi, że forsowna kolektywizacja i komasacja w gospodarstwa wielkoobszarowe przynosi ogromne straty. Straty zarówno społeczne, jak i polityczne, a przede wszystkim krwawe ofiary i całkowite załamanie produkcji. Owego okresu przejściowego głodu, aktów kanibalizmu i zapędzenia terrorem do pracy chłopów w roli bandosów postanowiono w Ameryce uniknąć za wszelka cenę. Nie mam cienia wątpliwości, że fakt powszechnego posiadania broni przez Amerykanów odgrywał w tym niepoślednią rolę.

Zrealizowano to więc inaczej. W momencie, kiedy farmerzy amerykańscy mieli się najlepiej, przedstawiono im miraże ogromnego postępu i wzrostu cen w najbliższym czasie. Miraż następnego Wielkiego Skoku, który farmerzy przyjęli jako pewnik, bezgranicznie wierząc w uczciwość finansowych instytucji, agencji doradczych oraz rządowych agencji i instytucji politycznych. Banki zaproponowały farmerom duże kredyty na bardzo dogodnych warunkach, już nie tylko na maszyny – czasami zupełnie niepotrzebne – ale na wszystko, z luksusem włącznie. Pożyczki te dla domów bankierskich nie stanowiły żadnego ryzyka. Kreowane przez bankierów kredyty z powietrza, miały pełne pokrycie, gdyż udzielane były pod zastaw hipoteczny na ziemię – posiadającą wysoką wartość i nieobciążoną niczym, pozostającą wyłączną własnością zdecydowanej większości farmerów-kredytobiorców.

Po kilku latach stało się jasnym, że była to niesamowita i perfekcyjna pułapka. Ceny żywności “zaczęły spadać” w miarę, jak dostęp do rynku uzyskiwały inne kraje, zwłaszcza Trzeciego Świata o niskich agrotechnikach i technologiach, a przede wszystkim o taniej robociźnie (oczywiście wg zasady free trade, płacąc tanią żywnością odejmowaną od ust własnych dzieci za produkty wysoko przetworzone).

Mass media i Hollywood w tym samym czasie robiły wszystko, aby zmienić przyzwyczajenia kulinarne Amerykanów. Wyperswadowano ludziom normalny, pachnący, dobry chleb, zastąpiono go watą (toaster), piekarnie rodzinne zastąpiły fabryki chleba z taśmociągami. Głoszono, jak niezdrowa jest wieprzowina, a zwłaszcza smalec i słonina, która jeszcze do 60 lat była podstawą w każdej kuchni. Tu zlikwidowano za jednym zamachem i rodzinne wędliniarnie, i produkty tref(n)e. Tłumaczono, jak niezdrowe jest masło i mleko, aż zastąpiono je sokiem z pomarańczy i masłem orzechowym, etc., etc.

W efekcie owego gwałtownego przewrotu wzorców kulturowych, nastąpiło gwałtowne zachwianie się ustalonego wzorca struktury spożycia i rynku cenowego. Farmerzy, dla których z dnia na dzień zmniejszał się znacznie dochód stracili tzw. zdolność kredytową.

Zapamiętajcie to pojęcie: “zdolność kredytowa”. Jest to podstawowa broń do wykańczania społeczeństw. Farmerzy, którzy stracili zdolność kredytową nie mogli obsiać pola, bo nikt nie dał im kredytu na ziarno i na paliwo. System ten zadusił amerykańskich farmerów. Po niezdolności kredytowej, następowała niewypłacalność, po niewypłacalności, zajęcie majątku za długi hipoteczne, czytaj – zajęcie ziemi wraz z budynkami. Pozbawieni środków produkcji ludzie zasilili proletariat miast. Z niezależnych chłopów stali się robotnikami żyjącymi od wypłaty do wypłaty.

Oto grzeczny, układny urzędnik bankowy z wypchaną aktówką i wysmarowanymi brylantynką włoskami, przymilnie oferujący farmerowi dogodne kredyty już po kilku latach… wyrzuca go – jako zbankrutowanego dziada – z jego własnej ojcowizny. Butny, opryskliwy w kapeluszu na głowie i papierosem w ustach pokazując palcem rodzinie farmera – co może, a co nie, wziąć ze sobą udając się w nieznane.

Wierzę, że o tej tragedii amerykańskiego chłopa ktoś, kiedyś, nakręci wielki film. Film na miarę “Przeminęło z Wiatrem” – ale dziś nikt, absolutnie nikt nawet nie chce o tym wspominać, nie chce wiedzieć, nie chce widzieć bólu, łez cierpienia, przedwczesnych śmierci, masowych samobójstw farmerów, popadania w obłęd i w choroby psychiczne, upodlenia następnej wielkiej, a przy tym zupełnie bezkarnej i przemilczanej zbrodni przeciwko Człowiekowi, która dokonuje się na oczach społeczeństwa, na naszych oczach!

Zbrodni dokonywanej w sterylnych warunkach, przez papierowych zbrodniarzy, za pomocą ordynarnych przewałów lichwiarskich… wspomaganych przez prawników, ekonomistów, polityków kupionych za parę brudnych srebrników dolarowych.

Użyty tutaj system – oczywiście w udoskonalonej formie i wyposażony w nowoczesną technikę komputerową i regulacje prawne – to stary znajomy system wyzysku chłopa, jaki panował w przed i rozbiorowej Polsce, gdzie wszyscy chłopi siedzieli w kieszeni Żyda. Który był pośrednikiem sprzedającym wszystko, co wyprodukował chłop, płacąc mu wyznaczoną przez siebie cenę i dostarczając chłopu wszystkiego czego ten potrzebował za cenę taką, jaka Żydowi odpowiadała. Otóż śmiem twierdzić, że w Ameryce zastosowano ten sam system z tą tylko drobną różnicą, że Żyda karczmarza zastąpiono systemem bankowym – też żydowskim zresztą! “Żydem zinstytucjonalizowanym”, stosującym w nowych warunkach ten sam stary, oszukańczy proceder z uprawiania którego, tak dobrze żyli setki lat w Polsce ich pradziadowie.

W ten sposób rozprawiono się z 90 procentami farmerów. Mała grupa, która ze względów religijnych, jak Amishe, czy wręcz z przekory nie uległa pokusie i nie dała się zadłużyć, została poddana następnej próbie. Przeciwko nim zastosowano metodę: “Nic się nie opłaca”. Pamiętajcie o tym dobrze – bo w tej chwili odbywa się to samo w Polsce.

Oligarchia przed przejęciem ziemi przejęła całkowicie przetwórstwo. Teraz, aby zniszczyć resztę farmerów, obniżyli ceny produktów. I tu wpadli w pierwszą pułapkę kolektywizacji, ponieważ farmerzy dawali sobie radę z niskimi cenami, natomiast ich nowe wielkoobszarowe gospodarstwa nie wytrzymując konkurencji z gospodarkami rodzinnymi zaczęły “robić bokami”.

Wybrnięto z sytuacji w wyjątkowo perfidny sposób. Otóż drogą nacisków oligarchowie- obszarnicy dostali dopłaty do ziemi czy to uprawianej czy nie, czyli dotacje z budżetu UE, czytaj – z kieszeni polskiego podatnika. Kwota uzyskana z UE na oligarchiczne gospodarstwo rolne o ilości np: 100 ha i większych są wzmocnieniem tych obszarników, kosztem małych gospodarstw rodzinnych np: o areale 5 ha. Dopłaty dla rodzinnych gospodarstw są nie odczuwalne, za to dla obszarników każda dopłata może kończyć się np: kupnem mieszkania komfortowego w wmieście. Taką metodą buduje się ogromne przedsiębiorstwa rolne, niszcząc farmy rodzinne i całą strefę usługowo-produkcyjną, również rodzinną.

Nie usłyszycie o tym w mediach – bez wyjątków wrogich chłopstwu – chyba, że czasem późną nocą. Pomoc dla walczącego, amerykańskiego chłopstwa idzie od oddolnego ruchu obywatelskiego. Pomagają im artyści, chociaż za ową pomoc spotyka ich straszliwa zemsta oligarchii. Za przykład niech posłuży tu piosenkarz country Willy Nelson.

Aby uniknąć całkowitego zniszczenia i nie pozwolić sobie na odebranie ziemi, farmerzy uciekli od produkcji, pozakładali spółdzielnie, podjęli produkcję zastępczą. Powstały farmy, na których rosną maliny, jeżyny, czarna jagoda. Zostało trochę farmerów w warzywnictwie, sadownictwie i zielarstwie, ale musimy pamiętać, że trudno się obejść bez warzyw, owoców, używek lecz jeszcze trudniej bez chleba czy ziemniaków. Jako dość późną formę obrony, farmerzy pozakładali swoje niezależne kasy zapomogowo-pożyczkowe, niezależne banki chłopskie (Savings and Loans, w większości zniszczone za kadencji Busha w taki sam sposób, jak później w Polsce banki GS-y. Jako relikt przeszłości.

W 1960 roku było bardzo wiele państw absolutnie samowystarczalnych pod względem żywności. Dziś pozostały tylko Kanada, USA, Argentyna, Nowa Zelandia i Australia. Reszta jest zależna od eksportu żywności. Jako ciekawostkę podam, że Etiopia zawsze była samowystarczalna i nawet eksportowała wiele żywności do czasu likwidacji cesarstwa i wywołania wojny. Ale to już przeszłość, na dzień dzisiejszy zostało siedem wielkich firm będących w rękach siedmiu wielkich oligarchicznych rodzin powiązanych z Grand Metropolitan z główną siedzibą w Londynie.

Najważniejszą rolę w łańcuchu żywnościowym odgrywają podstawowe produkty, takie jak zboża, ziemniaki i oleiste. Na ich bazie rozwija się hodowlę bydła, trzody i drobiu. Jest to prawidło i dotyczy szerokiej strefy klimatycznej tzw. pasa pszenno-ziemniaczanego, dalej na południe kukurydzy, ryżu i jeszcze dalej – uprawy roślin tropikalnych. Ponieważ największą rolę odgrywają zboża, skupmy się na nich tak, jak skupili się światowi oligarchowie. Nauczcie się tych nazw na pamięć:

- Cargill Inc,
- Archer Daniels Midland (ADM/Topfer),
- Continental,
- Luis Dreyfus,
- Bunge,
- Con Agra,
- Pills-bury (własność Grand Metropolitan).

Kompanie te skupiają i kontrolują 90% całego światowego handlu oraz produkcji zbóż i mięsa. Uzupełniają je kompanie Unilever i Nestles kontrolowane oczywiście przez Grand Metropolitan, a same kontrolujące z kolei produkty mleczne i mleko, walcząc zaciekle z indywidualnymi hodowcami i ich spółdzielczością. To odrębny temat.

Nestles to… dawne firmy tytoniowe, które powoli skupiły cały przemysł tytoniowy i w pewnym momencie zaciekle zaczęły zwalczać… palenie tytoniu (sic!), wydając krocie na reklamę o jego szkodliwości. I w ten sam perfidny sposób – prosty acz niezawodny – nie kupując tytoniu od plantatorów, rozłożyli, zadłużyli i przejęli ziemię na Południu. Czy ktokolwiek zdaje sobie sprawę, czy wie, jak można przekwalifikować plantatorów na coś innego, kiedy od siedmiu pokoleń na ich farmie uprawiano tylko tytoń?

W dniu dzisiejszym cena ziarna osiągnęła rekordową wysokość i pnie się w górę. Zapasy zboża utrzymywane stale w wysokości – 500 mln ton, spadły w roku 2004 do 30- 60 mln ton, dokładnych danych nie ma, nie bez powodu zresztą.

General Mills: największe młyny Ameryki zapowiadają podwyżki gotowych wyrobów tzn. podwyżki cen chleba, kasz, płatków śniadaniowych etc., i co najważniejsze – pasz treściwych dla bydła. Narody ustawiają się w grzecznej kolejce po zboże: Maroko, Egipt, Turcja, Pakistan, etc. (wymieniam tylko tych co płacą z góry gotówką.)

W Rosji zbiór wszystkich zbóż wynosi zaledwie 80 mln ton. Zazwyczaj 90 -100 mln ton zawsze dokupowali bo było mało. Spadła u nich produkcja traktorów, kombajnów, maszyn rolniczych i nawozów sztucznych.

To samo mamy w Meksyku samowystarczalnym od 1930, ze świetnym klimatem i możliwością dwóch zbiorów. Dziś po “cudzie” Międzynarodowego Funduszu Walutowego zaledwie 30% wystarczalności.

Con Agra już jest w Polsce, ulokowali się w Toruniu i Bydgoszczy, tam pootwierali jakieś wytwórnie płatków śniadaniowych, powoli, po cichutku, bez rozgłosu przejmują młyny i przetwórnie.

Tzw. Agencja Nieruchomości Rolnych, to jedna wielka granda i frymarczenie polską ziemią, jak na ironię ziemią, która przeżyła długie eksperymenty komunizmu. Czy właśnie ta ziemia nie powinna trafić do polskich rolników? Młodych rolniczych polskich rodzin, zdolnych i wykształconych, które będą świadome jej wartości. Państwo powinno DAĆ  ZIEMIĘ tym ludziom, na kredyt – specjalnie stworzony – nie więcej niż 1% rocznie – na 50 lat.

Nie wolno lekceważyć ziemi danej nam w dzierżawę przez Najwyższego. Tą ziemię powinnyśmy pielęgnować i troszczyć się o nią rękami rolników, niczym życiodajnym skarbem, aby jej nie utracić bezpowrotnie, tym razem na rzecz żarłocznych korporacji biznesowych-globalistycznych. W przeszłości nasza ziemię utraciliśmy w wyniku innych działań na 150 lat i było to straszne, więc nie powinniśmy już powtarzać takich samych, kardynalnych błędów!

Ziemia eksploatowana przez korporacje globalistyczne, to na dłuższą metę śmierć ekologiczna społeczeństw – przedwczesna śmierć człowieka. Ziemia jest organizmem żywym i nie może być eksploatowana bezmyślnie wg krwiożerczej zasady kapitalistycznej: więcej, szybciej, taniej. Gospodarstwa wielkohektarowe, powyżej 100 ha, to ekologiczna “bomba zegarowa” z opóźnionym zapłonem, nad którą nikt nie będzie panował, ponieważ dla właścicieli korporacyjnych tylko zyski będą głównym aspektem ich aktywności.

Dla tych szaleńców, kolejnym działaniem obliczonym na duże zyski, jest produkcja roślina żywności modyfikowanej genetycznie, której skutków nie jesteśmy w stanie przewidzieć. A wystarczy spojrzenie w “bok” , aby sobie uświadomić do czego już doprowadziła wielkoprzemysłowa produkcja krów w Anglii (BSE- choroba wściekłych krów), kurczaków w Hongkongu (ptasia grypa), a za chwilę innych zwierząt (co jest tylko kwestią czasu), które będą przenosić choroby na człowieka, pozostającego przecież w ścisłym łańcuchu zależności od świata przyrody.

A wszystko, jak na ironię, odbywa się wg fachowej wiedzy naukowej, odpowiednich norm, higieny, bezpieczeństwa, itp. Obecnie dzieją się w tym zakresie straszne rzeczy i chciałoby się krzyczeć do ludzi: macie oczy patrzcie co się dzieje, macie uszy słuchajcie co mówią na ten temat ludzie mądrzy, macie mózgi jeszcze nie do końca “wyprane” słuchajcie swojej INTUICJI ponieważ korporacje globalistyczne nie są zainteresowane leczeniem przyczyn, lecz leczeniem co najwyżej skutków, gdyż na tym także zarabiają pieniądze.

Takie działanie mieści się we friedmanowskim modelu ekonomicznym, który wyznacza dobrobyt materialny dla oligarchów i nędzę ogromnej większości ludzi na świecie. Dla oligarchów ZIEMIA to skarb, ziemia to najpewniejsza lokata kapitału. Popatrzcie co robi oligarchia? Przecież wszystko, co robi to ucieczka od papierowego pieniądza i inwestowanie w ziemię.

Opisuję tragedię amerykańskiego chłopstwa ku przestrodze i oprzytomnieniu oraz zaalarmowaniu Polskiego Narodu w tym ich przedstawicieli do Parlamentu Europejskiego aby ci ich skutecznie bronili i stali po właściwej stronie, czyli po tej która żywi i broni. Bo Ci, którzy do tego czasu przez całe tysiąclecie żywili i bronili nas wszystkich, sami znaleźli się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Tym razem my wszyscy musimy ich bronić, jeżeli nie chcemy, aby nasze dzieci, na naszej polskiej ziemi ustawiały się w kolejce po kromkę chleba wydzielaną im przez Europejskich Panów. I nad tym pomyślcie – proszę…

Wrzodak Zygmunt
Poseł IV i V kadencji Sejmu

PS. Dziękuję Romanowi Kaflowi z Dallas za pomoc w tym opracowaniu

Źródło:http://wrzodakz.nowyekran.pl/post/87819,upadek-rodzinnych-gospodarstw-rolnych

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz