piątek, 11 stycznia 2013

Bezczelnie grube kłamstwa

Oczywiście każdy się może do czegoś przyczepić, ale generalnie od najmniejszego do największego to przystojne chłopaki. Tylko ja jakoś z rubensowskiej bajki jestem.

Mój realny wygląd różni się mocno od tego, co stworzyłam wirtualnie. Zawsze zanim coś wrzucę online musi to przejść korektę. Wygładzam zmarszczki, redukuję przebarwienia, kontrastuję biel i co najważniejsze - wyszczuplam całą postać bądź ucinam tu i ówdzie to, co trzeba. Po co to robię? Nie wiem... To jest poza mną, jak jedzenie czekolady. Zanim zdążę otworzyć tabliczkę już jej nie ma. Rozpływając się w ustach nie budzi żadnych wyrzutów sumienia. Jest to niekontrolowana, czysta, błoga przyjemność. To jest radość w najprostszej postaci. Komentarze pod zdjęciami pełne uznania cieszą mnie i nakręcają do następnych montaży.


Czasami, gdy zamykam komputer i przechodzę koło lustra podejmuję szaleńcze wyzwanie - odchudzam się! Już teraz, natychmiast, przecież dam radę - wystarczy silna wola, trochę ruchu, jakaś dieta i sukces gotowy. Potem katuję siebie nie jedząc całymi dniami tylko po to, by dorównać ideałowi ze zdjęcia. Gdzieś zawsze popełnię błąd, nie przemyślę dobrze diety, nie dobiorę jej odpowiednio do potrzeb mojego organizmu, nie wspieram ćwiczeniami... Zresztą ja na siłownię? Aby każdy wytykał moje korpulentne ciało palcami?

Na szczęście gdzieś w tej paranoi na czas pojawia się zdrowy rozsądek, bo nie połykam tabletek z główką tasiemca Weight-B-Gone, które owszem, powodują utratę wagi, ale i niekiedy życia. Nie niszczę nerek dietą białkową czy jakąś inną topową kuracją. Potrafię i umiem sobie racjonalnie wytłumaczyć, że nie to jak wyglądamy, ale to co sobą reprezentujemy jest istotne. Jednak zawsze wprowadzą mnie w kompleksy bosko piękne, szczuplusieńkie i czarujące panie z okładek modowych magazynów.

W rezultacie praca, przemęczenie codzienną gonitwą, stres i źle dopracowana dieta zawsze doprowadzą mnie do depresji i totalnego wykończenia.

Wtedy zasiadając przed komputerem, trzymając w ręku ogromnego czekoladowego batona, szybko przenoszę się z powrotem w świat iluzji. Efekt jojo murowany. Zawsze po takim samowolnym zrywie dochodzi mi kilka kilo więcej i tak w kółko - niekończąca się opowieść. Ci co mnie widzą na co dzień są już przyzwyczajeni, zaś ci przed monitorami widzą ładniejszą, młodszą i szczuplejszą o kilka kilo kobietę, której można pozazdrościć figury i gracji po urodzeniu trójki dzieci. Przecież inni też tak robią, choćby osoby medialne, prawda? Natomiast granica pomiędzy tym, co wirtualne a tym, co realne czasami tak bardzo się zaciera, że nie widzę problemu w bezczelnie grubych kłamstwach.

Źródło: http://nwonews.pl/artykul,3991,Bezczelnie-grube-klamstwa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz