poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Grzegorz Motyka o „ludobójczej czystce” na Wołyniu



Jeszcze w latach 90. XX wieku Grzegorz Motyka usprawiedliwiał UPA za to, co stało się na Wołyniu w 1943 roku. Teraz mówi co innego – a jego książka „Od rzezi wołyńskiej do Akcji „Wisła” została uznana na Ukrainie Zachodniej za kłamliwą i antyukraińską. Poniżej fragmenty wywiadu G. Motyki dla dodatku „Gazety Wyborczej” „Ale Historia” (25 marca 2013):

W lutym 1943 r. na Wołyniu Ukraińcy zaczęli mordować Polaków. Polacy nazywają te straszne wydarzenia „rzezią wołyńską”. To dobra nazwa?



- Precyzyjniejsze jest określenie „ludobójcza czystka etniczna”, przy czym odnosi się ono nie tylko do tego, co wydarzyło się na Wołyniu, ale też później, w Galicji Wschodniej i na ziemiach dzisiejszej Polski. Rozpoczęła się ona 9 lutego 1943 r. i trwała do maja 1945. Jej ofiarą padło około 100 tys. Polaków, została zaplanowana i przeprowadzona na zimno przez jeden z dwóch odłamów Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN).

Towarzyszyła jej sprawna akcja propagandowa: napady sotni na polskie wioski były przedstawiane w meldunkach jako kara za współpracę z Niemcami i Sowietami. Przygotowywano „białe księgi” o „polskich zbrodniach” po francusku, angielsku i niemiecku. Wszystko robiono w konspiracji, aż dziw bierze, że organizacja partyzancka była w stanie przygotować to w tak nowoczesny sposób.

Dlaczego OUN-owcy zabijali Polaków?

- W XIX w. doszło do polskiego i ukraińskiego przebudzenia narodowego, a Polacy i Ukraińcy rościli pretensje do tych samych ziem. Do najostrzejszego sporu doszło w Galicji Wschodniej, gdzie w latach 1918-19 miała miejsce wojna polsko-ukraińska zakończona zwycięstwem Polaków. Jednak społeczność zachodnioukraińska nigdy się z tą przegraną nie pogodziła i nie zrezygnowała z walki o niepodległość.

W latach 30. XX w. wśród zachodnich Ukraińców zaczęli dominować ludzie młodzi, którzy w tej wojnie nie zdążyli wziąć udziału. Byli zarażeni skrajnie nacjonalistyczną ideologią płynącą z zachodniej Europy i zafascynowani poglądami Dmytro Doncowa, człowieka, który stworzył ukraińską wersję integralnego nacjonalizmu. Grupa wyznawców tej ideologii była gotowa na wszelkie poświęcenia w imię uzyskania niepodległości, także na popełnianie zbrodni. Jeden z członków OUN Mychajło Kołodziński jeszcze przed wybuchem II wojny napisał, że Polaków trzeba „do ostatniej nogi” wyrzucić z Ukrainy, może nawet za Wisłę. A także np., że Ukraina musi przejąć Kazachstan, bo może być on tylko ukraiński albo rosyjski, więc lepiej niech będzie ukraiński. Kazachów trzeba oczywiście traktować lepiej, niż to robią Sowieci, ale – nie oszukujmy się – skończą jak Indianie…

Kazachstan jest parę tysięcy kilometrów od Ukrainy!

- To pokazuje, jak skrajne poglądy mieli działacze OUN. Przynajmniej część z nich już przed 1939 r. planowała usunięcie wszystkich Polaków z ziem, które uznawali za ukraińskie. Byli też zdecydowanie przeciwni jakiejkolwiek próbie porozumienia z Polską, dlatego ofiarą zamachów OUN padali tacy ludzie jak Tadeusz Hołówko, którzy próbowali wypracować jakąś formułę pojednania.

Czy można ocenić, Jakie poparcie mieli ukraińscy nacjonaliści?

- OUN i UPA nie przetrwałyby na Ukrainie Zachodniej aż do początku lat 50., gdyby były odrzucane przez miejscową społeczność. Ale z tego nie wynika, że można postawić znak równości pomiędzy poparciem dla UPA a antypolską czystką. Stosunku społeczności zachodnioukraińskiej do „antypolskiej akcji” nikt dotąd nie zbadał. Z niektórych dokumentów widać, że pierwsze napady wywoływały zdziwienie i konsternację. Opisywani w polskich relacjach prości chłopi z siekierami wspierający UPA byli mobilizowani pod przymusem.

Znany jest wypadek Ukraińca, który uratował grupę Polaków, ukrywając ich w stodole. I na oczach tych Polaków został pod karabinem przez upowców odprowadzony do sąsiedniej wsi, gdzie, jak im później opowiadał, musiał siekierą zabijać polskich mieszkańców, bo inaczej sam straciłby życie.

Wśród Ukraińców było duże poparcie dla walki o niepodległość, ale na ile akceptowali takie metody, trudno powiedzieć. Nawet wśród banderowców był pewien opór przeciwko eksterminacji. Niektórzy pisali, że należy wycofać się z tej polityki, bo to nie jest dobre rozwiązanie. Tak czy inaczej, kiedy po pierwszych napadach okazało się, że część Polaków nie ucieka, tylko tworzy bazy samoobrony, w maju 1943 r. dowództwo UPA podjęło decyzję o wymordowaniu całej polskiej społeczności na Wołyniu. 11 lipca UPA przeprowadziła jednoczesne, koncentryczne uderzenie na 99 polskich wiosek To była rzeź.

Niemcy i Sowieci przyglądali się jej?

- W1943 r. UPA walczy ze wszystkimi, także z Niemcami, którzy próbowali zdławić partyzantkę, ale nie mieli na to ani czasu, ani sił. Organizowane przez nich brutalne pacyfikacje ukraińskich wsi – czasem wykonywane rękami polskich policjantów – tylko zaogniały sytuację. Niemcy nie byli w stanie, choć prawo międzynarodowe ich do tego zobowiązywało, chronić polskiej ludności. Zgodzili się natomiast na powstanie baz polskiej samoobrony, zezwalając im na posiadanie pewnej liczby broni. Ale gdy na początku 1944 r. zbliżył się front, zdarzało się, że Niemcy zawierali lokalne porozumienia z UPA, a niekiedy, np. w Podkamieniu, wręcz zachęcali do napadów na ludność polską.

Jeśli chodzi o partyzantkę sowiecką, to warto zwrócić uwagę, że na północ od Wołynia, na Nowogródczyźnie, toczyła ona wojnę z Armią Krajową. Jednak na Wołyniu współpracowała z polskim podziemiem przeciwko UPA – np. baza w Przebrażu ocalała w czasie jednego z napadów dlatego, że Sowieci przyszli jej z pomocą – ale jednocześnie rozpracowywała AK Zdarzało się, że Sowieci rozstrzeliwali polskich oficerów i przejmowali oddziały.

Wszyscy mordują wszystkich?

- To bardzo wygodna sytuacja dla sprawców – mogą ukryć realizowaną na zimno gigantyczną czystkę etniczną. W jednym z dokumentów działacz OUN, opowiadając się za wstrzymaniem mordów na cywilach, napisał: Jest jeszcze czas, by zejść z tej drogi. To, co się działo do tej pory – zwalić na Niemców, bolszewicką partyzantkę, wojnę itp.

Skąd się brało takie okrucieństwo?

- Opisy mówiące o wielogodzinnym znęcaniu się nad ludźmi dotyczą raczej jednostkowych wypadków. Jednak bardzo wielu zbrodni dokonywano za pomocą siekier i wideł, wzbudzając powszechną grozę. Policjanci ukraińscy, którzy zdezerterowali ze służby niemieckiej, często w czasie antypolskich czystek wykorzystywali doświadczenie wyniesione z zagłady Żydów. W niektórych wioskach – gdzie ludność najpierw gromadzono w jednym miejscu, a potem dziesiątkami wyprowadzano do stodoły i zabijano młotem lub łomem – aby nie dopuścić do wybuchu paniki, rozdawano dzieciom cukierki, a rannej Polce zrobiono nawet opatrunek:

Polacy zorganizowali odwet?

Tak wielki terror musiał wywołać gwałtowne reakcje. Powstawały grupy mścicieli szukających zemsty za śmierć bliskich. Miały też miejsce akcje odwetowe organizowane przez podziemie. Największe rozmiary te działania – rzeczywiście zawstydzające – przybrały na terenach obecnej Polski. W1944 r. polska partyzantka na Lubelszczyźnie zniszczyła kilkadziesiąt wsi, dokonując w niektórych z nich – np. w Sahryniu – masakr cywilów. Polscy historycy spierają się o to, jak ocenić akcje odwetowe – niektórzy próbują problem ten zmarginalizować i sprowadzić do śmierci przypadkowych osób. Inni, w tym także ja, zwracają uwagę, że przynajmniej w części wypadków odwet dalece przekraczał granice obrony koniecznej. Można wręcz mówić o popełnieniu w niektórych wsiach zbrodni wojennych.

Historycy zgadzają się w jednym: nie można postawić znaku równości pomiędzy „antypolską akcją”, która miała odgórny, zorganizowany charakter, a polskim odwetem wynikającym z inicjatywy lokalnych komendantów. Nie można na jednym poziomie stawiać zorganizowanej ludobójczej akcji niszczenia grupy etnicznej i wynikającego z poszukiwania ślepej zemsty, choć oczywiście zbrodniczego, uderzenia w cywilów.

Sprawcy zostali ukarani?

- Ci najważniejsi, którzy wydawali rozkazy, zginęli w walce z Sowietami w latach 1945-1951

Czy rzeź wołyńska mogła być sprowokowana przez służby sowieckie? Są takie teorie.

- Nic na to nie wskazuje. Oczywiście bez Niemców i Sowietów do zbrodni by nie doszło, bo oni stworzyli do niej warunki i dali przykład. Sowieci nie mieli jednak interesu w wywołaniu takiej rzezi. Być może sowiecka prowokacja przyczyniła się do dezercji ukraińskiej policji, ale to co najwyżej przyspieszyło działania banderowców. Na III konferencji OUN-B (frakcja związana ze Stepa-nem Banderą) w lutym 1943 r. i tak zapadła decyzja o rozpoczęciu walki z Niemcami, a to oznaczało przystąpienie do antypolskich czystek, bo taki plan przyjęto już pod koniec 1942 r. Kędyś istniała teoria, że masakry zapoczątkowali Sowieci, którzy w przebraniu upowców wymordowali polską wioskę. Ale już pierwszą wioskę Paroślę wymordowali banderowcy i wszędzie, gdzie udało się zidentyfikować sprawców, należeli oni do OUN-B.

Ukraińscy historycy też uważają, że to było ludobójstwo?

- Z małymi wyjątkami nie zajmują się poważnie tą problematyką. Najpopularniejsza na Ukrainie wersja mówi, że doszło wówczas do społecznego buntu, który przerodził się w wojnę polsko-ukraińską, w trakcie której obie strony popełniły podobne zbrodnie.

Towarzyszy temu często nieufność wobec dorobku polskiej historiografii połączona z irracjonalną wiarą, że dalsze badania, szczególnie w moskiewskich archiwach, zdejmą z banderowców odium winy. Ale to tylko złudzenie.

http://sol.myslpolska.pl

Źródło:
http://marucha.wordpress.com/2013/03/27/grzegorz-motyka-o-ludobojczej-czystce-na-wolyniu/#more-31530

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz