piątek, 23 listopada 2012

No i po wolności! Zamknie was nawet Sanepid


Dyskusje polityczne przyćmiły wprowadzenie w życie jednej z najbardziej niebezpiecznych ustaw w najnowszej historii Polski. Głosami 459 posłów Sejm zdecydował się na umożliwienie aresztowania każdego Polaka bez sądu. I możliwości odwołania.


Ustawa, skrótowo określana jako „ustawa o szczepionkach” obowiązuje od września tego roku. Powołuje nową służbę specjalną – dając uprawnienia służb specjalnych Sanepidowi, umożliwia aresztowanie i pozbawienie wolności każdego – na wniosek urzędnika sanitarnego.

O ustawie rozmawiam z Maciejem Lisowskim, dyretorem Fundacji Lex Nostra. Fundacja wystąpiła do Rzecznika Praw Obywatelskich z prośbą o zaskarżenie nowego prawa do Trybunału Konstytucyjnego, jako łamiące Konstytucję RP i rażąco z nią niezgodne.

- Ta ustawa stwarza zagrożenie dla bezpieczeństwa obywateli – podsumowuje Maciej Lisowski. I wyjaśnia: - Nowa ustawa zmieniła pojęcie choroby zakaźnej. Od teraz taką chorobą jest każda choroba wywołana przez biologiczny czynnik chorobotwórczy. Decydować o tym będzie minister zdrowia w rozporządzeniu.

Na co wobec Was może sobie teraz pozwolić inspektor sanitarno-epidemiologiczny? Bez waszej zgody osoby może zacząć was leczyć i poddać szczepieniom ochronnym z rygorem natychmiastowej wykonalności z użyciem środków przymusu bezpośredniego. Z asystą policji, straż granicznej lub żandarmerii wojskowej.

Osobę zakażoną, ale także wyłacznie podejrzaną o zakażenie, można poddać zabiegom sanitarnym, szczepieniom ochronnym, można poddać kwarantannie i leczeniu czyli po prostu zamknąć.Można hospitalizować i izolować na dowolnie długi czas.

Jak są definiowane osoby podejrzne o zakażenie? Zgodnie z nową ustawą takim podejrzanym jest każdy, u kogo nie występują objawy zakażenia czy choroby zakaźnej, ale kto miał styczność ze źródłem choroby zakaźnej. Cym jest zatem ta styczność?

- Precyzyjnie tego nie zdefiniowano, ale jest to każda osoba która miała jakikolwiek kontakt. Może to być kontakt np. mailowy czy listowny – wyjaśnia Maciej Lisowski.

Nadto Sanepid otrzymał uprawnienia do zdobywania wsystkich bez wyjątku informacji o każdym Polaku, od każdego kto takie informacje posiada – lekarzy, sąsiadów, ABW, CBA, policji, urzędów gmin czy sądów. Zezwala również na... szpiegowanie internautów. A to dopiero początek...


Zapraszam do uważnego wysłuchania rozmowy o ograniczeniu Waszej wolności:



Autor: Paweł Pietkun
Źródło: Nowy Ekran

A tak głosowano, poniższa lista nie pozostawia nawet najmniejszych złudzeń. Konstytucja RP została zdegradowana do roli papieru toaletowego w sejmowych szaletach...


Za: nwonews.pl

czwartek, 22 listopada 2012

Chemtrails - potworny plan depopulacji świata !


Elity światowe, pod pretekstem schładzania klimatu, wprowadziły program depopulacji ludności świata, rozłożony na co najmniej kilka najbliższych lat.

Rozprzestrzenianie związków siarczkowych w atmosferze, tworzących tzw. chemtrails, ma powodować powolną transformację komórek człowieka, powodując tym samym swoistą "pandemię raka", chorób wieńcowych i innych chorób, wynikających z osłabienia, czy wręcz wyniszczenia układu immunologicznego człowieka.


Istnieją dowody aby wykazać powyższe,  w postaci odpowiednich dokumentów i oświadczeń, oraz przeprowadzonych badań naukowych (patrz niżej).  
Temu celowi właśnie ma służyć, propagowany już od lat (lecz z gruntu fałszywy) pogląd, iż z powodu nadwyżki gazów cieplarnianych nasz klimat się ociepla. Tzw. chemtrails, czyli smugi chemiczne. które maja niby za zadanie ochłodzić nasz klimat, obserwujemy już kilka lat, a natężenie rozpryskiwania ich po niebie systematycznie rośnie.

Pomimo niezliczonej ilości oficjalnych dokumentów i dowodów, nie wszyscy jeszcze wierzą w to zjawisko. Niech niedowiarki przeczytają uważnie ten artykuł i przejrzą zawarte w nim odnośniki do materiałów źródłowych.
Już niedługo nie będzie miało znaczenia kto w co wierzy, ponieważ miliony ludzi będzie umierać w bólach, wpierw jednak oddając cały swój dorobek przemysłowi farmaceutycznemu, w którym te same elity światowe mają swoje udziały. 


Portal Onet oraz portal "Służba Zdrowia" (sic!), stojąc jak zawsze na straży wszystkich ważnych dla Polaków niusów, opublikowały ostatnio artykuł o "odważnym projekcie schłodzenia Ziemi" (link).
Cóż za ulga. Przecież Al Gore, podróżując swoim prywatnym Beingiem 737 po świecie (ile to będzie zużytego paliwa?), już od lat próbuje nas przekonać, swoją prezentacją zrobioną w PowerPoint, że z naszej własnej winy, planeta Ziemia niemiłosiernie się grzeje.
Nieważne jest też to, że potężna część naukowców konsekwentnie zaprzecza tej teorii (przykład: link). Nieważne jest także to, że wykryto aferę z fałszowaniem danych, użytych do "stworzenia" tej teorii (link i link). Ważne jest tylko to, że z jakichś powodów, politycy w to wierzą, a co za tym idzie, przynajmniej oficjalnie twierdzą, iż trzeba ratować naszą planetę, podnosząc już istniejące podatki oraz tworząc dziesiątki nowych.
Przecież to nasza wina i to my powinnismy za to płacić. Taki pogląd (oficjalny), jest ze wszech miar sprawiedliwy, nieprawdaż ? 
Ziemię trzeba więc za wszelką cenę schłodzić i wg. autorów artykułu, który zamieściły ww. portale, temu celowi właśnie ma służyć całkowicie nowy projekt, nad którym angielscy naukowcy pracują od 2008 roku (sic!). Projekt ten nazywa się "SPICE" (stratospheric particle injection for climate engineering) i jest podobno całkowicie nowatorski....
Sprawdźmy więc czy to prawda i czy aby na pewno tylko o schłodzenie ziemi tutaj chodzi. 
W ww. artykule jest napisane "Polega on (Projekt SPICE - przyp. red.) na umieszczeniu w stratosferze cząsteczek związków siarkowych, które spowodują odbicie części promieniowania słonecznego z powrotem w przestrzeń kosmiczną. Skład cząsteczek ma naśladować naturalne aerozole wyrzucane w czasie wybuchu wulkanicznego na Ziemi".
Po pierwsze, związki siarkowe wchłaniają energię słoneczną i rozpraszają światło (link), lecz na pewno nie odbijają go z powrotem w przestrzeń kosmiczną.
Czyli mamy już pierwsze kłamstwo.
Po drugie prace nad projektami naśladowania efektów wybuchów wulkanów, są prowadzone już od poczatku lat '90-tych, a nie od 2008 roku, jak podaje Onet. Sam napisałem artykuł o tym już w 2006 roku, czyli na 2 lata, przed rzekomym rozpoczęciem prac nad tym projektem, w Wielkiej Brytanii (link). Jak to jest możliwe ?
Okazuje się więc że raptem w jednym zdaniu zawarto już 2 bezczelne kłamstwa.
Aby dodatkowo potwierdzić powyższe, jak już informowaliśmy w naszych poprzednich artykułach (wraz z podaniem źródeł), w sekcji 27 raportu "Komitetu ds. Nauki i Technologii" Parlamentu Brytyjskiego czytamy, iż "procesy tworzenia sztucznych chmur i inne technologie, używane w celu wpływania na środowisko, podlegają międzynarodowym uregulowaniom."
Ten sam raport wskazuje na fakt, iż na sesji ONZ w Rio de Janeiro, w 1992 roku, potwierdzono że "technologia tworzenia chmur jest już w częstym użyciu" (link).  Raport ten jest w wersji PDF do ściągnięcia (link).

Większość z nas już wie, że projekt rozpylania cząsteczek siarki pomieszanej z innymi chemikaliami, jest już od kilku lat realizowany na całym świecie. Jedyne nowatorstwo ww. projektu SPICE miałoby zatem polegać, na użyciu do tego celu balonów i ciągłym wpompowywaniu do nich, na wysokość 20 km, czyli wyżej niż dotychczas (7km-11km), milionów ton cząsteczek, aby je następnie, na tej wysokości rozpylać w atmosferze.
Może być tak, że dotychczas realizowany projekt rozpylania na niższych wysokościach, okazał się mało wydajny i rozpylanie tych samych cząstek w jeszcze wyższych partiach atmosfery okazało się niezbędne. Tego akurat jeszcze nie wiemy, ale to by tłumaczyło fakt powstania projektu SPICE.
Tak samo dobrze, projekt SPICE może okazać się zwykłą dywersją, mającą na celu zamieszanie w głowach zwykłym obywatelom, przy jednoczesnym stworzeniu niezłego wytłumaczenia na wypadek wciąż rosnącej ilości pytań zadawanych przez obywateli oficjalnym instancjom.
A co w takim razie z ostatnią rezolucją ONZ zakazującą prowadzenia działań w zakresie inżynierii klimatycznej ? (link) Wydaje się, jakby ona nikogo nie obchodziła...

Można by się dziwić, po co to wszystko, jeśli okazuje się, że związki siarki nie odbijają promieni słonecznych, a wręcz je pochłaniają... 

Poszperaliśmy więc trochę i popytaliśmy gdzie się da. Odpowiedzi jakie uzyskaliśmy zmroziły nam krew w żyłach. Otóż okazuje się, że zwiększone stężenie pomieszanych cząstek siarki i metali w atmosferze (które docelowo opadają powoli na ziemię), drastycznie wpływa na transformację komórek biologicznych ludzi i zwierząt, stopniowo je niszcząc i doprowadzając do masowego przemieniania się ich w komórki rakowe. Powołujemy się tutaj na badania AACR (American Association of Cancer Research - link).

Innymi słowy, okazuje się, że długotrwałe wystawianie nas na zwiększone stężenie mieszanek siarczkowych, spowoduje gigantyczny wzrost zachorowań na raka, na całym świecie !
Kiedy weźmiemy pod uwagę fakt, że projekt rozpylania tych cząsteczek, w praktyce trwa już kilka lat, oraz kiedy przyjrzymy się wciąż rosnącym statystykom zachorowań na raka, wszystko staje się jasne. A przecież jest to dopiero początek... 
Przypomnijmy sobie tylko sam rezultat badań znacznego wpływu zwiększania ilości nasycenia powietrza "obcymi" cząsteczkami na wzrost śmiertelności u ludzi (związek śmiertelności z widocznością), co samo w sobie powinno już być powodem alarmu dla nas wszystkich:  

Cała ta sytuacja wydaje się całkowicie surrealistyczna:
Lansowana jest teoria o ociepleniu klimatu, która po kilku latach okazuje się bazować na zafałszowanych danych. Nie przeszkadza to szacownemu komitetowi w Szwecji, przyznać pokojową Nagrodę Nobla Al Gorowi, razem z IPCC, który de facto nie ma żadnego umocowania prawnego będąc jedynie konferencją polityków z różnych krajów. Ani fakt fałszowania danych, ani też protesty uczonych z wielu krajów, wydaja się nie przeszkadzać politykom w realizowaniu przez nich polityki opodatkowywania społeczeństw (czytaj: ograbiania z pieniędzy) oraz kontynuacji projektu  schładzania klimatu (czytaj depopulacji ludności świata).
Wygląda na to, że przyznawanie pokojowej Nagrody Nobla w trybie tylko i wyłącznie przypuszczającym (brak jednoznacznych dowodów i faktów na poparcie tego typu decyzji) stało się normą. Decyzja o przyznaniu pokojowej Nagrody Nobla Barackowi Obamie, została podjęta jeszcze zanim objął on swój urząd Prezydenta USA, tylko na podstawie jego pokojowych oświadczeń, co nie przeszkodziło mu kontynuować prowadzenie działań wojennych w Iraku i w Afganistanie, doprowadzając w praktyce do ich eskalacji, oraz wszcząć nowa wojnę w Libii.    
Przypomina mi to jedną z opowiastek śp. Ojca Anthony De Mello, którą przeczytałem w jego książce pt. "Śpiew Ptaka". Opisuje ona sytuacje tak absurdalną, iż wydawało by się, że w naszym codziennym życiu podobnych nie przeżywamy. Jednak powyżej opisana historia udowodniła mi coś wręcz przeciwnego.
Oto ta opowiastka: 
"Uznawszy pewnego człowieka za zmarłego,
przyjaciele ponieśli go, aby go pogrzebać.
Kiedy trumna już miała zostać złożona do grobu, człowiek ożył,
nie wiadomo jak i zaczął walić w pokrywę trumny. 
Otwarto trumnę i człowiek się podniósł
- Co robicie ? - zapytał zebranych
- Jestem żywy. Nie umarłem.
Jego słowa przyjęto z milczącym niedowierzaniem. 
Wreszcie jeden z żałobników powiedział:
- Przyjacielu, tak lekarz, jak i kapłani, poświadczyli, że umarłeś. A więc umarłeś.
Po czym na nowo zamknięto wieko trumny i pogrzebano go należycie."

W takim to właśnie świecie aktualnie żyjemy...

Nie zapominajmy przy tym, że bardziej lub mniej świadomie, ale nasz rząd także bierze w tym procederze czynny udział. To od naszej determinacji zależy, czy wywrzemy na naszych politykach odpowiednią presję, aby temat ten stał się podmiotem otwartej, publicznej dyskusji, prowadzącej do podjęcia odpowiednich decyzji.
Tu chodzi o nasze zdrowie i życie, jak i zdrowie i życie naszych bliskich.






środa, 21 listopada 2012

Struktura rolnictwa na Białorusi


Rolnictwo jest bardzo ważną częścią gospodarki Białorusi, która zapewnia ponad 7,5% PKB kraju, 17,1% inwestycji w środki trwałe, koło 10% zatrudnienia ludności.


Białoruskie rolnictwo specjalizuje się głównie w uprawach roślin typowych dla klimatu umiarkowanego. Największe znaczenie mają uprawy żyta, jęczmieniu, pszenicy, ziemniaków, roślin pastewnych. Ponadto Białoruś posiada około 16% światowej uprawy lnu (20% lnu na kontynencie europejskim).

W hodowli zwierząt na Białorusi dominuje hodowla bydła na potrzeby produkcji mięsa, mleka i wyrobów mlecznych, a także hodowla świń i drobiu. 55% białoruskiego rolnictwa to uprawy roślin, a 45% – hodowla zwierząt. Udział organizacji rolniczych (zbiorowych gospodarstw rolne, tzw. „kołchozy”, „sowchozy”) stanowi 64,5% krajowego rolnictwa, udział gospodarstw domowych, które nie mają wsparcia ze strony państwa – 34,5%, natomiast udział gospodarstw indywidualnych (farmerów) – 1%.
Według Światowej Organizacji ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO), Białoruś zajmuje drugie miejsce na świecie, po Polsce, w całkowitym obszarze upraw pszenżyta (516,6 ha), a czwarte miejsce w jego żniwie po Francji, Niemczech i Polsce (1 , 78 mln ton). Białoruś zajmuje piąte miejsce na świecie pod względem powierzchni pod żyta (448 ha) i czwartym w jego żniwie (1,2 mln ton). Białoruś jest także ósma na świecie pod względem powierzchni pod ziemniaki i na dziesiątym miejscu w ich kolekcji (7,1 mln ton).
Ziemia rolna obejmuje 45% ogólnej powierzchni gruntów Białorusi, z czego 30% – to grunty orne. Na jednego mieszkańca Białorusi przypada 0,9 ha ziemi rolnej.
Podstawą rolnictwa Białorusi stanowią zbiorowe gospodarstwa rolne („kołchozy”, „sowchozy”), działające na zasadach rynkowych, ale przy aktywnym wsparciu rządu. Produkują one ponad 90% lnu, buraków cukrowych, kukurydzy, ponad 80% mięsa, mleka, około 67% jaj, 12,9% warzyw. Udział gospodarstw domowych, które nie korzystają z pomocy państwa, stanowi 88,7% produkcji wełny, 86,9% ziemniaków, 81% warzyw,32,2% jajek, 13,3% mleka, 12,7% mięsa. Prywatne gospodarstwa produkują 6,1% warzywa , 4,3% wełny, 2% ziemniaków, 1,4% zboża i buraków cukrowych, 0,5% mięsa.
Główna część nawozów wykorzystywanych w rolnictwie Białorusi są lokalnej produkcji. Największym producentem nawozów potasowych jest “Belaruskalij” azotowych – “Grodno Azot”. Z roku na rok, produkcja azotu i potasu, jak i innych nawozów się zwiększa. Zwiększa się również stosowanie nawozów w rolnictwie krajowym.
Na Białorusi działają uczelnie, które przygotowują specjalistów w dziedzinie rolnictwa. Najważniejsze z nich to Białoruski Państwowy Agrarny Techniczny Uniwersytet (Mińsk), Białoruska Państwowa Akademia Rolnicza (miasto Gorki, region Mohylew) oraz Grodzieński Państwowy Uniwersytet Rolny, a także inne uczelnie wyższe, jak i szereg specjalistycznych szkół instytucji edukacyjnych.
Państwo aktywnie wspiera sektor rolnictwa na Białorusi. Od 2005 rząd realizuje program ożywienia i rozwoju wsi. W ramach tego programu zbudowano około 700 rolnych miasteczek (tzw. Agrogorodok) z niezbędną infrastrukturą. Już w 2008 r., poziom subsydiów dla rolnictwa w Białorusi osiągnął 60% (światowy standard – 20-30%). Prezydent zaproponował również oddać nieefektywnie 
wykorzystywane grunty rolne do rąk prywatnych właścicieli.

Za: http://marucha.wordpress.com

wtorek, 20 listopada 2012

Holandia na równi eutanazyjnej

Prof. Gerard J.M. van den Aardweg, 
fot. R. Sobkowicz
Pomimo wyraźnie chrześcijańskiego charakteru historii Holandii, zarówno w nurcie protestanckim, jak i katolickim, eutanazja praktykowana jest już w tym kraju powszechnie. Co więcej, Holandia była pierwszym krajem na świecie, który dał eutanazji oparcie w systemie prawnym (oficjalnie w roku 2002, lecz faktycznie już w 1992, kiedy to stosowne ustawy uchwalono w izbie niższej parlamentu – Izbie Reprezentantów).
Stosowanie eutanazji w przypadkach pacjentów nieuleczalnie chorych, cierpiących z powodu bólu określanego jako “nieznośny”, zostało nieoficjalnie dopuszczone wyrokiem Sądu Najwyższego już w 1984 roku. Ustawa o eutanazji jest typowym przykładem sofizmatu – mówiąc wprost: hipokryzji – chociaż eutanazja i samobójstwo wspomagane (z udziałem personelu medycznego) pozostają formalnie zakazane, to jednak nie podlegają karze, jeśli postępowanie lekarza jest zgodne z pewnymi niejasnymi i subiektywnymi kryteriami i jeśli za pośrednictwem lekarza sądowego zawiadomi o tym fakcie prokuratora rejonowego.
Jasne jak słońce jest, że takie prawo oznaczało kapitulację wobec wieloletniej, nielegalnej praktyki, której ówczesne polityczne elity nie miały odwagi ani chęci powstrzymać. Jeszcze czterdzieści lat wcześniej taka ustawa nie miałaby najmniejszych szans i zszokowałaby większość Holendrów, w tym polityków. Wspomniana ustawa odzwierciedla rewolucyjne zmiany, jakie zaszły w powszechnym podejściu do eutanazji, przyjęciu jej jako sposobu postępowania z ludzkim życiem, gdy zostanie obarczone cierpieniem lub ułomnościami. Taki jest zgniły owoc mentalności eutanazyjnej rozpowszechnionej przede wszystkim wśród lekarzy, prawników, polityków, a także rosnącej części społeczeństwa.
Rewolucja lat 60.

Jak więc dokonała się ta rewolucyjna zmiana? Chciałbym tę kwestię rozwinąć, ponieważ można dostrzec pewne podobieństwo w sytuacji Holandii po II wojnie światowej i Polski po upadku żelaznej kurtyny.
Otóż nagłe znalezienie się w zupełnie nowej rzeczywistości przytłoczyło katolicyzm w Holandii, podobnie jak katolicyzm w Polsce po roku 1989. Silne więzi i sprawna organizacja katolickiej części ludności (katolicy stanowili wówczas około jednej trzeciej mieszkańców kraju) rozpadły się, a zsekularyzowany świat zaczął zalewać ją ze wszystkich stron. Katolicy trwali przy swojej religii w czasach biedy i represji ze strony nazistów, lecz w czasach pokoju i wolności zaczęli się od niej odwracać.
Obserwacja ta ma kluczowe znaczenie, jeśli chce się zrozumieć podstawowe przyczyny wzrostu popularności eutanazji w Holandii, a to dlatego, że eutanazja – podobnie jak aborcja – ma swoje źródło w porzuceniu przez chrześcijan swoich przekonań religijnych i zasad moralnych. Dotyczy to szczególnie katolików, ponieważ mniejszość katolicka (po wojnie niemal 40 procent ludności) była zawsze zjednoczona pod zdecydowanym przewodnictwem hierarchii kościelnej, nie zaś podzielona jak różne wyznania protestanckie (w większości wywodzące się z kalwinizmu). Na życie polityczne przekładało się to w ten sposób, że partia katolicka często zdobywała większość głosów, a tuż za nią plasowali się niechrześcijańscy socjaliści (czasami na odwrót).
Jednak w ciągu kilku dziesięcioleci od zakończenia wojny holenderscy katolicy zsekularyzowali się prawie całkowicie, w ślad za protestantami. Opór, który do tej pory stawiali świecko-humanistycznej etyce w kwestiach płciowości, małżeństwa i życia ludzkiego, w najlepszym przypadku osłabł i stracił na zdecydowaniu, a wkrótce zanikł zupełnie.
Usankcjonowanie zabójstwa
Praktykowanie eutanazji rozpowszechniło się najpierw wśród niechrześcijan, liberałów, socjalistów i agnostyków. Publiczna debata na ten temat rozpoczęła się we wczesnych latach 70., kiedy to nasiliła się korzystna dla niej propaganda, a aborcja – chociaż teoretycznie nadal nielegalna – została w praktyce dopuszczona (legalizacja nastąpiła niebawem). Taktyka przyjęta przez media była taka jak w przypadku aborcji, czyli skupienie się na kilku dramatycznych przypadkach, które miały ujawnić “bezduszność” karania współczujących ludzi, którzy podjęli się wybawienia cierpiących pacjentów z ich niedoli.
Kamieniem milowym okazał się proces lekarki, która zabiła swoją chorą matkę w 1972 roku. Nie została za to ukarana, co stanowiło nieomylny znak, że od tego momentu wiatr będzie wiał z przeciwnego kierunku, a ponieważ elity polityczne i społeczne zaakceptowały stosowanie aborcji i zmierzały do jej prawnego “uregulowania”, to sprzeciw wobec eutanazji może okazać się walką z wiatrakami.
Tak jak w każdym innym miejscu na świecie ustępstwa na rzecz aborcji prowadziły do ustępstw na rzecz eutanazji, ponieważ tolerowanie zabijania jednej kategorii ludzi (nienarodzonych) oznacza obalenie zasady nienaruszalności i świętości ludzkiego życia. Grunt pod historyczne zerwanie z V przykazaniem Bożym został przygotowany przez rewolucyjną zmianę opinii publicznej i stylu życia, jaka dokonała się w latach 60. Była to rewolucja moralna i religijna, w której zasadniczą rolę odegrały dwa wzajemnie wzmacniające się czynniki: fala zeświecczenia w Kościołach chrześcijańskich (modernizm w Kościele katolickim) oraz wynalezienie i natychmiastowa popularyzacja antykoncepcji hormonalnej (tzw. pigułka, 1962 rok).
Do tej pory rodziny katolickie były tradycyjnie wielodzietne, jednak w tym czasie większość młodych katolickich par zaczęła ograniczać liczbę posiadanego potomstwa, tak więc gdy Papież Paweł VI potępił w 1968 roku stosowanie antykoncepcji, było już w zasadzie za późno. Nowa tendencja okazała się nieodwracalna, również z powodu zaniedbanej przez biskupów i księży promocji encykliki “Humanae vitae”, którą czasami pod wpływem szerzącego się we własnych szeregach wojującego modernizmu otwarcie krytykowali.
Zachowania antykoncepcyjne odcisnęły ogromne psychologiczne i duchowe piętno, tak na życiu konkretnych par, jak i całego społeczeństwa; osłabiły motywacje idealistyczne, a wzmocniły materialistyczny sposób życia w okresie i tak szybko rosnącej zamożności społeczeństwa; osłabiły szacunek i podziw dla świętego charakteru prokreacji oraz dla faktu, że płciowość i życie małżeńskie podlegają prawu wyższemu niż ludzkie. W życiu małżeńskim przestano kierować się nauczaniem Kościoła czy wolą Bożą, ale automotywacją. Mentalność antykoncepcyjna pociągnęła za sobą stopniowe obniżanie progu wrażliwości aż do zaakceptowania aborcji, ponieważ faworyzowała czysto biologiczne spojrzenie na początek ludzkiego życia i przyzwyczajała do postępowania z nim według własnego uznania. Co więcej, upowszechnienie antykoncepcji automatycznie wywołało wzmożony nacisk na legalizację aborcji jako środka wspomagającego nieskuteczne działania antykoncepcyjne. W ten oto sposób zachowania antykoncepcyjne utorowały drogę dla aborcji, zaś aborcja dla eutanazji.
Druga reformacja w Kościele katolickim
Należy jednak wątpić, czy eutanazja (lub aborcja czy też “małżeństwa” homoseksualne) zalałyby Holandię tak, jak to miałoby miejsce, gdyby katolicyzm nie został uprzednio zarażony wirusem teologicznego modernizmu, świecko-humanistycznego ruchu przebranego w chrześcijańskie pojęcia i frazeologię, lub jak kto woli, odmianą liberalnego protestantyzmu (ostatecznie jednak wychodzi na to samo). Podobnie jak ruch protestancki w XVI wieku, tak i katolicki modernizm był bardzo wojujący. Ponadto znajdował poparcie wśród większości teologów i katolickich intelektualistów. Ci z kolei chętnie przyjmowali ów “oświecony” i “postępowy” katolicyzm modernistyczny wraz z charakterystyczną dla niego wrogością do władzy kościelnej i “Rzymu”. Modernizm zawładnął też seminariami i kościelną biurokracją. Kilku biskupów podążyło za liberalnymi teologami, a większość z pozostałych zareagowała raczej defensywnie i zbyt pobłażliwie.
Biskupi, z nielicznymi wyjątkami, kompletnie zaniedbali pouczanie podległego im duchowieństwa i wiernych. Nie trzeba było długo czekać, aby “duch czasów”, świecki humanizm, przeniknął całą katolicką strukturę społeczną. W ciągu niespełna dwudziestu lat prężna niegdyś prasa katolicka zupełnie wymarła, katolickie radio i telewizja zeświecczyły się, a katolicka edukacja na poziomie podstawowym i ponadpodstawowym została zniszczona. Usunięto katechizm dla dzieci, do tego czasu główną pomoc w nauczaniu religii, i nie zastąpiono go żadną wartościową pozycją, co pociągnęło za sobą powszechną nieznajomość katolickich dogmatów i doktryny moralnej.
Wskutek powyższych działań sposób życia katolików przestał się czymkolwiek różnić od sposobu życia liberalnych protestantów czy humanistów. W latach 80. katolicy wierni Kościołowi przestali być znaczącym czynnikiem w życiu społecznym i politycznym. “Katoliccy” politycy zeświecczyli się; żaden z nich nie opowiadał się już zdecydowanie za życiem, żaden z nich nie pozostawał lojalny wobec moralnego nauczania Kościoła i jego Magisterium.
Eutanazja w Holandii: garść statystyk
Tak samo jak w przypadku aborcji ustawa o eutanazji została wprowadzona po tym, jak zbyt długo tolerowano jej nielegalne praktykowanie, a lekarze, prawnicy i coraz większa część społeczeństwa i zaprzestali oporu wobec liberalizacji prawa. Z drugiej strony, jako że prawo ma również walor instruktażowy, legalizacja eutanazji (1992 rok) z pewnością przyczyniła się do jej łagodniejszego oceniania i upowszechnienia.
Rząd holenderski systematycznie pomniejszał znaczenie wspomnianego zjawiska, aby uniknąć wrażenia, że jego “postępowa” polityka nakierowana rzekomo na skuteczniejszą kontrolę w rzeczywistości przynosiła dokładnie odwrotny skutek. Autorzy raportów przygotowanych na zlecenie rządu (w latach 1991, 1996, 2003, 2007) skutecznie tuszowali problem rosnącej liczby przypadków eutanazji. Jednak po dokładniejszym przyjrzeniu się danym, które zebrali, taki wzrost okazał się ewidentny, tak ewidentny jak dla każdego, kto nie odwraca wzroku od otaczającego nas problemu ludzkiej śmierci. Holandia już od ponad dwudziestu lat stacza się po eutanazyjnej równi pochyłej i to z coraz większą prędkością.
W 1990 roku zgony wskutek eutanazji bezpośredniej na prośbę pacjenta wywołanej śmiertelnym zastrzykiem lub chemicznie oraz samobójstwa wspomagane przez lekarza stanowiły 4 procent spośród wszystkich zgonów w obecności lekarza (tj. trzech czwartych ogólnej liczby zgonów wynoszącej w tym roku 129 000). W jednym procencie zgonów w obecności lekarza eutanazja była stosowana nawet mimo braku prośby ze strony pacjenta, za to przy naciskach ze strony rodziny lub z własnej inicjatywy lekarza, a przynajmniej na jego odpowiedzialność.
Odkrycie to pokazuje, że eutanazja dobrowolna pociąga za sobą eutanazję przymusową: obie wynikają z tego samego sposobu myślenia. Powyższy wniosek znajduje potwierdzenie w statystykach opisujących inne rodzaje eutanazji, takie jak podawanie zawyżonych dawek leków przeciwbólowych lub przeciwobjawowych z wyraźnym zamiarem wywołania lub przyspieszenia śmierci i zaprzestanie lub nierozpoczęcie rozsądnej, “proporcjonalnej” opieki przedłużającej życie z takim samym wyraźnym zamiarem przyspieszenia śmierci.
Około dwóch trzecich zgonów w tych dwóch kategoriach zostało przyspieszonych bez wiedzy pacjenta; łącznie stanowi to blisko 10 procent wszystkich zgonów w obecności lekarza w 1990 roku. Są to mniej widoczne formy eutanazji, ale jednak eutanazji, czyli procedury skutkującej śmiercią pacjenta, zanim nadejdzie pora jego naturalnej śmierci. W raportach sponsorowanych przez rząd nie są one nazywane eutanazją, lecz ukrywają się pod zwodniczym hasłem “zwykłej praktyki medycznej”.
Zsumowanie wszystkich przypadków eutanazji lekarskiej w 1991 roku daje co najmniej 15 procent wszystkich zgonów z udziałem lekarza, a w większości z nich lekarz wcale nie przeprowadzał jej zgodnie z prośbą lub wolą pacjenta.
Drugi raport przygotowany w 1995 roku, a więc już po wejściu w życie ustawy z 1995 roku, która miała ukrócić praktyki eutanazyjne, donosi, że wzrosła liczba eutanazji bezpośrednich, jak i innych procedur przyspieszających śmierć. Największy wzrost odnotowano w kategorii “przerwanie lub niepodjęcie leczenia/opieki przedłużającej życie” (zaliczając do niej podawanie płynów i odżywianie, co nie jest przecież właściwym leczeniem, lecz normalną opieką). Równie uderzający był wzrost odsetka zgonów wskutek podjęcia przez lekarza działań bez wiedzy lub zgody pacjenta, jednak raport został tak sformułowany, że czytelnicy zupełnie nie odczuli dramatyzmu sytuacji.
Twarde fakty nie przeszkadzały katolickiemu ministrowi sprawiedliwości, który razem ze swoim socjalistycznym kolegą przygotowywał projekt ustawy z 1992 roku, wygłaszać uspokajających przemówień. Chwalił się w nich, że pod rządami nowej ustawy eutanazja niepoprzedzona prośbą pacjenta będzie “prawie zawsze prowadziła do wszczęcia postępowania karnego”. Jednak zgodnie z danymi zawartymi w raporcie z 1995 roku 30 procent przypadków bezpośredniej eutanazji bez prośby pacjenta w ogóle nie było zgłaszanych i należy wątpić, czy chociaż jeden z tych lekarzy został pociągnięty do odpowiedzialności. Nie mówiąc już o tysiącach śmiertelnych procedur przeprowadzonych w sposób mniej bezpośredni. Po raz kolejny użyto terminu “eutanazja” wyłącznie do eutanazji bezpośredniej, i tą słowną manipulacją oszczędzono sobie sporo pracy i kłopotów.
Ten sam minister publicznie twierdził, że nowe prawo zakładało przygotowanie lekarzy do rzetelnego zgłaszania władzom przypadków eutanazji, zgodnie z zaleceniami. Spełnienie tego warunku miało chronić lekarzy przed odpowiedzialnością karną. Większość lekarzy przyjęła jednak inne założenia – w 1995 r. ponad 50 procent przeprowadzonych eutanazji w ogóle nie zostało zgłoszonych, a odsetek lekarzy zaniedbujących ten obowiązek – jakkolwiek notujący niewielki spadek – pozostał wysoki. Jednak większość przypadków eutanazji (celowe przedawkowanie lekarstw, zaprzestanie terapii przedłużającej życie) nie wymagała zgłaszania, ponieważ były uznawane za zwykłą praktykę medyczną. Skutek zaś był taki, że nowe prawo dobrze chroniło lekarzy i praktyki eutanazyjne, a nie pacjentów, którzy wcale ich nie chcieli.
Kompromis w sprawie eutanazji oznacza kapitulację
Przeciwdziałając eutanazji, warto wziąć pod uwagę następującą sytuację. Minister sprawiedliwości usprawiedliwiał wprowadzenie nowej ustawy pewnemu biskupowi faktem, że jeśli nie podejmie tej inicjatywy, to partie popierające eutanazję wprowadzą inną ustawę, dużo bardziej liberalną. Tak więc on i jego Partia Chrześcijańsko-Demokratyczna wybrali mniejsze zło. Taki argument padł już wcześniej, w trakcie legalizacji aborcji. Choć może brzmieć przekonująco, nie wytrzymuje krytyki w kilku punktach.
Podstawowy przekaz wysyłany przy okazji legalizacji eutanazji (lub aborcji) to ten, że zabijanie cierpiących jest zgodne z prawem i moralnie właściwe, jeśli tylko uważa się, że ma się ku temu wystarczające powody. W takim razie “nie zabijaj” (niewinnych) nie jest już absolutem moralnym, na którym przez wieki opierał się cały system prawa cywilnego cywilizacji zachodniej (z wyjątkiem tyranii nazistowskiej i komunistycznej). Nic więc dziwnego, że skutki takiego prawa są zupełnie odwrotne niż pobożne życzenia jego twórców. Legalne zabijanie jednej kategorii niewinnych ludzi jest pierwszym krokiem na bardzo śliskiej równi pochyłej. Od tej chwili dyskusja przeniosła się z kwestii “Czy zabijanie cierpiących i umierających jest w ogóle dopuszczalne?” na kwestię “Którą kategorię chorych i ułomnych można zabijać i pod jakimi warunkami?”.
Kolejnym logicznym krokiem jest poszerzanie tych kategorii i liberalizacja warunków, jeśli nie na papierze, to w praktyce. To właśnie nastąpiło w Holandii po wprowadzeniu ustawy w 1992 roku. Na przykład grupa czołowych holenderskich pediatrów, wspartych przez prokuratora okręgowego, zaproponowała liberalną ustawę przewidującą zabijanie lub przynajmniej nieleczenie noworodków obarczonych “poważnymi defektami”.
Samobójstwo wspomagane z udziałem lekarza w przypadkach osób fizycznie zdrowych, lecz znajdujących się w stanach depresyjnych, na ogół nie było karane, jeśli lekarz przeprowadzał je “sumiennie”, “z litości”  i tym podobne. Prawdą jest, że podczas głośnego procesu lekarz, który pomógł pewnemu leciwemu, ale skądinąd cieszącemu się dobrym zdrowiem fizycznym i psychicznym byłemu socjalistycznemu senatorowi rozstać się z życiem tylko dlatego, że dla polityka straciło ono sens, został formalnie uznany za winnego, jednak kary nigdy mu nie wymierzono (2002 rok). Również kilka lat temu minister zdrowia dał wyraz typowemu sposobowi myślenia o eutanazji i samobójstwie, mówiąc, że powinno się opracować tabletkę samobójczą dla ludzi, którzy uznają, że “mają już dość życia”.
Krótko mówiąc, “prawo do śmierci” i cokolwiek będzie się pod tym hasłem rozumieć, okupione jest “prawem do życia” wielu ludzi umierających: w licznych przypadkach to lekarz, a nie pacjent, decyduje o życiu i śmierci. Pryncypialni oponenci eutanazji stanowią już niewielką i politycznie nieskuteczną mniejszość wśród mieszkańców kraju, w tym wśród wykonujących zawody medyczne i prawnicze.
Tak więc teoretycznie przepisy “ograniczające” eutanazję mogą być uważane za sposób na powstrzymanie na jakiś czas swobodnej eutanazji. Niestety, w dzisiejszym świecie ta teoria nie ma żadnego przełożenia na praktykę. Przykład Holandii świadczy o tym najdobitniej. Tak jak to miało miejsce w przypadku ustawy aborcyjnej, tak i teraz zgoda chadeków jasno pokazała, że zsekularyzowani chrześcijanie woleli posady w koalicyjnym rządzie niż długie zmagania o bezwarunkową ochronę ludzkiego życia. Po tym, jak chadecja ustąpiła przed liberalizacją prawa, próżno szukać w jej programie politycznym wyraźnych zapowiedzi powstrzymania praktyk eutanazyjnych czy aborcyjnych i kształtowania społeczeństwa w duchu pro-life. Natomiast liberałowie i socjaliści domagali się swobodniejszego dostępu do eutanazji i aborcji – nie zostali wcale zepchnięci do defensywy, lecz byli gotowi stoczyć o to walkę. Dlatego dalszy rozwój wypadków mógł prowadzić wyłącznie w jednym kierunku: postępującej liberalizacji prawa.
Wniosek, jaki należy wyciągnąć z tej sytuacji, jest następujący: polityczny kompromis w kwestii nienaruszalności niewinnego ludzkiego życia prowadzi do zwycięstwa kultury śmierci, i to szybciej niż mogliby sobie wyobrazić chrześcijańscy politycy. Z drugiej strony, gotowość partii chrześcijańskich do pójścia na kompromis w kwestii ludzkiego życia świadczy o ich postępującej dechrystianizacji.
Prof. Gerard J.M. van den Aardweg
Autor jest pisarzem katolickim, psychologiem i psychoterapeutą, mieszka w Holandii.

Tłum. Piotr Braniecki
http://www.naszdziennik.pl

Za: http://marucha.wordpress.com

poniedziałek, 19 listopada 2012

5 powodów dla których praktycy konspiracji są bardziej popularni niż myślisz


Uznałem że warto wrzucić ten artykuł, gdyż po przesłaniu go znajomemu wprawiłem go tym samym w dużą konsternację. Powiedział: “Od lat nie przysłałeś mi niczego optymistycznego”. – Radtrap
Źródło: Stop Syjonizmowi
Autor: Saman Mohammadi (wariscrime.com), 18 IX 2012 r.; przekład: Ussus
Od dzisiaj praktycy konspiracji powinni być opisywani jako społeczni analitycy wywiadu. Jesteśmy częścią społecznego wywiadu, którego kwaterą główną jest cały świat. Jesteśmy wierni prawdzie, wolności i pokojowi. Dociekamy prawdy, by służyć ludzkości, niesiemy sztandar pokoju i współpracy narodów.

1. Sondaże opinii publicznej pokazują, że większość Amerykanów i ludzi Zachodu zgadza się z poglądami „praktyków konspiracji”; to mniejszość ufa rządom i propagandzie medialnej.
Sondaże dowodzą, że zaufanie publiczne do mediów jest najmniejsze w historii. Ich rekordy kłamstwa są trudne do ukrycia. Nawet użycie największej machiny propagandowej nic nie pomaga. Wzrost wpływów i znaczenia globalnych mediów alternatywnych przełamał zły urok. Media głównego nurtu nie są już mainstreamem. The old fringe is the new mainstream.
Praktycy konspiracji sprawdzili się przy wielu problemach i historycznych wydarzeniach, 11 IX  jest z nich najważniejszy. Poglądy praktyków konspiracji są bardziej popularne niż kiedykolwiek, ponieważ mówią oni prawdę.
Jesse Ventura, były gubernator Minnesoty, przetestował to na widowni programu w CNN w prowadzonym na żywo show Piersa Morgana 17 IX 2012 r. W 11 minucie, 45 sekundzie tego nagrania, Piers Morgan mówi do Ventury: „Myślę, że w kilku punktach masz rację, ale niektóre twoje poglądy są stuknięte”. Ventura odpowiedział: „To twoja opinia”, następnie zwrócił się do widowni w te słowa: „Ilu z was uważa, że mam walnięte poglądy?”. Jedna osoba podniosła rękę do góry. Ventura kontynuował: „Ilu uważa, że robię sensowne uwagi?” Widownia zaczęła wiwatować i klaskać. Ventura powiedział Morganowi: „Jesteś w mniejszości, mój drogi przyjacielu.”
2. Etykietka „teorii spiskowych” doszczętnie się zużyła i w dyskursie publicznym nie jest już skuteczna w walce z krytykami poczynań rządów.
Uczciwi intelektualiści zachodni zauważyli, że etykietka „teorii spiskowych” jest absurdalna; jest ona używana w dyskursie publicznym w celu zmarginalizowania „niewygodnych” poglądów. W obraźliwy sposób używają jej rządowi oficjele i dziennikarze w celu niszczenia woli narodu oraz wiarygodności dysydentów.
Jest znakiem społecznego i intelektualnego postępu iż coraz więcej ludzi obawia się prawdziwych intencji ukrytych za tym nałogowym, totalitarnym etykietowaniem przez rząd i media.
3. Media alternatywne zwiększają polityczną świadomość Ameryki i Zachodu, uwalniają miliony z propagandowych więzień, których kraty wykonano z rządowej nowomowy.
Dzięki internetowi i mediom alternatywnym powody dla których ludzie odrzucają teorie spiskowe są dziś dobrze znane. Ta głęboka zmiana jest efektem wytworzenia się wśród ludzi samoświadomości. Dzięki temu nie jest już tak łatwo jak kiedyś ich wykiwać używając rządowych fałszywych flag i oszustw.
Miliony rozważnych osób traktują poważnie antyrządowe wystąpienia, podczas gdy wcześniej nie traktowali ich – jako „teorii spiskowych” – serio. W nowym języku, sprzeciwiającym się rządowej opresji, termin „teoria konspiracji” nie przystaje do alternatywnych newsów, alternatywnej historii, alternatywnych interpretacji bieżących wydarzeń.
4. Sprzecznościom oficjalnej narracji coraz trudniej jest nadawać wiarygodność.
Niemożliwym jest trzymanie się jednej ścieżki wśród tylu oficjalnych kłamstw. Ostatnie rewelacje z Libii i Syrii postawiły narrację mainstreamu w sprzeczności. Po nieoficjalnym zbrojeniu i finansowaniu powiązanych z al‑Kaidą grup w obu krajach, pewni politycy zachodni oraz ich znajomi z Izraela i monarchii arabskich, kłamliwie argumentują, że wzrost radykalizmu islamskiego wymaga poważnej interwencji Zachodu.
Jednak to ich zwodnicza polityka jest powodem wzrostu radykalnego islamu w świecie arabskim więc podawane przez nich powody interwencji i wojen są budowane na piasku.
W nowym środowisku informacyjnym, praktycy konspiracji są w stanie rzeczowo interpretować przełomowe wydarzenia historyczne poprzez dostarczanie dowodów i historycznych analiz do poparcia swoich tez.
5. Rozrost publicznej społeczności wywiadowczej w przeciągu ostatnich kilku lat jest przeciwwagą dla wzrostu potęgi tajnych służb oraz ich szpiegów w mediach korporacyjnych.
Od dzisiaj praktycy konspiracji powinni być opisywani jako społeczni analitycy wywiadu. Jesteśmy częścią publicznego wywiadu, którego kwaterą główną jest cały świat. Wywiad społeczny znajduje się w Ameryce Północnej, Ameryce Łacińskiej, Europie, Chinach, Rosji i na Bliskim Wschodzie. Jesteśmy wierni prawdzie, wolności i pokojowi. Dociekamy prawdy, by służyć ludzkości, niesiemy sztandar pokoju i współpracy narodów.
Społeczni analitycy wywiadowczy tacy jak Webster TarpleyThierry MeyssanAlex Jones [hmmm...],Tony CartalucciDavid Icke [hmmmmm... - przyp. Rad], Gerald Celente, Paul Craig Roberts i wielu innych niszczą medialne kłamstwa kreowane w celu usprawiedliwiania wojen między narodami i cywilizacjami.
Prawda o 11 IX i ruch sprawiedliwości są owocami społecznego wywiadu. Będą szybko rosły – coraz więcej ludzi otwiera oczy i spogląda na bieżące wydarzenia krytycznym okiem.
Konkluzja: propaganda załamuje się. Prawda o 11 IX przenika do powszechnej świadomości. Bądź optymistą. Odpowiedzi spoglądają nam prosto w twarz. Stoimy przez rozwiązaniem. Wystarczy obserwować.
[W oryginalnym tytule artykułu „conspiracy theorists” znaczy „teoretycy konspiracji”. Pozwoliłem sobie jednak przełożyć to na „praktyków konspiracji”. Ted Gunderson, agent FBI, mawiał: „Nie jestem teoretykiem konspiracji, jestem realistą konspiracji. Ona tam jest". To wszystko nie są jedynie teorie; jest to prawda - praktyka. - Ussus].

http://radtrap.wordpress.com
Za: http://marucha.wordpress.com