piątek, 19 października 2012

Apokalipsa nadchodzi

Kto krzywdzi, niech jeszcze krzywdę wyrządzi, 
i plugawy niech się jeszcze splugawi,
a sprawiedliwy niech jeszcze wypełni sprawiedliwość,
a święty niechaj się jeszcze uświęci!
Oto przyjdę niebawem,
a moja zapłata jest ze mną,
by tak każdemu odpłacić, jaka jest jego praca
.

Apokalipsa św. Jana 22,11-12.

Na wstępie prosiłbym o odłożenie wszelkich trosk życia codziennego. Proszę zrobić herbatkę, odciąć się od dopływu szumu medialnego, zapomnieć o partiach, służbach specjalnych, układach i nazwiskach.

Słów kilka będzie dotyczyć tworu w jakim żyjemy, zwanym dalej Systemem. System to wytwór osób o odpowiednich poglądach, których jedynym celem jest rozwój tego tworu. Ten twór działa już zupełnie autonomicznie i jest tylko serwisowany przez kolejne ekipy rządzących, posłów i innych bezwolnie wybieranych przedstawicieli.


Na przykładzie sądownictwa widać jasno wpływ Systemu na pracę sędziów. Wymiar sprawiedliwości otrzymał niezwykle wysokie uprawnienia, bez jakichkolwiek mechanizmów samokontroli i kontroli społecznej. Z drugiej strony sędziowie narażeni są na wszelkie zło, które ich otacza w prowadzonych sprawach – bo przecież rzadko sprawy kończą się polubownie. Morderstwa, kradzieże, rozboje, oszustwa, kłótnie - to chleb powszedni każdego sędziego. Czy taki ,,pokarm'' nie pozostawia śladu w człowieku ?

Oczywiście, że tak. Dwudziestoletnia praca sędziego wywiera na nim negatywne skutki. Łącząc teraz potężne uprawnienia z jednej strony i z drugiej zgromadzony jad prowadzonych spraw, sędzia nierzadko nie wytrzymuje psychicznie i tworzy wokół siebie mechanizmy obronne. Te mechanizmy powodują, że w oczach osób mających kontakt z jakąkolwiek sprawą, sąd postrzegany jest źle. W tych mechanizmach jest wiele nieprawidłowości, ale jak na to zaradzić ? Jest na to jedna rada, mianowicie odpowiedni system kontroli. Kto taką kontrolę może zapewnić ? Tylko sami obywatele, pod warunkiem stworzenia odpowiednich przepisów, które wdraża sejm. A ten działa na podobnych zasadach jak wymiar sprawiedliwości i koło się zamyka. W chwili obecnej nastąpił impas z którego wyjście musi być bolesne, ale konieczne. Podobnie jak sądy, działa w Polsce wszystko, partie polityczne szczególnie. System prowadzi nas ku upadkowi, bez wyjątku dotyczy to każdego człowieka, każdej organizacji, każdej instytucji.

Zgnilizna jest wszechobecna.

,,Poznacie ich po ich owocach. Czy zbiera się winogrona z ciernia, albo z ostu figi?
Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce.
Nie może dobre drzewo wydać złych owoców ani złe drzewo wydać dobrych owoców.
Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone.
A więc: poznacie ich po ich owocach.''

Tak mówił już dawno, dawno temu św. Mateusz. Ile razy można to powtarzać ? Ile jeszcze przypowieści można będzie czytać o następnych usłużnych sędziach, złotych biznesmenach, bawołach ciągnących samoloty, wielkich katastrofach lotniczych, dozgonnej i przymusowej pracy, o tym że państwo zdało egzamin tylko nikt nie przeżył i nie wiadomo gdzie jest pochowany, itp.

Jest jedna rada na rozbicie monopolu zła. Zmiana prawa wyborczego, czyli wprowadzenie JOW oraz podniesienie świadomości społecznej obywateli. Pozostałe dalsze kroki muszą być wykonane szybko i pod pełną kontrolą społeczną. Jest to interes każdego człowieka bez wyjątku, nawet tych, którzy przyczynili się do wytworzenia obecnego Systemu, gdyż w innym wypadku pasożyty utracą swojego żywiciela bezpowrotnie, zostaną same zgliszcza.

Czas na zmiany i to bardzo szybkie.

Dlatego proponuję wyzbyć się dotychczasowego języka debaty publicznej, w tym zaprzestania poszukiwania tajnych służb i tym podobnych wymyślnych określeń. Złodziej jest złodziejem, bandyta jest bandytą niezależnie od koloru skóry i przynależności partyjnej. Dodatkowe odmiany i przymiotniki na określenie złoczyńców są niepotrzebne. Barwne ich określanie nie doda im żadnych atrybutów a w konsekwencji człowiek, który o tym czyta lub to słucha, dłużej musi dochodzić do właściwej ich klasyfikacji. Mówmy – złodziej, bandyta, oszust, morderca. Szkoda więcej słów i rozpraw nad czynami bandy szkodników.

Jest drzewo, które nie wydaje dobrego owocu – wyciąć w pień i do ognia.
Jest polityk, który kłamie jak mały cygan – mówimy temu panu - żegnam, gdyż ,,do widzenia'' może oznaczać powrót tego koszmaru w jeszcze gorszym wydaniu.

Stosując stare przysłowia i bardzo krótkie teksty należy dotrzeć do świadomości każdego człowieka, gdyż w tym Systemie zdolność percepcji obywateli jest bardzo mocno ograniczona.

Zbliża się 29 wrzesień. W Warszawie odbędzie się w tym dniu manifestacja w czasie której będzie możliwość kontaktu z większą masą ludzi. Niech każdy przygotuje odpowiednie materiały i podzieli się nimi z innymi. Niech każdy przekaże je innym, w miejscu gdzie mieszka. Krótko i treściwie, alleluja i do przodu, dotrzeć do każdego człowieka w sąsiedztwie. Przekaz ma dotyczyć krótkich haseł i sposobów przeciwdziałania temu Systemowi. Forma ulotek to połowa A4 lub kartka A4. Jeśli odetniemy zasilanie od tej hydry, czyli przestaniemy finansować ośrodki infekowania i serwisowania tego Systemu, krwiobieg tego potwora zostanie zakłócony i bestia padnie na pysk z braku pieniędzy. Dlatego należy :

a) nie kupować reżimowych gazet.
b) nie kupować w marketach o dziwnych nazwach, w tym z rodziny chrząszczy, które transferują zyski w przeróżnych formach za granice, w wyniku czego po tym jedzeniu w Polsce zostaje tylko kupa.
c) wyprowadzić gotówkę z banków i odpowiednio zainwestować lub przenieść ją do instytucji wyłącznie z polskim kapitałem, które nie wywlekają garściami tej gotówki za granicę. Niech kosztuje to więcej, ale cała gotówka zostaje TU I TERAZ w krwiobiegu polskim.
d) podjąć wszelkie działania związane z inicjatywą JOW. Przyłącz się do Kukiza.
e) nie kupować wszelkich produktów, które w danej chwili są reklamowane w systemowych telewizjach i radiach.
f) nie kupować produktów wyprodukowanych za granicą jeśli są polskie produkty tego typu.
g) nie oglądać reżimowych telewizji, które tylko służą do hipnotyzowania.

Inne pomysły mile widziane i według własnego uznania.

Zacznij od Siebie, działaj , już !!

Autor: Polaczok
Źródło: Nowy Ekran / 

czwartek, 18 października 2012

Stanisław Krajski: Loża P3 i przyszłość Polski

Zbliża się pewien kulminacyjny punkt w historii Europy i Polski. Masoneria do niego się przygotowuje. Powinniśmy przygotować się i my. Dokąd zmierzamy? Czego chcemy? Co zrobimy, gdy utopia, która nas dziś ogarnia przestanie istnieć?

Kilku czytelników prosiło mnie o to, bym napisał coś więcej na temat Loży P3. Pierwsza cześć lipca to był dla mnie gorący czas związany z dystrybucja książki „Masoneria polska 2012” i problemami, które tu na każdym kroku wyrastały. Książka jest wyraźnie blokowana. Teraz zamykam różne sprawy, bo jutro wyjeżdżam an odpoczynek., Po tygodniu wracam, ale tylko na tydzień i potem znowu dwa tygodni odpoczynku i zacznę systematycznie pisać.

Te trzy ostanie książki o masonerii („Masoneria polska 2009”, „Masoneria i kryzys” oraz „Masoneria polska 2012”) to swoista trylogia. Materiał w nich zebrany może Stanowic dobry punkt wyjścia do oceny sytuacji w Polsce ni do próby sformułowania rozwiązań i scenariuszy związanych z wolną Polską jutra, która ma szansę, i to chyba niedługo, powstać. Wszystko bowiem wskazuje na to, że dochodzimy do jakiegoś historycznego punktu kulminacyjnego, w którym rozsypia się struktury masońskiego świata. To również od nas zależy czy na to miejsce powstanie inny masoński świat czy normalny ludzi i normalny polski świat.
Nikt nigdzie nie wspomina w żadnym tekście o istnieniu Loży P 3. Nawet jej nazwę sam wymyśliłem. Ze4brane dane wskazują jednak na to, ze powstała w ostatnich latach w Polsce specjalna masońska organizacja, która próbuje nie tylko przejąć do końca władzę polityczną tu i teraz, ale również przygotowuje się do przetrwania wielkich przemian, by ewentualnie nowy świat był jej dziełem.
Jednym z najważniejszych działań, które, moim zdaniem, należy teraz podjąć jest nie tylko rozszyfrowanie jej taktyki i identyfikacja jej struktur, ale opracowanie koncepcji jutra, koncepcji normalnego ustroju politycznego i gospodarczego, w których moglibyśmy realizować swojej cele (również trzeba doprecyzować te cele).
Sformułowanie koncepcji jutra musi być poprzedzone oceną sytuacji. Wielu katolików i ludzi prawicy została tak głęboko mentalnie uwikłana w ten masoński świat, ze nie potrafi już od niego się oderwać, że spostrzega go jako normalny „swój” świat, który można tylko korygować. To co nas otacza, fundamenty (a wiec ustrój polityczny i gospodarczy), to mówiąc językiem Jana Pawła II struktury grzechu, w ramach których tak naprawdę można zrealizować jedynie masońskie, czy jak kto woli antykatolickie i antypolskie, cele.
To trzeba ujawnić, uwyraźnić, udowodnić. Pierwszy krok to opcja zerowa – zburzyć struktury, odsunąć tych, dla których są one całym światem i którzy świadomie lub nie służą ich twórcom, „zaorać ziemię” i zacząć budować wszystko od nowa z pełną wiedzą, świadomością i zrozumieniem.

Naszym zadaniem jest rewolucja bez rewolucji, rewolucja, która nie jest rewolucją (bo każda prawdziwa rewolucja służy zawsze tylko „im”) a zatem, po odrzuceniu słowa, pojęcia i zjawiska rewolucji pozostaje nam głęboka, radykalna przemiana naszego świata tak żeby to był faktycznie nasz i faktycznie świat, a nie jakąś nowa utopia.

Te wspomniane trzy książki, ale oczywiście przede wszystkim „Masoneria polska 2012” to tylko pewien, jak mi się wydaje, niezbędny. ,materiał, ale tylko wyjściowy. Zło jest tylko brakiem dobra, czymś nierozumnym, wręcz głupim, czymś co trzeba zidentyfikować, odrzucić, zlikwidować, ale sama walka z nim nie oznacza jeszcze zwycięstwa dobra.

Źródło: krajskiomasonerii.nowyekran.pl

środa, 17 października 2012

Operacja „Niewinność Muzułmanów” ciągiem dalszym Operacji „Gladio”


(…) Wszystko wskazuje na to, że film  ”Innocence of Muslims”, podobnie jak „Arabska Wiosna”, jest jednym z elementów „kreowania historii” przez światowych banksterów, w taki sposób by efektem końcowym był bankierski rząd światowy. W pierwszym rzędzie dążą oni do utworzenia islamskich religijnych rządów we wszystkich krajach arabskich, a następnie do sprowokowania wojny pomiędzy Islamem i Zachodem. Al Kaida czy Muslim Brotherhood (Braterstwo Muzułmańskie) są oczywiście kontrolowaną opozycją – tworem CIA i Mossadu (…)

Opublikowanie antymuzułmańskiego filmu „Innocence of Muslims” (Niewinność Muzułmanów), które miało tak przykre reperkusje jak zamordowanie  Chrisa Stevensa, merykańskiego ambasadora w Libii, nie jest jedyną w fali globalistycznych prowokacji. Okazuje się, że w tym samym czasie w Wielkiej Brytanii kanał 4 wyemitował film „Islam, untold story”, w którym reżyser zajmujacy się dotąd wampirami, Tom Holland, udowadnia, że Mahometa w ogóle nie było. Wykorzystuje tu pseudonaukowców rodzaju Patricii Crone, która już wielokrotnie dowiodła swojej tendencyjności i nienawiści do religii Islamu. Film spotkał się z ostrą krytyką i ponad 1000 zażaleń do stacji. W związku z tym będzie prowadzone dochodzenie, czy stacja nie przekroczyła swoich uprawnień, jeśli chodzi o telewizję publiczną.
Antyislamska fobia jest podsycana przez takie syjonistyczne organizacje jak English Defense League (EDL). To właśnie z tego kręgu, z siostrzanej NDL, wywiódł się norweski ludobójca Anders Breivik – na jego stronie na Facebooku były setki osób z tej organizacji. NDL czyli Norwegian Defense League jest kierowana przez dokładnie tych samych ludzi co EDL, a jej członkowie jeżdżą na przeszkolenia do Anglii.

Samo pojawienie się filmu na YouTube nie wywołało zainteresowania, dopiero promocja przez  Terry’ego Jonesa, pastora z Florydy, spowodowała lawinę wejść. Przyczyną była być może kontrowersyjna postać samego pastora, który uważa, że Islam nie jest „kompatybiliny” z wolnym społeczeństwem zachodu. Jeszcze nie tak dawno nawoływał na swojej stronie na Facebooku do palenia Koranu. Istotne jest też, że jeden z wysokich rangą wojskowych ostrzegał pastora, by wycofał swój sponsoring filmu – ten jednak tego nie uczynił. Efekty znamy.
Postać pastora Jonesa jest przykładem w jaki sposób wykorzystywana jest wolność religijna w USA do działań agenturalnych i tak naprawdę nakierowanych na zniszczenie chrześcijaństwa – właśnie przez prowokowanie konfliktów z Islamem. Jones prowadzi mały fundamentalistyczny „kościół” w Gainsville na Florydzie.
To właśnie od Jonesa wyszła informacja, że film został wyprodukowany przez „żyda” i że sfinansowany został przez „100 żydów”. Prawdopodobnie komuś pasuje przypisanie łatki żydom, by dalej zaostrzyć konflikt pomiędzy religiami.
Faktem jest jednak, że producent Sam Bacile, przyznał się do tego, że jest amerykańsko – izraelskim budowniczym nieruchomości. W imieniu Bacile’a występuje specjalista od ubezpieczeń, Steven Klein, który uważa, że nazwisko Bacile jest pseudonimem i że wcale nie jest pewien jego izraelskiego pochodzenia. Wie tylko, że pochodzi z Bliskiego Wschodu. Klein, były żołnierz Marines, poznał Bacile przy piwie.
Dziennikarze Associated Press przypuszczają, że Bacile nazywa się naprawdę Nakoula Basseley Nakoula i jest koptyjskim chrześcijaninem. Z papierów sądowych w sprawach przeciwko Nakoula (oszustwa finansowe) wynika jednak, że wielokrotnie posługiwał się innymi nazwiskami, takimi jak Nicola Bacily czy Erwin Salameh.
Sam Klein jest na oku organizacji Southern Poverty Law Center, która twierdzi, że jest on prawicowym aktywistą, który trenuje paramilitarne oddziały milicji w kościele w Kalifornii, Courageous Christians United, którego jest założycielem. Oddziały te nastęnie organizują protesty antyaborcyjne. Jak wiadomo, Southern Povery Law Center, jest obok żydowskiej religijnej organizacji szpiegowskiej ADL, jedną z najbardziej agresywnych macek syjonazistowskiej sitwy w USA. Tak więc te informacje należy traktować jako dezinformację.
Rzeczywiście, przy dalszej analizie postaci Jonesa, Bacile i Kleina wychodzą ciekawe powiązania. Pastor Jones, jeszcze w 1981 roku, przeniósł się do Kolonii w RFN i założył tam kult religijny o wyraźnych powiązaniach z Mossadem i lożą masońską P2 (o której Benjamin Fiulford mówi, że dokonała zamachu na samolot polskiego Prezydenta, przyp. M.P.). Te z kolei realizowały tzw. Operację Gladio – serie zamachów bombowych w Europie w latach 90-tych, oraz zamordowanie włoskiego Prezydenta Aldo Moro. Jones miał bliskie powiązania z frakcją STASI o nazwie DVD, która była partnerem Mossadu. Tak więc wiadomo kim jest promotor filmu – pastor Terry Jones. To dzięki mackom Mossadu w setkach meczetów, jego słowa stały się znane Muzułmanom.
Operacja „Innocence of Muslims” jest więc ciągiem dalszym Operacji Gladio i biorą w niej udział „tajne armie NATO”.
Wszystko wskazuje na to, że film  ”Innocence of Muslims”, podobnie jak „Arabska Wiosna”, jest jednym z elementów „kreowania historii” przez światowych banksterów, w taki sposób by efektem końcowym był bankierski rząd światowy.  W pierwszym rzędzie dążą oni do utworzenia islamskich religijnych rządów we wszystkich krajach arabskich, a następnie do sprowokowania wojny pomiędzy Islamem i Zachodem. Al Kaida czy Muslim Brotherhood (Braterstwo Muzułmańskie) są oczywiście kontrolowaną opozycją – tworem CIA i Mossadu.
Należy być bardzo ostrożnym z polskojęzycznymi publikacjami nt. tego filmu . Już pojawiają się oskarżenia (np >tu), że został on wyprodukowany przez „chrześcijanina”, choć wszystkie powiązania wskazują na kolejną fałszywą flagę Mossadu i CIA – agencji globalnego terroru bankierów międzynarodowych.
Na podst:
Poniżej przypominam artykuł n.t. Operacji Gladio sprzed 2 lat, który jest skrótem publikacji Stephena Lendmana  – podsumowania książki Danielle Ganser “Tajne armie NATO – operacja GLADIO i terroryzm w Zachodniej Europie” ( http://www.countercurrents.org/lendman150910.htm )
 Tajne armie NATO, czyli kto jest prawdziwym terrorystą
Temat jest raczej nieznany polskiemu czytelnikowi, choć przecież od kilkunastu lat i my jesteśmy członkiem Paktu Północnoatlantyckiego.
“Armie” działały w Europie Zachodniej w czasie tzw. “zimnej wojny”, a cała operacja zostala ujawniona w sierpniu 1990 roku we Włoszech, kiedy to premier tego kraju Giulio Andreotti potwierdził ich istnienie przed komisją senacką badającą terroryzm. Zgodnie z tajnym dokumentem wojskowym z 1959 roku, tajne armie miały podwójne zadanie (stąd nazwa operacji – GLADIO – po łacinie miecz z podwójnym ostrzem, obosieczny):
- jako grupy zaplecza na wypadek sowieckiej inwazji i prowadzenie wojny partyzanckiej na terenach okupowanych przez Sowietów
- prowadzenie specjalnych operacji wewnętrznych na wypadek sytuacji nadzwyczajnych.
Jak się później okazało, serie zamachów bombowych, zabójstw czy nawet masakr w krajach europejskich, którym autorstwo przypisywano bojówkom lewicowym były de facto wykonywane przez osoby powiązane ze strukturami wywiadu wojskowego USA.
Afera wyszła na jaw przy okazji przesłuchań w sądzie w srawie terroryzmu gdy sędzia Felice Casson zaczął się dokładniej bojówkom prawicowym.
W jednym przypadku, w 1972 roku, bomba podlożona w samochodzie zabiła trzech Carabinieri. Winę początkowo przypisywano Czerwonym Brygadom, jednak okazało się, że zamachu dokonał Vincenzo Vinciguerra – skrajnie prawicowy fanatyk. W 1984 roku podczas procesu ujawnil on, że włoskie służby specjalne stały za zleceniem tego zamachu. Z zeznań wynikało, że we Włoszech istnieją tajne siły specjalne, równolegle do służb wojskowych, które się składają zarówno z cywili jak i wojskowych, a ich zadaniem jest przeciwstawienie się Sowietom oraz organizowanie ruchu oporu na terenie Włoch w przypadku inwazji wojsk sowieckich. Vinciguerra dodał też, że wszystkie zamachy i masakry dokonane przez tegrupy miały na celu zastraszenie opinii publicznej, która w reakcji na terror miała się zwrócić do rządu o działania specjalne w celu poprawy bezpieczeństwa, a to z kolei wprowadziłoby represje wobec lewicy.
Były dyrektor CIA William Colby (później zabity w podejrzanej kraksie samolotowej) w swoich pamiętnikach przyznał, że tajne armie były kreacją CIA i powstały niedługo po II wojnie światowej. Składały się z jak najmniejszych grup zaufanych ludzi.
Parlament Europejski w specjalnej rezolucji ostro skrytykował te organizacje, które funkcjonowały i prawdopodobnie nadal funkcjonują kompletnie poza prawem, gdyż ta działalność nie podlega kontroli parlamentarnej. To z kolei rodzi “potrzebę pełnego dochodzenia na temat ich natury, struktury, celów i innych aspektów” – czytamy w rezolucji PE. Takie dochodzenia zostały przeprowadzone tylko we Włoszech, Belgii i Szwajcarii.
Amerykańska administracja G.W. Busha nie komentowała wyników tych dochodzeń z obawy, że moglo by to skłócić sprzymierzeńców w planowanej wojnie z Irakiem.
Operacja Gladio jest kontynuacją tzw. CCWU – Clandestine Committee of the Western Union (Tajny Komitet Unii Zachodniej) powołanego po powstaniu NATO w 1949 roku, który w 1951 roku został zastąpiony przez Clandestine Planning Committee (Tajny Komitet Planowania). W 195 7 roku została powołana druga tajna armia o nazwie Allied Clandestine Committeee (Zjednoczony Tajny Komitet) powołaby przez Głównodowodzącego NATO w Europie.
Trzonem tej armii byli zatwardziali antykomuniści, głównie prawicowi, ale byli także i naziści, których celem było zapobieżenie inwazji ze strony Rosji Sowieckiej, co jak wiadomo było bardzo mało prawdopodobne.
Autor artykułu dodaje na końcu: “Ameryka do dnia dzisiejszego jest czołowym światowym czynikiem sponsorowanego terroryzmu państwowego zarówno w kraju jak i za granicą. W procederze wiodą prym agenci CIA, FBI i Homeland Security, a ich działalność ma niewiele wspólnego z poszanowaniem prawa czy też wartości takich jak wolności demokratyczne, prawa człowieka, wolność osobista i równość wobec prawa. Ta niekorzystna działalność może zostac powstrzymana tylko przez świadomą zagrożenia opinię publiczną.”
Tajne armie NATO działały i być może nadal działają w takich krajach jak Dania, Finlandia, Norwegia, Luxemburg, Szwajcaria, Austria i Holandia – tam miały za zadanie obronę kapitalizmu przed komunizmem i lewicą. Natomiast w takich krajach jak Turcja, Niemcy, Francja, Hiszpania, Portugalia, Belgia, Szwecja i Grecja, brały aktywną rolę w zamachach terrorystycznych, kóre miały na celu zastraszenie społeczeństwa.
Do spektakularnych zamachów które były dziełem tych “tajnych armii” można zaliczyć np. masakrę 38 uczestników obchodów 1-Majowych w istambule w 1977 roku, udział w puczu w Grecji w 1967 roku, podczas którego aresztowano 10,000 ludzi, spośród których wielu torturowano i zabito, liczne zamachy terrorystyczne w Europie Zachodniej itd.
Ciekawe jest to, że wielu polityków lewicy wiedzialo o tych organizacjach i nie podejmowało żadnych działań.
Można więc wyciągnąć wniosek, że “tajne armie” to nic innego jak narzędzie do wprowadzania praw totalitarnych i zamordyzmu, a to z kolei ma być gwarantem do zaistnienia tzw. “rządu światowego”, który nie tolerowałby opozycji politycznej w jakiejkolwiek postaci.
Jak już teraz jest wiadomo, zagrożenie ze strony Związku sowieckiego było raczej iluzoryczne, wywiad zachodni musiał o tym wiedzieć, jednak mimo to tworzono pozory zagrożenia poparte indoktrynacją medialną, a to z kolei uzasadniało istnienie tajnych armii.
Należałoby zapytać czy możliwe jest by i w Polsce istniały “tajne armie” NATO cz też jakichś innych struktur. Sądząc z tego co się dzieje można mieć wrażenie, że tak jest – są bowiem ludzie działający na różnyc frontach, od polityki poprzez media, sądy, edukację po służbę zdrowia, którzy realizują wspólną politykę niszczenia społeczeństwa polskiego i niekorzystne dla niezawisłości państwowej działania.
Katastrofa samolotu prezydenckiego, a także podobna sprzed 2 lat katastrofa samolotu CASA z 16 wysokiej rangi oficerami, każe przypuszczać, że w naszym kraju może być od lat prowadzona cicha wojna z udziałem tajnych struktur terrorystycznych, które mają swojego sponsora – choć niekoniecznie w NATO.

Źródło:
www.monitor-polski.pl

wtorek, 16 października 2012

Ile jest ekologii w żarówkach "ekologicznych"



Od kilku dni obowiązuje w Europie zakaz produkcji i importu żarówek tradycyjnych. Porównajmy dwie "ekologiczne" alternatywy (fluorescencyjne i LED) z żarówką tradycyjną.

Cena zakupu

Pod tym względem żarówki tradycyjne biją na głowę pozostałe żarówki, koszt zakupu mieścił się w granicach 1 zł. Żarówki fluorescencyjne (świetlówki) to już wydatek rzędu 7-20 zł a w przypadku specjalistycznych, np. do ściemniaczy nawet wyższy, zaś najdroższymi są żarówki LED, gdzie w przypadku silniejszych żarówek cena może nawet znacząco przekraczać 50 zł. Jednak w cenie zakupu należy uwzględnić również żywotność, stąd zgodnie z wartościami podawanymi przez producentów żywotność żarówki tradycyjnej wynosi ok. 1000 godzin pracy, świetlówki 10 000 zaś LED 50 000. Czyli niby jedna żarówka LED to 5 świetlówek i 50 żarówek tradycyjnych. Problem w tym, że na 50 żarówek LED, jakie sam kupiłem, w ciągu pierwszego półtora roku użytkowania aż 5 sztuk przestało spełniać swoje funkcje. 10% to dużo i stawia duży znak zapytania przy tych wyliczeniach. Prawdą jest, że na te żarówki udzielana jest roczna gwarancja, jednak to wymaga przetrzymywania paragonu, i zapewne wielu z nas się on "zapodzieje".
Ekologia
Ekologia to na pewno ważny czynnik. To, co nam wykazują zwolennicy żarówek "ekologicznych" to zużycie prądu. Prawda, że odpowiednik 40 W żarówki tradycyjnej zużywa ok. 9 W w wersji świetlówki i 4 W w wersji LED. Ale ekologia to nie tylko zużycie prądu, lecz również szkodliwość żarówek dla środowiska. I tu powstaje problem. Żarówka tradycyjna jest po zużyciu w pełni nieszkodliwa. To tylko metal i szkło. Nie stanowią one żadnego zagrożenia dla środowiska przy składowaniu na wysypiskach. Gorzej jest w przypadku żarówek LED, ale świetlówki to już zupełna katastrofa ekologiczna.
Bo zawierają one rtęć, a rtęć to metal szkodliwy dla zdrowia, po przedostaniu się do organizmu bardzo trudno ją usunąć, przedostaje się zarówno do mózgu, kumuluje w nerkach, ale również przedostaje się do płodu, czyli dzieci dziedziczą jej część po matce.
Świetlówki zawierają rtęć i to w najgorszej formie, bo w formie mieszaniny par rtęci i argonu. Pamiętam, jak zabrano nam termometry, bo zawierały rtęć, choć w znacznie bezpieczniejszej formie, gdyż płynnej – brzmią głosy przeciwników świetlówek. Zwolennicy zaś podkreślają, że żarówce znajduje się tylko 1-5 mg rtęci, podczas gdy w czasie spalania kopalin dla celów produkcji energii również do atmosfery przedostaje się rtęć i ilości rtęci wyemitowanej do atmosfery nawet w przypadku zbicia świetlówki będzie mniejsza niż ta, którą wyemitują elektrownie przy produkcji dodatkowej energii dla żarówki tradycyjnej. Zaś termometry miały znacznie więcej rtęci niż świetlówki.
Rozważając ten spór warto podkreślić jeszcze jeden argument. Rozbicie świetlówki w domu powoduje pojawienie się mikroskopijnych ilości rtęci na dużej powierzchni mieszkania, gdyż rtęć występuje w postaci oparów, a ta przedostanie się z pewnością na skórę i do dróg oddechowych pechowca, jak i całej jego rodziny. Ten argument w przypadku użytkownika ma znaczenie pierwszorzędne. Rtęć w termometrze występowała w postaci cieczy, którą łatwo można było usunąć, choć nie była ona zutylizowana.
Warto tu wspomnieć o konieczności utylizacji świetlówek. Sklepy sprzedające ten produkt mają obowiązek odbioru zużytych świetlówek i przekazywania ich do utylizacji. Jak taka utylizacja przebiega? Świetlówki przewożone w zamkniętych opakowaniach do punktu utylizacji. Tam wstępnie usuwa się elementy elektroniki, obudowy i samą rurkę zawierającą rtęć wprowadza do maszyny utylizującej. Gdzie szkło jest kruszone, po czym całość poddawana jest procesowi destylacji, w którym z luminoforu i wszystkich powierzchni odparowywana jest rtęć, która później będzie mogła być użyta ponownie do produkcji. Całość procesu odbywa się w podciśnieniu, stąd z maszyny opary wydostać się nie mogą. Szkło wolne od rtęci, metal oddawane jest do hut do ponownego użytku. Elementy elektroniczne również podlegają ponownemu przetworzeniu. Istotnym tu jest tylko to, by wszystkie zużyte żarówki oddawać do utylizacji. Kary za wrzucanie żarówek do śmieci są wysokie.
Żarówki energooszczędne a wzrok
Światło żarówki tradycyjnej jest światłem ciągłym o łagodnej miłej barwie. Stosunkowo duża bezwładność świecenia się rozżarzonego drucika powoduje, że te żarówki nie migoczą, zaś żarówka ta świeci się pełnią światła zaraz po ich włączeniu. Pozostałe żarówki charakteryzują się niewidocznym dla oka migotaniem. Żarówki LED posiadające znów bardzo małą bezwładność migoczą z częstotliwością sieci (50 Hz). To samo dzieje się w przypadku świetlówek, przy czym tu producenci starają się ograniczać ten efekt. Migotanie niestety nie jest obojętne dla oczu i zdrowia człowieka. U niektórych osób może powodować bóle głowy. Kolejnym problemem jest barwa. Świetlówki nie świecą światłem pozwalającym na idealne oddawanie barw, jak również światło to jest męczące dla wzroku, szczególnie w tańszych świetlówkach. To samo mamy w przypadku bardziej sprawnej, spośród żarówek LED, pod względem przetwarzania energii na światło żarówki LED o świetle zimnym. Dlatego w żarówkach LED dopracowano się również technologii zapewniającej milszy dla oka (ciepły) kolor światła, choć kosztem mniejszej sprawności energetycznej.
Inne wady
Świetlówek nie można stosować w instalacjach ze ściemniaczami. Dostępne są tylko modele specjalne, do tego dostosowane, ale "specjalne" oznacza drogie. Świetlówki mają stosunkowo długi czas rozgrzewania, poza modelami droższymi częste ich włączanie i wyłączanie znacząco wpływa na ich żywotność, stąd słabo nadają się do oświetlania miejsc, w których światło włączamy na krótko. Podczas rozgrzewania świetlówka zużywa więcej energii, ale w końcowym rozrachunku nie ma to większego znaczenia dla bilansu zużytej energii. Świetlówek nie można stosować w zastosowaniach zewnętrznych, ze względu na znacznie mniejszą efektywność przy pracy w niskich temperaturach. Nadają się do tego tylko specjalnie dostosowane świetlówki o bańce szklanej zbudowanej na wzór termosu. Świetlówki również wytwarzają pole elektromagnetyczne w skrajnych przypadkach mogące zakłócać pracę niektórych urządzeń.
Tak więc powiedzenie, "żarówka jaka jest każdy wie" nie da się zastosować do żarówek energooszczędnych. Do wielu zastosowań wymagany jest dobór żarówki o odpowiedniej konstrukcji, a to wymaga wiedzy. Dlatego lepiej zapytać sprzedawcy.
Jak działają żarówki
Żarówkę tradycyjną, wynalazek Edisona  zna każdy ze szkoły. Przez drucik wykonany z wolframu przepływa prąd, który rozgrzewając się przetwarza energię elektryczna na ok. 15% światła i 85% ciepła.
Świetlówka to rurka, w której znajdują się pary rtęci i argon (gaz szlachetny). Przepływający prąd powoduje niewidoczne dla oka promieniowanie. Promieniowanie to uderza w luminofor, którym pokryte jest wnętrze żarówki i tak powstaje światło oświetlające nasze mieszkania.
Najciekawszą, bo najnowszą jest technologia żarówek LED. Dioda to element półprzewodnikowy składający się z dwóch materiałów, z których jeden ma nadmiar, a drugi niedomiar elektronów. Przepływający prąd nadmiar energii emituje w postaci światła. Zależnie od użytych materiałów powstaje światło o różnych kolorach, w tym kolorach RGB (czerwony - zielony - niebieski), jednak nie białe. Dlatego, aby uzyskać światło białe stosuje się dwa rozwiązania. Jednym jest umieszczenie przed diodą luminoforu, który pobudzony światłem diody świeci kolorem białym. Drugim jest umieszczenie obok siebie w jednym elemencie trzech diod: czerwonej, zielonej i niebieskiej, które razem tworzą światło białe, tak jak w ekranach komputerowych LED. To rozwiązanie daje możliwość zmiany koloru światła jakim świecą żarówki.
Przyczyny śmierci żarówek żarowych
Przyczyna z pewnością nie jest taka, jak próbują nam wmówić zwolennicy żarówek energooszczędnych, czyli oszczędność dla naszych portfeli. Problem leży w gwałtownym wzroście zapotrzebowania na prąd, czemu nie jest w stanie sprostać energetyka. Brak inwestycji w energetykę doprowadzi do okresowych wyłączeń prądu, a to w dzisiejszym świecie prawdziwa katastrofa. Wybrano żarówki, choć przyczyna znaczącego wzrostu zapotrzebowania na energię przez gospodarstwa domowe leży zupełnie gdzie indziej. Każde urządzenie pracujące w trybie oczekiwania (stand-by) pobiera prąd dla naszej wygody. Wystarczy tylko wziąć pilota zdalnego sterowania, by włączyć to urządzenie, ale ta wygoda kosztuje i to wcale niemało. Urządzenia te nie pracując pobierają różne wartości mocy od 3-4 W po ponad 10 W. Każde takie urządzenie pobiera mniej więcej tyle samo mocy co jedna żarówka energooszczędna, a do tego działa 24 godziny na dobę, podczas gdy nawet żarówki pracujące dla oświetlenia terenu pracują tylko średnio 12 godzin na dobę. Są urządzenia które pobierają znacznie więcej energii a często zupełnie niepotrzebnie pracują. Długi czas uruchamiania komputerów powoduje, że pracują one często przez cały dzień, podczas gdy efektywnie wykorzystujemy je przez kilka godzin. Ileż razy pracuje telewizor, choć nikt go nie ogląda?. Reklama to dobry czas na załatwienie drobnej sprawy ale trudno w jej czasie wyłączyć telewizor, choć w bilansie energetycznym kraju te reklamy słono nas kosztują.  Tak więc niekiedy większą oszczędność uzyskamy na wyłączaniu urządzeń, gdy to możliwe, a nie są one nam potrzebne niż np. na zmianie żarówek i o tym trzeba pamiętać.

Autor: Faral
Źródło: Nowy Ekran/ nwonews.pl

poniedziałek, 15 października 2012

Sezon na leszcza, czyli jak oskubać społeczeństwo na “szczepionkę”


Zbliża się sezon jesienny, a więc należy się spodziewać wzrostu zachorowań na tzw. zespoły grypowe.

Jak wiadomo, od co najmniej 50 lat, zawsze na wiosnę i jesień “grypa” daje o sobie znać kichaniem, prychaniem, kaszlem i ogólną niedyspozycją. Najczęściej wystarcza kilka dni pobytu w domu, parę kubków grogu i po sprawie by było, gdyby nie biznes. Otóż znaleźli się ludzie, którzy widzą w tym dobry interes i na bazie użytecznych idiotów szerzą strach, aby wymusić określone zachowania społeczeństwa. Takim celowo modyfikowanym zachowaniem jest np. przyjmowanie szczepionek, kupowanie nikomu niepotrzebnych preparatów, jak twierdzą handlowcy, rzekomo przeciwko grypie. No, może nie zapobiegających grypie u wszystkich ludzi dodają, ale na pewno przynajmniej minimalizujących objawy choroby. Tylko, jak do tej pory, nikt nie ustalił stopniowania tych objawów, więc każdemu można wmówić, że gdyby nie szczepił się lub nie brał określonego preparatu to byłoby gorzej. Pomimo, że szczepionki na grypę są znane od roku 1940, czyli od ponad 70 lat, do dnia dzisiejszego kilka podstawowych pytań pozostaje bez odpowiedzi. Widać natomiast wyraźnie, że wzrost szczepień spowodowany strachem prasowym, w 2009 roku i 2011 spowodowały wzrost zachorowań na grypę. Szczególnie wyraźnie widoczny jest ponad 500% wzrost zachorowań w 2009 roku w porównaniu z rokiem 2008, spowodowany atmosferą strachu wywołanego przez Narodowy Instytut Zdrowia i przekładający się na wzrost sprzedaży szczepionek [wykres za PZH].





Ad rem. I tak, wirusolodzy nie potrafią udzielić odpowiedzi na podstawowe pytania dotyczące “grypy”:

1. Dlaczego zachorowania na “grypę i grypopodobne choroby” mają “epidemię” sezonowości. Najczęściej zjawiają się na jesień i wiosnę?

2. Co się dzieje z wirusem pomiędzy tymi okresami?

3. Dlaczego, pomimo stosowania szczepień od 70 lat [czyli od 3 pokoleń] wirus nadal zachowuje się tak, jak gdyby go nie było pomiędzy epidemiami, i atakuje sezonowo?

4. Dlaczego pomimo szczepienia ponad 100 milionów Amerykanów rocznie, od co najmniej kilkudziesięciu lat, śmiertelność z powodu “grypy” w USA jest taka sama przez cały okres?

5. Dlaczego zachorowania na “grypę” w krajach leżących na podobnej szerokości geograficznej występują w tym samym czasie? Nie obserwuje się “wędrówki epidemii” z kraju do kraju.

6. Dlaczego epidemie w ubiegłych wiekach mijały tak samo szybko jak obecnie, a szczepionek przecież nie było”?

7. Dlaczego w rodzinie, w której wszyscy mieszkają razem choruje tylko jedna, dwie osoby, a reszta nie?

8. Dlaczego pomimo eksperymentów polegających na celowym zakażaniu zdrowych ludzi, zakażeni nie chorują?

Mało tego, badania wykazały, że nawet podawanie bezpośrednie wirusów osobom zdrowym nie powoduje zachorowania. Także stosowanie lamp ultrafioletowych nie wpływa na zachorowania w szpitalach czy szkołach, a przecież wirus przenosi się “przez powietrze”. A wiadomo, że promieniowanie ultrafioletowe niszczy zarazki.

Chcąc dobrze zrozumieć pewien mechanizm indoktrynacji musimy zapoznać się z wiedzą z innej dziedziny. Jak naucza jeden z największych polskich naukowców XX wieku, prof. Feliks Koneczny [1862 - 1949], społeczeństwa możemy podzielić, przyjmując za kryterium np. zespoły praw jakimi się rządzą, na cywilizacje. Innymi słowy pojęcie cywilizacja oznacza wyidealizowaną materię czyli zespoły praw. Człowiek jako materia wytwarza ideę jaką jest prawo. Jeżeli to prawo zostanie zaakceptowane przez dużą grupę ludzi, federacje plemion, narody to takie zespoły nazywamy cywilizacjami. Do tej pory było ponad 20 cywilizacji. Narody nigdy nie powstały w Azji i Afryce. Obecnie cywilizacji jest znacznie mniej. Tutaj wspomnimy tylko, że w Europie panowały takie cywilizacje w kolejności chronologicznej jak: grecka, rzymska, łacińska. Zaznaczyć trzeba, co zostanie wyjaśnione w dalszej części, że cywilizacja łacińska jest już cywilizacją szczątkową.

W Azji istnieją takie cywilizacje jak turańska, bizantyjska, żydowska. Generalna różnica jest taka, że cywilizacje azjatyckie są cywilizacjami zbiorowymi, a cywilizacja łacińska była “cywilizacją indywidualną”. Każdy europejczyk, mógł sam się modlić do Boga, sam wybierał sobie żonę, sam odpowiadał za swoje czyny. W cywilizacjach azjatyckich wszystko robiono zbiorowo. Uknuto nawet pojęcie, że dla dobra społeczeństwa trzeba poświęcić nie tylko prawa ale nawet życie jednostki. Już Tołstoj pisał, że tylko masy się liczą, Majakowski natomiast stworzył wiersz “jednostka niczym, masy wszystkim”. Najjaskrawiej było to widoczne, w nigdy nie osądzonych mordach bolszewickich, nie tylko w Sowietach ale np. w Meksyku, Kambodży, Wietnamie etc.

W jaki sposób cywilizacje niższe wchodzą na teren cywilizacji wyższej? Wcale nie musi się to odbywać za pomocą najazdów wojskowych. Wystarczy, że na dany teren wprowadza się instytucje wywodzące się z cywilizacji niższych np. wprowadza się centralny system edukacji.

Z niewiadomych powodów, tzw. polscy historycy wmawiają społeczeństwu polskiemu od prawie 150 lat, że z powodu rzekomego prześladowania innowierców, na początku XVIII wieku, caryca Katarzyna II i król Pruski Fryderyk wmieszali się do polityki wewnętrznej Polski. Ale jak wytłumaczyć, że to właśnie w rzekomo zacofanej, katolickiej Polsce już w 1773 roku rozwiązywać zaczęto zakony właśnie katolickie zabierając im majątki. Zrobiono to o całe pokolenie wcześniej aniżeli np. w ultra katolickiej Austrii czy masońskiej po rewolucji Francji – 1789-1793. Mało tego, majątek tych zakonów przeszedł od razu w ręce tzw. Komisji Edukacji Narodowej czyli instytucji państwowej. Komisja była prowadzona przez masona angielskiego Pierre Samuel du Pont de Nemours poprzednio, [a w dzisiejszym pojęciu oficera prowadzącego], sekretarza Stanisława Augusta Poniatowskiego. A przecież majątek prywatny- klasztorny nie miał prawa być konfiskowany, ponieważ Kościół nadal istniał.

Nikt nie słyszał o zabieraniu majątku lutrom czy kalwinom. Jeżeli chciano likwidować zakony z takiego czy innego powodu, to majątek powinien zostać w rękach Kościoła, a nie być zabierany i rozdzielany przez instytucję państwową. Tym bardziej, że rzekomo prowadzący tę komisję ks. H.Kołłątaj niewiele miał wspólnego z religią ponieważ wbrew papieskiej bulli był masonem. A majątek zakonów trafiał w zupełnie prywatne, rodzinne ręce [Należy przypomnieć także negatywną postać biskupa Massalskiego - masona].

Kariera pana Du Ponta była także niezwykła, ponieważ 10 lat wcześniej “ustawił” edukację, przed rewolucją, we Francji, a po wyjeździe z Polski zajmował się edukacją w Ameryce u Washingtona, za co jego syn otrzymał, prawo monopolu na sprzedaż prochu do armii toczącej permanentne walki.

W ten prosty sposób, centralnie, za pomocą kilku właściwych osób można kuć kadry. Postępuje się tak do dnia dzisiejszego, m.in. wychwalając Komisję Edukacji Narodowej jako coś bardzo pozytywnego – pierwsze Ministerstwo Oświaty. Jak gdyby miano się czymś chwalić. I nawet medal taki wybito. A przecież taki centralny system jest o wiele gorszy od ubierania wszystkich w przysłowiowe mundurki chińskie z okresu Mao. I proszę zauważyć, tylko w Europie były wyższe uczelnie typu uniwersytet. Wszystkie uniwersytety były zakładane pod patronatem Kościoła Katolickiego. Wszyscy Europejczycy, szczególnie po II Wojnie Światowej nabijali się z chińskich mundurków jako czegoś nie do wyobrażenia w Europie. Natomiast ci sami ludzie przyjmowali zupełnie bezkrytycznie wprowadzanie jednolitego systemu edukacji- baranów. Czyli zgodnie z teoriami azjatyckimi forma musi być przed treścią. Wiedzieli o tym bolszewicy i obsadzali Ministerstwo Edukacji i pokrewne, zawsze swoimi ludźmi. Wiadomo bowiem, że “ czym skorupka za młodu nasiąknie…”.

Najjaskrawszym przykładem takiego centralnego hodowania baranów jest system testów wprowadzanych do szkół. Zamiast uczenia dzieci i młodzieży myślenia i kojarzenia różnych faktów, system na ma celu stworzenie stada użytecznych idiotów umiejących postępować wg. instrukcji. Kiedyś instrukcja użytkowania miała jedną kartkę papieru, pokazującą która gałka jest włącznikiem, a która wyłącznikiem. Obecnie instrukcja to gruba broszura. Przeprowadzane badania wykazują, że np. aż ok. 70% młodych lekarzy włączających się do dyskusji na forach internetowych wypowiada się niezgodnie z tematem forum.

Innym przykładem wejścia instytucji cywilizacji azjatyckiej do cywilizacji łacińskiej jest instytucja banku centralnego. Do 1694 roku w Europie były banki prywatne ale indywidualne, czasami korporacyjne. W każdym kraju było ich po kilka, kilkanaście. Po zdobyciu Londynu przez korsarza holenderskiego z dynastii orleańskiej jedną z pierwszych decyzji było powołanie banku centralnego zwanego Bank of England. Wbrew nazwie był to bank całkowicie prywatny, ale mający swoją rolę w zwycięstwie Orleańczyka. Jedną z pierwszy decyzji tego banku było zlikwidowanie starego, prawie 500 letniego systemu opłat “Kijem”, i wprowadzenie pieniądza papierowego. Potem to już była tylko kwestia czasu, jak w kolejnych krajach wprowadzano banki centralne.

Było to zgodne z twierdzeniem pewnego bankiera “dajcie mi tylko prawo emisji pieniądza, a nie troszczę się, kto stanowi jakieś prawa” [- Rothschild]. Szczytem tego azjatyckiego systemu było powołanie w 23 grudnia 1913 roku FED-u w USA. Wypada jednakże przypomnieć, że FED ustanowiły stare banki europejskie takie jak: Rothschild – London and Berlin, Lazard Bros – Paryż, Israel Stiff – Włochy, Kuhn-Loeb Germany – Niemcy, Wartburg-Hamburg, Amsterdam – Niemcy, Goldman and Sachs NY, Lehman Bros NY [ten Bank osadził Augusta II Sasa na tronie polskim i doprowadził do rozbiorów], Polska Rada Polityki Pieniężnej jest to małą imitacja FED-u.

W tej chwili ok. 130 banków tzw. narodowych jest zależnych od jednego systemu Rothschilda, w tym także Bank Polski. Taki przynajmniej wykaz istnieje w internecie. Co ciekawe, te prywatne banki, po nieudanych zabawach z pieniądzem i olbrzymich stratach są dofinansowywane przez państwo. Czyli rządzą banki, a nie parlamenty. Dlaczego bowiem prywatny bank nie może zbankrutować?

Podobnie wygląda sprawa wdzierania się cywilizacji azjatyckich do medycyny nazwanej obecnie służbą zdrowia. Dawniej za leczenie był odpowiedzialny dany lekarz. Jeżeli nie umiał “czegoś” leczyć to się za to nie brał. Jak się brał, a było coś nie tak, to tracił zaufanie chorych i musiał w najlepszym razie szukać szczęścia w innym mieście, możliwie dalekim. Od czasu wprowadzenia azjatyckiego systemu centralnego sytuacja uległa zasadniczej zmianie. Teraz nie lekarze leczą, ale urzędnicy wydając instrukcje. Powstają rozmaitego rodzaju instytucje, a to Kasy Chorych, a to Narodowe Fundusze Zdrowia itd. wszystkie mają jedną wspólną cechę: przymus prawny płacenia składek i przymus prawny stosowania przez lekarzy tzw. procedur. Już zapomniano, że przed wojną w Polsce, tylko 12 % pracujących należało do Kasy Chorych [system azjatycki jak cały socjalizm] na którą było powszechne narzekanie pomimo dużej propagandy partyjnej.

Jeszcze lepiej ten azjatycki system jest widoczny w tzw. akcjach i przymusach sanitarno-epidemiologicznych. Widzieliśmy to w roku 2007, jak to na podstawie dwóch martwych łabędzi znalezionych pod Toruniem, wyciekło z kasy państwowej 50 milionów złotych, rzekomo wydanych na walkę z ptasią grypą, której nikt nigdy nie widział. Jak bezmyślnie starano się wydać te pieniądze widać było po tych matach nasączonych lizolem leżących na drogach samochodowych tak jak gdyby ptaki chodziły jezdniami. Co oczywiście nie wpłynęło w żaden sposób na rozwój tej rzekomej epidemii, ale pozwoliło na zlikwidowanie konkurencji drobiarskiej przed świętami Bożego Narodzenia.

Jak zauważyli to ludzie trochę myślący, nigdy żadna epidemia ptaków nie została zaobserwowana w zimie, chociażby z tego powodu, że większość ptaków odlatuje od nas do ciepłych krajów przed zimą, a nie przy 10 stopniowych mrozach. Z kolei w krajach “ciepłych” nigdy nie zaobserwowano epidemii wśród dzikich ptaków np w Egipcie. Występowały tylko takie epidemie w kurnikach. No ale przecież każdy się zgodzi, że złapać przysłowiowego wróbla i wstrzyknąć mu wirusa jest niezwykle trudno. A ABW i podobne służby, nigdy nie szukały samochodu z którego bagażnika podrzucono te łabędzie?

W związku z nagle i błyskawicznie wprowadzoną ustawą w sierpniu 2012 roku o chorobach zakaźnych, należy się spodziewać ogłoszenia epidemii może grypy albo innej choroby zakaźnej. Obecnie nie bardzo wiadomo co definicja choroby zakaźnej konkretnie oznacza, ponieważ PT Posłowie raczyli wprowadzić własną indywidualną na skalę światową, definicję choroby zakaźnej.

Zbliżające się wielkimi krokami załamanie gospodarcze na pewno przyspieszy działania lobby szczepionkowego, aby póki co, można było jeszcze się nachapać. Tak więc z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością należy się przygotować na masową reklamę i propagandę sekty wakcynologicznej. Jakoś tak się dziwnie składa, że ich celebryci mają zawsze nieograniczone możliwości występowania w mass mediach zarówno państwowych jak i prywatnych: tv, radio i prasie. I chociaż nigdzie nie podano, z jakiego powodu usłużni dziennikarze tytułują ich ekspertami, to zawsze wiemy słuchając czy oglądając tv, że namawia nas do szczepień wybitny specjalista.

Prawda niestety nijak się ma do tych wypowiedzi i reklam. Po pierwsze nie wiem, czy Państwo zwróciliście uwagę, że pod reklamą każdego leku jest napis: przed użyciem przeczytaj ulotkę i skontaktuj się z lekarzem lub… , a przy reklamach szczepionek brak takiej informacji. Czy to ma znaczyć, że szczepionka nie jest lekiem? Od 2009 roku straszy się nas, obecnie robi to także tzw. Niezależna, wirusem grypy. Wirusów wywołujących grypopodobne objawy jest ponad 200, a w szczepionce są najczęściej 1-3. Czyli, jeżeliby nawet szczepionka działała na cokolwiek pozytywnie, to prawdopodobieństwo trafienia jest mniejsze, aniżeli w przysłowiową szóstkę w totolotka. Jak oszukiwano społeczeństwa, co prawda podając za WHO, świadczy fakt wymyślenia wirusa H1N1 w 2009 roku. Także nasi “rodzimi” specjaliści poświadczali fakt odkrycia wirusa H1N1 dopiero w 2009 roku. A studentów medycyny uczono, że wirus ten po raz pierwszy został “odkryty” w 1976 roku w bazie wojskowej USA w Forcie Dix w N.Jersey. Czyli z dużym prawdopodobieństwem można przypuszczać, że wyciekł z laboratorium.

Presja i reklama celebrytów wakcynologicznych [w Polsce do najwybitniejszych należeli m.in prof. prof. Brydak, Buchols, dr P.Grzesiowski] była olbrzymia na całym świecie. Najlepszym dowodem kombinacji pozamerytorycznych są informacje podawane na stronie firmy Baxter zamieszanej w przesyłanie skażonego materiału do Czech.

Natychmiast skorzystał z tego nasz Instytut Zdrowia zwany Narodowym i p. prof. Brydak podniosła ceny badań wirusologicznych o 50%, chociaż nawet dziecko wie, że jak się czegoś więcej robi to cena jednostkowa maleje. Jak zwykłe szacowano z wielką przesadą, że tylko w USA umrze z powodu ptasiej grypy aż 90 000 ludzi czyli ponad 250 procent więcej aniżeli w ubiegłych latach. Obecnie wszelkie władze zgadzają się, że z tej najgłośniejszej “epidemii” nic nie pozostało z wyjątkiem szumu medialnego i podważania autorytetu państwa. Był to bowiem najłagodniejszy sezon w historii epidemii grypowych, z najmniejszą liczbą zgonów i hospitalizacji. CDC twierdzi, że w USA najmniej dzieci umarło w okresie ostatnich lat. Generalnie średnio na zakażenia grypowe umiera rocznie kilkaset tysięcy ludzi. Na świńską grypę zamarło ok 500 na całym świecie.

TROCHĘ HISTORII

Wirus grypy po raz pierwszy został zidentyfikowany dopiero w 1930 roku, ale przed 1940 rokiem już wyprodukowano szczepionkę którą podawano żołnierzom w czasie II wojny światowej. Pomimo, że ponad 100 milionów Amerykanów szczepi się przeciwko grypie, nadal nie ma żadnych dowodów na skuteczność tej szczepionki. Rząd USA przelewa rocznie ponad 3 miliardy publicznych pieniędzy na zakup szczepionki do prywatnych firm farmaceutycznych. Dr Lisa Jackson z Resarch Ceter w Seattle po przebadaniu 72 000 chorych w wieku powyżej 65 lat, nie znalazła żadnej różnicy w przebiegu zachorowań na grypę wśród szczepionych i nieszczepionych. Jak podał natomiast Raport Cochrane Database Syst. Rev. 2006. jan. 25 (1), analizujący 263 987 dzieci, stosowanie szczepionki przeciw grypie u małych zdrowych dzieci nie ma ŻADNEGO znaczenia i jest tyle samo warte co placebo [czyli nic].

Natomiast wydawany w Polsce biuletyn reklamowy “Medycyna Praktyczna” w numerze z 05.03.2009 r. podaje: “szczepienia wszystkich dzieci od 6 miesięcy do 18 lat należy rozpocząć przed sezonem epidemicznym grypy.” Pytanie, czyżby autorzy tego raportu nie znali prac amerykańskich, na które to prace w swoim biuletynie pod nazwą Medycyna Praktyczna, głównie się powołują? Jest to bardzo wątpliwe, ponieważ głównym autorem polskiego raportu jest dr Jacek Mrukowicz, redaktor naczelny Medycyny Praktycznej, a jednocześnie pracownik Instytutu, którego platynowym sponsorem jest główny producent szczepionek GSK. W instytucji tej złotym sponsorem można być po wpłaceniu 25000 euro. Nie podano tylko miesięcznie czy kwartalnie. GSK jest platynowym sponsorem. Recenzentem natomiast pracy był prof. Jacek Wysocki, Prezes Towarzystwa Wakcynologicznego… czyli kółko się zamyka.

Jednocześnie w Am. J. Clin. Nutr. 2010 maj, 91 (5) ukazała się praca przedstawiająca w badaniu randomizowanym, czyli zgodnym z zasadami prac naukowych, która wykazała, że podawanie witaminy D dzieciom w zapobieganiu grypie sezonowej zmniejsza w sposób istotny występowanie grypy. Jak wiadomo w Polsce ostatnia ogłoszona przez Ministerstwo Zdrowia wystąpiła epidemia grypy, była w 1972/73 roku. W około rok po zaprzestaniu podawania tranu w szkołach. Czyżby przypadkowa zbieżność? A polscy pediatrzy tego zupełnie nie widzą i pomimo ponad 20 lat, od czasu upadku komunizmu, nadal w szkołach, mas mediach nic nie mówi się o konieczności podawania tranu dzieciom, młodzieży i osobom starszym. Zamiast tego wprowadza się leki toksyczne np. kalcytoninę podawaną osobom starszym, rzekomo zapobiegająca osteoporozie.

Podobne wyniki zapobiegania wystąpieniu “grypy” zanotowano u dorosłych. Centr. for Diesese Control and Prev. 4770 Buf.High 09.12.2010. opublikował pracę, w której autorzy wykazali, że stężenie witaminy D było odwrotnie proporcjonalne do śmiertelności w grupie dorosłych. Cochrane Collaboration ISSN 1464-780X podaje, że pomimo iż szczepienia przeciwko grypie są lansowane na całym świecie i to szczególnie od 25 lat, do dnia dzisiejszego brak prac, które potwierdzały by celowość podawania szczepień osobom starszym. Trójwartościowa inaktywowana szczepionka jest najczęściej stosowaną w praktyce. Ze względu na niską jakość dostępnych dowodów, żadnych wniosków dotyczących wpływu szczepionki przeciw grypie dla osób w wieku powyżej 65 lat, nie można wyciągnąć. Innymi słowy wartość szczepionki przeciwko grypie jest taka sama jak mycie rąk. Problem w tym, że po myciu rąk nikt powikłań i zgonów nie zanotował. W tym samym czasie, w Polsce Medycyna Praktyczna otwiera kolejną reklamówkę o szczepieniach, przeznaczoną specjalnie dla pediatrów. A w niej znajdujemy czysto naukowe artykuły np. “Dzieci mają prawo do zdrowia”- to mówi Konsultant Krajowy prof. Anna Dobrzyńska. Na pewno z nawału pracy niepamiętająca o tranie. “Szczepienia w Sejmowej Komisji Zdrowia” i wywiad z dr Bolesławem Piechą, przewodniczącym Komisji Zdrowia. Co zupełnie wyjaśnia szybkość opiniowania ustawy. “Samorządy uczą się szczepić” i wiele innych równie ciekawych publikacji.

Kolejny raport Cochrane Database Syst Rev 2010.07.07 “szczepionka w zapobieganiu grypie u zdrowych dorosłych”. Wnioski: szczepionki przeciwko grypie mają niewielki wpływ w łagodzeniu objawów grypy i utraconych dni pracy. Nie ma dowodów, że wpływają one na zmniejszenie powikłań m.in. takich, jak zapalenia płuc. Okazało się także, że większość prac naukowych chwalących szczepionki ukazuje się w czasopismach finansowanych przez przemysł farmaceutyczny. Czyli pomimo stosowania przez ponad 70 lat szczepionek [trzy pokolenia] przeciwko grypie brak jakiejkolwiek pracy, wykonanej zgodnie ze standardami prac naukowych, która potwierdziłaby celowość podawania szczepionki!!!






Dedykuję powyższą tabelę wszystkim PT Kolegom Pediatrom w Polsce. Dlaczego jej nie ma w reklamówce – Medycyny Praktycznej?

Wiadomo, że szczepionka np. Fluarix zawiera między innymi związek o nazwie Polisorbat 80, zwany inaczej Tween 80. Jest to detergent. Związek ten powinien być zalecany rutynowo osobom w wieku 20-40 lat nie chcących mieć dzieci. Powoduje on bowiem u szczurów m.in: uszkodzenia pochwy i macicy, zmiany hormonalne, deformacje jajników i bezpłodność. Jak wiadomo wprowadzone przepisy chronią producentów przed odpowiedzialnością. Żadna ze szczepionek przeciwko grypie nie przeszła badań związanych z ich potencjalnie możliwymi działaniami rakotwórczymi i mutagennymi.

W skład szczepionek przeciwko grypie wchodzą takie substancje jak:

1. glikol etylenowy – ochrona przed mrozem,

2. formaldehyd – znany od 150 lat czynnik rakotwórczy,

3. antybiotyki- neomycyna, streptomycyna, gentamycyna,

4. aluminium – neurotoksyna uważana za główną przyczynę choroby Alzheimera,

5. triton 100 – detergent,

6. glutaminian sodu MSG,

7. polisorbat 80 – Tween 80,

8. udowodniono także, na podstawie badań w krajach skandynawskich, że szczepionka przeciw grypie powoduje narkolepsję.



Powyższy wykaz pokazuje zawartość rtęci w innej szczepionce Fluzone. Także tutaj przekroczenie dopuszczalnego stężenia wynosi 300%.

W Australii zabroniono stosowania szczepionki zawierającej H1N1 dla dzieci do lat 5. Rycina pokazuje zawartość rtęci w szczepionce Flulaval czerwony słupek i dopuszczalną normę zielony słupek. Jest to tylko 500% przekroczenie dopuszczalnej normy. Oczywiście musimy tutaj uwzględnić zalecenia polskich ekspertów, którzy twierdzą, że dzieci także szczepić trzeba. Problem polega na tym, że mózg dziecka rozwija się co najmniej do 3 roku życia, powstają nowe synapsy, neurony. Rtęć jest neurotoksyną bardzo trudno usuwalną, kumulującą się. Jeżeli uszkadza się mózg już w tak młodym wieku to nie daje mu się żadnej szansy na prawidłowy rozwój w wieku późniejszym. Najlepiej świadczą o tym wyniki porównania występowania autyzmu u dzieci Amiszów 1:10000 – nieszczepiących, z dziećmi szczepionymi wg zaleceń ekspertów z dziedziny epidemiologii i pediatrii 1:100. To porównanie nie wymaga to specjalnego komentarza.

Oczywiście musimy donieść, że oprócz rtęci w szczepionkach znajduje się inna neurotoksyna – aluminium oraz rakotwórczy formaldehyd – [substancja toksyczna lub szkodliwa, żrąca lub drażniąca (w zależności od stężenia) oraz rakotwórcza (kat. 3) wg wykazu substancji niebezpiecznych]. Jako związek rakotwórczy nie powinno go w ogóle być w szczepionkach. Dlatego nie podaje się normy. A jest go ponad 100 mcg. A trzeba podkreślić, że dziecko dostaje kilkanaście szczepionek w ciągu roku. A jak mamusie są „nadopiekuńcze i nowobogackie” to fundują dodatkowe szczepionki. Dlatego 80% kobiet w Polsce kończy edukację na poziomie szkoły podstawowej. Taka jest polityka kolejnych rządów od 1945 roku.

Kiedy w latach 2005 Donald Rumsfeld był sekretarzem obrony, USA wydało 1,8 miliarda dolarów na gromadzenie przez wojsko leku przeciwko grypie. Nie podano tylko do powszechnej wiadomości, że p. D. Rumsfeld miał udziały w firmie, która produkowała lek przeciwko grypie o nazwie Tamiflu. W rzeczywistości leczenie grypy za pomocą aspiryny czy ibuprofenu jest o 200 razy tańsze, a tak samo skuteczne. „Zanim objął on pozycje Sekretarza Obrony, w administracji Busha, Donald Rumsfeld piastował stanowisko CEO (Chief Executive Oficer – odpowiednik Dyrektora Naczelnego) w korporacji o nazwie Gilead Sciences Inc. Obejmując stanowisko Sekretarza Obrony, D. Rumsfeld zrezygnował z zarządzania firma, pozostawiając sobie spora ilość udziałów w niej.

Korporacja ta okazuje się być właścicielem patentu na jedną z najbardziej znanych na świecie szczepionek przeciw grypie o nazwie: Tamiflu. Szczepionka ta jest do teraz używana w szczepieniach przeciwko Ptasiej Grypie i została tez zarekomendowana jako szczepionka zapobiegawcza przeciwko Świńskiej Grypie. Okazuje się, że już grubo ponad 50 milionów osób zostało zaszczepionych tą szczepionką, także przeciwko zwykłej grypie. Czyli ok. 1% całej populacji świata. Ponadto WHO zaleciło wszystkim krajom członkowskim zakupienie Tamiflu w ramach przygotowań do ew. pandemii. Nie zapominajmy przy tym, że tylko 2 państwa w świecie nie należą do WHO!!! Tylko rząd USA, za administracji Busha, w której nota bene zasiadał właśnie Donald Rumsfeld, przeznaczył 1,4 miliarda dolarów na zakup Tamiflu.” Wypada także podać, że Tamiflu jest związany z co najmniej 50 wypadkami śmierci u dzieci w Japonii.

JEŻELI NIE SZCZEPIONKI, TO CO?

Otóż badania tzw. randomizowane, ze ślepą próbą, czyli jedna grupa dzieci otrzymywała witaminę D, druga była szczepiona, a trzecia nie trzymała nic, wykazały, że dzieci w wieku szkolnym otrzymujące tran mniej chorowały aniżeli dzieci szczepione, a nie otrzymujące tranu. I tutaj mamy dylemat. Podobno misją Narodowego Instytutu Zdrowia jest bezpieczeństwo i zdrowie społeczeństwa. Jak co starsi Czytelnicy mogą sobie przypomnieć, do lat 1970. dzieci i młodzież w szkołach otrzymywały tran. Pomimo długotrwałych poszukiwań w bibliotekach i internecie nie znalazłem, żadnej pracy naukowej, astronomicznej o zmianie osi ziemskiej w ten sposób aby większa ilość promieniowania słonecznego docierała do ziemi.

Powstaje więc problem jakich mamy specjalistów z pediatrii i chorób wewnętrznych, że pomimo wiedzy, iż powyżej 38 równoleżnika zawsze brakuje słońca przez ostatnie 22 lata żaden PT Ministrów Zdrowia, żaden przewodniczący Komisji Zdrowia Sejmu i Senatu, ŻADEN Konsultant Krajowy czy wojewódzki, nie wpadł na pomysł przywrócenia podawania tranu w szkołach. Wypada zauważyć, że wszystkie wymienione powyżej instytucje wykazują niezwykły zapał i zaangażowanie we wprowadzeniu przymusu szczepień, a ŻADNA NIE RUSZY przysłowiowym PALCEM aby zabezpieczyć tak naprawdę zdrowie społeczeństwu!

Tutaj mamy jeszcze jeden problem. Obecnie większość tych krajów, która porobiła sobie zapasy szczepionek przeciwko świńskiej [nomen omen pasuje nazwa do tych, którzy chcieli zarobić na ludzkim nieszczęściu] grypie, usiłuje sprzedać te szczepionki poprzez WHO do Afryki. I mamy dwa problemy; po pierwsze w Afryce, grypy na ogól nie ma. Po drugie zakup szczepionek finansuje Fundacja Melindy i Billy Gatesa. Jak to podawała wielokrotnie prasa, Fundacja ta głównie finansuje działania mające na celu depopulację ludności o co najmniej 15%. Trudno więc sądzić, że znakomity finansista, organizator, multimilioner B. Gates nagle zachorował na schizofrenię i wydaje ciężko zarobione pieniądze w drugą stronę.

I problem trzeci: większość tych szczepionek jest rozprowadzana za pomocą misji kościelnych, które zajmując się szerzeniem wiary i niejako przy okazji zajmują się medycyną. Jak pogodzić podawanie środków poronnych z ostrym sprzeciwem, wręcz zakazem Kościoła uprawiania morderstwa poprzez aborcję? A czym jest podawanie szczepionki, która powoduje aborcję?

Może grają inne pozamerytoryczne czynniki? Ostatnio np. Departament Sprawiedliwości USA, oskarżył firmy produkujące m.in. szczepionki o płacenie olbrzymich łapówek lekarzom. No, a słońce nie płaci. Wiadomo natomiast, że kary finansowe nałożone na przemysł farmaceutyczny w 53% dotyczyły 4 z największych przedsiębiorstw produkujących szczepionki. Np GSK zapłacił 3 miliardy dolarów kar, co przy dochodach 28 miliardów stanowi niewielki procent. Wiadomo także, że systematyczne zmniejszanie wydatków na leki powoduje, że pacjenci prywatnie płacą już ponad dwa razy więcej za leki – 17,7 miliarda złotych aniżeli płaci za to NFZ – 8,5 miliarda złotych. I z tej sumy jeszcze wyrzuca się niepotrzebne pieniądze na szczepienia? Dlaczego?

Autor: dr Jerzy Jaśkowski (jjaskow@wp.pl)
Źródło: PrisonPlanet.pl