piątek, 12 października 2012

Chipowanie ludzi? To już się zaczęło

Wielu uczniów nie godzi się na noszenie nowych legitymacji. (fot. Jupiterimages)

Władze chcą chipować dzieci, a one, jak nietrudno zgadnąć, zadowolone nie są. Podobnie zresztą jak ich rodzice. Do kuriozalnej sytuacji dochodzi coraz częściej w amerykańskich szkołach, w których wprowadzony został obowiązek "znakowania" uczniów. Młodzież, która buntuje się przeciwko podobnym praktykom, narażona jest na surowe kary. 
Zapowiedzi dotyczące legitymacji z zaimplementowanym mikrochipem do wielu amerykańskich szkół pojawiły się już wcześniej w tym roku. Teraz władze weszły w fazę realizacji projektu. Zgodnie z nowymi przepisami, uczniowie są zobowiązani do ciągłego noszenia przy sobie dokumentu wyposażonego w układ elektroniczny, który pozwala w każdej chwili ustalić ich miejsce pobytu. 

Nowe zasady obowiązują w wielu teksańskich szkołach od 1 października. Ich wprowadzenie już pociągnęło za sobą szereg perturbacji. Uczniowie, którzy przychodzą na zajęcia m.in. w John Jay High School i Anson Jones Middle School - obie placówki znajdują się w San Antonio - muszą mieć przy sobie legitymacje, które pozwalają na śledzenie praktycznie każdego ich kroku - poinformował serwis RT. 

Zgodnie z założeniami, jeśli pilotażowy projekt osiągnie sukces, program obejmie aż 112 szkół, do których uczęszcza ok. 100 tysięcy uczniów. Jak poinformowały władze, realizacja podobnej inicjatywy była konieczna ze względu na skalę absencji panującej w wielu placówkach edukacyjnych. Uczniowie, którzy coraz częściej i chętniej udają się na wagary, rujnują system finansowania szkolnictwa. 

Wielu uczniów nie godzi się na noszenie nowych legitymacji. Ale podjęcie przez nich takiej decyzji wiąże się z wieloma nieprzyjemnymi sytuacjami, z którymi muszą sobie potem radzić. Wielu z nich twierdzi, że narażani są na szykany. 

Młodzież, która zbuntowała się przeciwko nowemu systemowi twierdzi, że jest dyskryminowana. Uczniowie bez legitymacji XXI w. nie mają dostępu do stref wspólnych w szkołach - bibliotek i stołówek. Twierdzą także, że są dręczeni przez nauczycieli. Nie są też dopuszczani do pełnienia ważnych funkcji w ramach samorządów ani też dopuszczani do głosowań. 


"Mój nauczyciel powiedział mi, że nie zostanę dopuszczona do głosowania, ponieważ nie mam właściwej legitymacji" - przyznała jedna z uczennic, która nie chce się zgodzić, by ją inwigilowano, a nowe legitymacje porównuje do apokaliptycznego stygmatowania "liczbą bestii". 

Dziewczynę, jedną z wielu osób, które poddawane są dyskryminacji ze względu na bunt wobec promowanych w Teksasie rozwiązań, wspiera ojciec. "Nie powinienem się poddawać w kwestii naszego konstytucyjnego prawa do zabrania głosu na temat programu, który jest zły" - powiedział mężczyzna. 

Pomimo że chipy umieszczane są na razie "tylko" w dokumentach szkolnych, sam pomysł już od dawna wzbudza wiele kontrowersji. Nie można bowiem wykluczyć, że narzędzie to służyć będzie do permanentnej inwigilacji młodzieży. Komentatorzy obawiają się też, że jeśli ten schemat się nie sprawdzi (uczniowie będą np. celowo pozostawiać swoje dokumenty w domu), to ktoś w końcu wpadnie na jeszcze bardziej szalony pomysł, by chipy trwale wszczepiać młodym ludziom. 

Przedstawiciele środowisk oświatowych w San Antonio, którzy są pomysłodawcami tego radykalnego rozwiązania, tłumaczą, że podejmując decyzję, kierowali się wyłącznie dobrem dzieci. 

(rc)


Dziękujemy!


Serdecznie dziękujemy wszystkim, którzy wzięli udział w akcji „Zadzwoń do posła". To dzięki Wam w PO znalazło się 40 sprawiedliwych. To głosowanie pokazało, że aktywność ludzi sumienia ma znaczenie, dzięki niej wielu posłów okazało się ludźmi sumienia w dzisiejszym głosowaniu. Podziękujcie posłom ze swoich okręgów, którzy głosowali z życiem. Wyraźcie oburzenie wobec tych, którzy głosowali za śmiercią. Jutro przygotujemy narzędzia ułatwiające operację.
Dzisiejsze głosowanie nie kończy batalii. Przed nami kolejne, zapewne większe wyzwania. Chodzi o to, aby było nas więcej i abyśmy działali sprawniej. Namawiajcie przyjaciół i znajomych do włączania się w nasze akcje, my ze swej strony deklarujemy, że będziemy pracować nad poprawą organizacyjną przedsięwzięć.
Serdecznie dziękujemy!
W imieniu zespołu Fundacji Pro – prawo do życia

Za: www.stopaborcji.pl - opublikowane w dniu: środa, 10, październik 2012 16:26

czwartek, 11 października 2012

środa, 10 października 2012

Mehran Keshe nie żartuje. Będzie pokój, albo wszyscy zginiecie.

Oszołom, szaleniec, oszust, szarlatan, a nawet Antychryst – takie i inne epietety pojawiły się na określenie Mehrana T. Keshe, irańskiego fizyka nulearnego, o którym nagle się zrobiło głośno kilka dni temu.

Krótka wzmianka o jego wizji przyszłości, którą zamieściłem na tym blogu [monitor-polski.pl - admin] cieszyła się dużą popularnością – na prawie 300 głosów, większość była pozytywna. To dobry znak, choć zazwyczaj większość nie ma racji…
Przez te kilka dni zdołałem przesłuchać dość dokładnie większość wywiadów z Irańczykiem, przede mną jest jeszcze lektura artykułów i wpisów na forum dyskusyjnym, a także dostępnych aplikacji patentów.

Dla krytyków najważniejszym argumentem jest to, że wynalazca nie zademonstrował w pełni żadnego ze swoich urządzeń. Pusta butelka po Coca Coli, z zamontowanymi elektrodami, przez które płynie nie wiadomo skąd prąd, nie są argumentem – może to być wszak sprytny trick. Magicy nie takie rzeczy potrafią robić. Plastikowa skuwka poruszana oscylującymi magnesami też mogła być wykonana ze specjalnego magnetycznego plastiku. Znaczące jednak jest to, że patent na reaktor został odrzucony, bowiem procesy naturalne nie mogą być patentowane. Jeśli tak się stało, to uznano, że projekt Keshe opisuje faktyczny obraz funkcjonowania natury! A więc jest prawdziwy.
Drugim argumentem za tym, że Keshe może być autentycznym geniuszem jest przejęcie bezzałogowego samolotu zwiadowczego przez Iran. Chciałby się tym dzisiaj zająć bliżej, gdyż mogą to być kluczowe informacje jeśli chodzi o wojnę syjonazistowskiego „zachodu” z Iranem.
Oto co wynalazca mówi na ten temat w rozmowie ze Sterlingiem Allanem:
Iran pokazał potęgę tej technologii – w ciągu kilku dni amerykański samolot został przechwycony. Można było zauważyć, że był w całości, a nie w kawałkach. Mówi się, że kontrola radiowa została przejęta, ale to przecież było niemożliwe. Są powody, dlaczego których rząd amerykański, rząd irański i my wiemy jak to zostało zrobione. Są powody by przypuszczać, że został on przejęty w locie, a następnie został posadzony na ziemi. Ta technologia jest bardzo precyzyjna, potrafimy to zrobić, rozwinęliśmy ją nie po to by przechwytywać samoloty, ale by wyłapywać materiały z przestrzeni kosmicznej – na przykład po to by wyczyścić przestrzeń dookoła Ziemi ze śmieci. Rozwinięta jest tak daleko, że może posłużyć w przyszłości do wyłapywania wszelkich meteorów mogących nam zaszkodzić.
Ta technologia jest prosta, wyjaśniałem już, że nasz system może kontrolować pole grawitacyjne i magnetyczne – możemy go zwiększyć, bądź zmniejszyć. Robi się więc to tak, że pozycjonuje się równolegle z samolotem i doposowuje prędkości. Następnie wystarczy zwiększyć swoje pole magnetyczne, tak by obiekt stał się cześcią naszego systemu, jego struktury. Samolot, który leci w powietrzu nie ma własnego systemu, jest częścią tego powietrza, tak więc trzeab go uczynić częścią własnego pola magnetycznego, przez co uzyskuje się kontrolę. Piękno tego systemu leży w tym, że podobnie jak w przypadku Ziemi, kreowane jest dynamiczne pole magnetyczne. To działa jak pralka, kręci się.
Amerykanie wiedzą o swoim samolocie na podstawie wskazań radaru. Wiązka fal odbija się od niego i trafia z powrotm. Ale ponieważ to pole jest dynamiczne, to wchłania to słabe promieniowanie magentyczne radaru, które już nie wraca. Ci idioci twierdzą, że jeśli radar czegoś nie pokazuje, to to coś nie istnieje. A przecież promieniowanie ich radaru zostało wchłonięte i nie ma szans by powrócić. Ten system czyni obecną technikę radarową ślepą.
Ale my mamy systemy, które mogą to zrobić, są to radary plazmowe. Jest to technologia, którą mam nadzieję Irańczycy jeszcze dalej rozwinęli, przez co mają przewagę.
W przypadku lotu samolotem mamy do czynienia z oporem powietrza, tarciem. W tym systemie, ponieważ można powiększyć pole magnetyczne poza granice, to fizycznie pojazd nigdy się nie styka z powietrzem atmosefrycznym. Tak więc lot jest generalnie bez tarcia.
Maksymalna prędkość pocisków międzykontynentalnych wynosi 2-3 Machy. Gdy się podróżuje w systemie zabezpieczonym polem magneto-grawitacyjnym, prędkość 25-40 Machów jest normą. Tak więc było by głupotą ze strony jakiegokolwiek kraju wszczynanie wojny z Iranem. Obecna technologia pocisków i samolotów jest zbyt wolna w stosunku do tego co rozwinęliśmy (…)
To dlatego wasz prezydent tak to ładnie określił kilka dni po przejęciu samolotu: „chcemy naszą zabawkę z powrotem”. Nie mógł lepiej tego powiedzieć. Obecny sprzęt militarny stał się niczym więcej, jak zabawkami. Nie można ich użyć już do czegokolwiek. Jedynym wyjściem dla was jest siąść razem za stołem i rozmawiać o tym jak uzyskać pokój na świecie. Nie ma co rozważać co jedni ludzie mają mieć, a drudzy nie, ponieważ z tą technologią, którą pokazaliśmy w Teheranie w 2008 roku, możemy produkować proteiny i inne materiały. Ile chcesz złota bym wytworzył – milion ton? Tyle ile chcecie dla rezerwy w Fort Knox?
Iran może tyle wytworzyć, kraje afrykańskie też. Zabrali 10,000 ton Libii, mogą znów tam się pojawić i tyle samo będzie, bo Libia może wytwarzać setki tysięcy nowych ton na pieniądze.
Tak więc skończyła się wartość materialna tych rzeczy, które uznawaliśmy za wartościowe. Etosem naszej Fundacji jest służyć, a nie być obsłużonym. Jeśli masz wszystko, to zostaje ci czas na projektowanie, usługi i rozwój. Niektórym ludziom to przeszkadza, ponieważ chcieli by zachować status prezydenta czy ”pana” z tymi swoimi dwoma czy trzema samolotami na podwórku. Jest 180 narodów i nie może być więcej niż 180 prezydentów. Ilu z nich jest po to by służyć narodom, a nie po to by im służyć? Pokój się pojawi gdy się to zmieni.
Niedługo będą wybory w USA. Są ludzie, którzy chcą wykorzystać Fundację Keshe by obalić Obamę. Nie pozwolę wykorzystywać mojej technologii by się nią bawić w grę pomiędzy narodami. Zaoferowaliśmy ją otwarcie Amerykanom, podobnie otwarcie postępuję wobec rządów Iranu, Izraela, Rosji i Chin. Nie pozwolę używać mej technologii w tych grach, a gdy już będzie po wyborach to się nas zaliczy do „osi zła”.
Próbowali mnie już podchodzić – oni wiedzą, że jesteśmy organizacją pokojową. W piątek dzwoniłem do ambasadora amerykańskiego, powiedziano mi, że nie będzie go w ciągu najbliższych dni. Powiedziałem im, że rozmowy o pokoju muszą być przeprowadzane bezpośrednio, a nie przez zastraszanie.
Określę to tak: jeśłi rząd Izraela kiedykolwiek zdecyduje się na atak na Iran, lub jakikolwiek kraj zaatakuje inny kraj, to z tą technologią ofiary nie będą liczone w setkach czy tysiącach. Ta technologia jest już tak rozwinięta, że może wytworzyć pole grawitacyjne jakiegokolwiek obiektu we wszechświecie. Możemy tak je zwiększać, że będzie odpowiadać one dowolnemu elementowi. Działa to nie tylko na metal, ale także na drzewo, na plastik, co widać w naszych pokazach, jak na wideo z magnetycznym plastikiem.
Tak więc możemy dopasować pole magnetyczne do jakiegokolwiek narodu czy rasy. Wtedy gra się odmieni. Ile ludzi dostanie raka w ciągu dosłownie sekund? Ile ludzi wciągu sekund dostanie dotąd nieznanych chorób? Gra już nie może dotyczyć tego kto kogo pobije.
Okręty stały się wannami. Amerykanie doskonale o tym wiedzą. Samoloty F16 i F18 stały się metalowymi ptakami. Oni doskonale wiedzą co ta technologia potrafi. Nie ma już znaczenia, że Izrael, USA czy Rosja mają broń chemiczną. Jest dostępny nowy arsenał i jest to mój system, który może wytworzyć pole grawitacyjne dowolnego elementu we Wszechświecie. Teraz tylko pozostaje pociągnąć za sznureczki.
Jakiej krwi więc chcesz – żydowskiej? Muzułmańskiej? Białych, czarnych , żółtych? Teraz możemy się dopasować do waszego pola grawitacyjnego. My możemy to zmienić, przez co dostaniesz raka w ciągu sekund. Możemy też tak to zmienić, że się rozpadniesz w kilka sekund.
Znaczenie nacjonalizmu, religii, koloru skóry czy rasy jest skończone. (…) Wiem, że Amerykanie tego słuchają. Chcemy rozmawiać o pokoju, a nie o groźbach.


wtorek, 9 października 2012

Nowy atak „Tygodnika Powszechnego” na Jasną Górę


Publikuję artykuł, który z mało chwalebnych, smutnych powodów jakoś nie może się doczekać publikacji w mediach katolickich. Materiał otrzymałam od jednej z osób zatrudnionej w redakcji takiego czasopisma, osoby która dość ma milczenia o modernistycznych “świętych krowach”, czy raczej o “złotych cielcach”, którym kłaniają się w pas strwożeni dziennikarze i naczelni. Wolą milczeć, gdy atakowana jest Jasna Góra, czyżby naiwnie sądzili, że to milczenie cokolwiek uchroni ich pisma, gdy czas rozgrywki i ataku przyjdzie na nie same?
A oto ów nieopublikowany tekst o. prof. Janusza Zbudniewka – paulina:




Nowy atak „Tygodnika Powszechnego” na Jasną Górę

Stało się już zwyczajem, że przed dorocznymi jasnogórskimi świętami redakcje liberalnych pism lubią popisywać się jakimś trefnym komiksem, lub upiornym w szaty aniołka cynizmem. Słynęły kiedyś z tego dawne tygodniki, m.in.: „Mucha”, „Myśl Niepodległa, „Argumenty”, „Głos Wolnych”, „Kulisy”, „Polityka”, „Sztandar Młodych”, a od czasu transformacji ustrojowej lat 80. ub. wieku nade wszystko „Gazeta Wyborcza” n.b. ufundowana potężnym zastrzykiem dewiz przez Polonię zagraniczną, która z woli L. Wałęsy dostała się obecnemu jej redaktorowi.
Każde z w/w. pism redagowane przez określone grupy wrogie Kościołowi, o politycznym wydźwięku obcym narodowym interesom, zostawiło i nadal promuje mroczną opinię o sprawach narodowych i religijnych naszego Narodu. Do grupy tej wpisuje się nie od dzisiaj krakowski „Tygodnik Powszechny”, wielokrotnie już oceniany jako wrogi Prymasowi Tysiąclecia, antymaryjny i pozbawiony patriotyzmu, czego sam doświadczyłem już we wczesnej młodości. To w nim Jerzy Narbutt w 1959 r. wytoczył pierwszy ciężki kaliber armat na jasnogórskie zgromadzenia, zestawiając je z folklorem Kalwarii Zebrzydowskiej, który go nie dziwił, natomiast na Jasnej Górze budził uprzedzenie zbiorowiskiem wiernych z całej Polski bez poczucia jedności, zapatrzonej w „sarnie oczy Czarnej Madonny” (TP 1959 nr 42). Popis krytyki maryjnej religijności wniósł rok później Jacek Susuł, jeden ze stałych redaktorów TP (1960 nr 25), któremu oprócz form religijności nie odpowiadał nade wszystko sam wizerunek Matki Bożej. Artykuł stał się silnym wsparciem dla komunistycznego socjologa E. Ciupaka, nie wyłączając wrogiej akcji „katolickich reformistów” grupy „Znaku” i „Więzi”, wynosząc ją poza granice kraju, m.in. do odbywającego się Soboru w Rzymie sławetnym Pro memoria alcuni aspetti del celto mariano in Polonia.
Po tej linii poszedł J. Prokop deprecjonując tradycyjne formy maryjnych nabożeństw na Jasnej Górze, choć mniej ludowych niż w innych sanktuariach Polski („Więź” 1963 nr 7/8). To one, m.in. spowodowały pewne zgrzyty na linii kardynałów Wyszyński – Wojtyła, gdy w 1970 r. TP opublikował na swoich łamach (nr 7) hołdowniczy artykuł S. Stommy o „bohaterskiej” obronie Jasnej Góry przez głośnego fantastę Borysa Polewoja, który dwa latach później potwierdził je w kolejnych konfabulacjach (TP 1972 nr 18).
Drobnych kontrowersji nie miejsce tu wspominać. Rejestr ich będzie wkrótce przedmiotem odrębnej bibliografii sanktuarium. Nie można jednak pominąć antypolskich i antyjasnogórskich wystąpień Czesława Miłosza, który analizując czasy szwedzkiego „potopu”, w wywiadzie danym A. Fiutowi wybrzydzał się z polskiego „niestety katolicyzmu”, reprezentowanego w postawie Jasnej Góry, na rzecz „uniwersalnej idei protestanckiej” tkwiącej w narodzie szwedzkim (Czesława Miłosza autoportret przekorny” 1988). Upust swego cynizmu otworzył w Traktacie Teologicznym opublikowanym na łamach TP (2001 nr 47), w którym napisał m.in., że „sanktuaria maryjne służą umacnianiu narodowej ułudzie i uciekaniu się po obronę pogańskiej bogini, przed najazdem nieprzyjaciela”.
Popisem środowiska krakowskiego TP była niewątpliwie książka ks. Czesława Skowrona podpisana pseudonimem Tadeusza Kosa o fundacji jasnogórskiego klasztoru i zakazie obrazów w Starym i w pierwszych wiekach chrześcijaństwa (2002), owacyjnie zareklamowana przez ks. Jana Kracika na łamach TP (2002 nr 42). O rewelacjach autorskich dociekań w kwestii fundacji klasztoru pisaliśmy już w „Studia Claromontana” 21: 2003, gdzie wypadło wytknąć mu założony a priori ideologiczny cel podważenia autentycznej i na szczęście zachowanej dokumentacji – na rzecz jego wielowątkowych gdybań, kłócących się ze sobą hipotez i niespójnych wniosków. W kwestii czci świętych obrazów autor posunął się do negowania nauki II soboru Nicejskiego z 787 r., co jako duchownemu, co najmniej nie wypadało głosić teorie dawno odparte mimo presji agresywnego islamu, a w czasach nowożytnych krytyki luterańskich reformatorów. O zamiar wzniecenia religijnego konfliktu autora nie posądzaliśmy, dlaczego jednak zależało mu na podrzucaniu jej nawet do krucht kościołów w diecezji krakowskiej, dzięki czemu ją pozyskałem za symboliczne „co łaska”, tego nie wiem. Tak czy inaczej wypadło ją zarejestrować (delikatnie mówiąc) do literatury populistycznej na zamówienie.
W tym kontekście zdziwił mnie artykuł w TP z 5 VIII b.r. pióra Katarzyny Wydry i Marcina Żyły. Zapoznałem się z nim dość późno, ponieważ z zasady od kilku lat go nie czytam, a jego wydruk dostałem kilka dni temu. Założenia autorów są jasne. Posługują się opowiadaniem anonimowej 32 letniej sfrustrowanej Gośki, urodzonej w dawnym jasnogórskim Domu Pątnika w Częstochowie. Najwyraźniej obojętna wobec natłoku przemian kulturowych, religijnych i historycznych, jakie się dokonały w ostatnich latach, czytelnych jak na dłoni we wszystkich zakątkach jasnogórskiego sanktuarium, gdzie wiara, modlitwa i zaufanie w pielgrzymstwie oraz osobistych zawierzeniach Matce Bożej – wyrażane w tablicach, skromnych wotach, urnach z prochami bohaterów i mundurach żołnierskich itp., najwyraźniej ją drażnią. Nie pojmuje dawnej i aktualnej sytuacji, gdy jasnogórskie sanktuarium to nie wiejska, a nawet wielkomiejska kolegiata zwartej społeczności wiernych, ale miejsce narodowej wspólnoty, do której jak do Mekki przybywają wierni z całej Polski, a także obcokrajowcy, co nie powinno ją dziwić, jeśli zna choćby jedno sanktuarium tej rangi w Europie czy świecie ? A jeśli je zna, to wie jakie są tam zwyczaje, folklor, dewocjonalia wysokiego lub ubogiego lotu, nie inne niż może krewnych Gośki, którzy z nich żyli w przeszłości i jeśli są godne świętości – takie świecimy dla ich dobra obecnie !!!
Pogubiła się Relatorka i dwójka autorów, gdy zmieszali nastroje patriotyczne z aktualiami, które przejdą do historii chwały i sławy, jeśli Jasna Góra nie pójdzie z prądem mody i populizmu w stylu ks. Kazimierza Sowy, którego cytują jak wyrocznię, a tymczasem może nie wiedzą, kiedy najpierw wyzywał on partię opozycyjną „dziczą pisowską”, czym obraził ludzi i za co musiał przepraszać (Nesweek 2011 nr 31), ale nie wydaje się, aby zmienił swoje obłędne stanowisko wobec swojej partii, która jak żadna dotąd wodzi nas po manowcach obłudy i zdrad.
Toteż warto zapytać się autorów, gdzie mają się udawać moherowe panie i słuchacze Radia Maryja, gdzie mogą pójść z bólami poranieni zamachem smoleńskim – dzieci, żony, matki? Do świątyni Opatrzności, by złożyć wota na płycie symbolizującej grób Jana Pawła II nad jego chusteczką od nosa, nie mówiąc o próbie, czy może fakcie kropli krwi jako jego kolejnej relikwii ?, a może na archiwaliach kontestowanego do niedawno Prymasa Tysiąclecia, którego prywatne rękopisy mają być przeniesione pod kopułę wilanowskiej świątyni?
Toteż nie tam, czy do Łagiewnik, lecz na Jasną Górę przyniosły strwożone rodziny tragedią Smoleńska – usuniętą stamtąd tablicę, tu złożyli mundury lotników odartych ze czci i sławy – by prosić Matkę Bożą, aby nie zostali pozbawieni pociechy w Radiu i Telewizji TRWAM. Złożyłem również i ja obok reliktów tragedii – skrawek rozerwanego „Tupolewa” zanim wyrzucili nas siłą z bagienka zdrady sowieccy milicjanci w podczas pielgrzymki w dniu 7 IV 2011 r. Żyję nadzieją, że doczekam się prawdy o katastrofie, by zaprzeczyć opiniom o błędach „pijanego” generała czy niedołęstwie pilotów.
Toteż jeśli gorszy Gośkę, a może i autorów artykułu jasnogórski pomnik z nazwiskiem niewygodnego prezydenta (i kwiatu polskiej prawicy), który co niektórym przeszkadzał, to na zasadzie metafory warto pamiętać słowa Zbawiciela o kamieniu odrzuconym przez budujących, który tutaj stał się fundamentem, na którym wsparła się spiżowa tablica ofiar zamachu. To prawda, nie jestem zachwycony projektem pomnika z fikcyjną brzozą, ale jak symbol zakłamania też ma on swoją wymowę. Taki jest nasz obowiązek pomagać w znalezieniu prawdy. „My tu po to jesteśmy, aby budzić wiarę w narodzie”, wyznał w czasie okupacji penitent oskarżający się za brak patriotyzmu przed paulińskim spowiednikiem. Jestem dumny, że na tej drodze trwamy i dzisiaj, wszystko jedno ile jeszcze napisze na nas TP, „Gazeta Wyb.”, czy podstępne, lisie gazetki.
Tak można by mówić o wszystkich drobiazgach, które stoją na wałach, wiszą na ścianach, leżą w gablotach izb pamięci wotywnych. Osobiście nieraz buntuje się na ich mnożenie zamiast duchowej konferencji, ale cóż zrobić gdy wierni chcą w tej formie powiększać swoją wiarę? Toteż naszym adwersarzom chciałbym postawić pytanie, czy zastanowili się dlaczego bł. Jan Paweł II przysłał tu swoje wota i zakrwawiony pas? Wymienili go jednym ciągiem wśród pomników i tablic prostackim stwierdzeniem jako „maryjno-ojczyźniany Disneyland”, który Gośkę nie pobudza do duchowego życia. No właśnie, w tym widzi ona „przekleństwo Jasnej Góry, … że jej przestrzeń jest wykorzystywana do interesów politycznych, niekiedy bardzo doraźnych”. Tym razem, to co ją gorszy jest ważnym nerwem duchowości i zadań sanktuarium, a że Gośka i autorzy są może z pokolenia, gdy w latach powojennych Częstochowę przygotowywano do siania nienawiści i walki z Jasną Górą, to niech zechcą wiedzieć, że w latach w ΄70., a więc na kilka lat przed upadkiem komunistycznego systemu, rektor częstochowskiej WSP Marian Jakubowski z dwoma innymi teoretykami realnego socjalizmu, wydał instrukcję walki z Jasną Górą przez odcięcie jej wpływów na naród i utrudnienia z nią reszty świata. Plan bynajmniej nie upadł, linię kolejową odcięto via Częstochowa, po dwóch dekadach życzliwej współpracy z zarządem miasta, nowy zarząd wybrany kilka miesięcy temu odezwał się z tą samą siłą, z jaką nie jeden raz dawała o sobie znać wroga Kościołowi „Gazeta Wyborcza” w częstochowskiej mutacji z bluźnierczymi komiksami rzucanymi gratis pielgrzymom.
Obecnie, chociaż nie czytam z zasady „Tygodnika Powszechnego”, to jednak zadałem sobie trud prześledzenia kilku internetowych informacji o jego profilu, a także odwiedziłem Czytelnię ss. Franciszkanek przy ul. Piwnej w Warszawie, by sprawdzić poprawność wersji elektronicznej omawianego artykułu, którym mnie uraczono. Znalazłem w nim „okruch” Czcigodnego bpa Grzegorza Rysia, stałego współpracownika tegoż tygodnika, a dla mnie specjalistę po fachu w badaniach nad dziejami średniowiecza, wobec czego zaprosiłem go w 1994 r. z wykładem dla studentów. Jest on obecnie przewodniczącym Sekretariatu Episkopatu Polski d/s. Nowej Ewangelizacji.
Tak w skrócie, choć w szczegółach targają mnie jego wypowiedzi, na czym ta ewangelizacja ma polegać, skoro jak wyznał on w rozmowie z M. Műllerem „nie jest ona dla niewierzących, ale dla tych, którzy są ochrzczeni”. No właśnie, zdaje mi się, że takich pism jak TP nie biorą do rąk ateiści, lecz wąskie grono wiernych, którym model Kościoła hierarchicznego nie odpowiada, a nade wszystko model ludowej pobożności. Redakcja łącznie z gronem współpracowników w białych habitach (proszę nie mylić z paulińskimi), ma chyba w świadomości mocne słowa Jana Pawła II z okazji jubileuszu TP zaniepokojonego kierunkiem, jakim kroczy i co z jego działalności dzisiaj wynikło ? Pytanie to stawiam à propos artykułu zamieszczonego w początku sierpniu, gdy pielgrzymi ze wszystkich niemal zakątków Polski idą w modlitewnym marszu na Jasną Górę i na odpusty Wniebowziętej do wielu sanktuarium w Polsce.
Warszawska Pielgrzymka po raz 301, doszła na Jasną Górę z hasłem Kościół domem życia, a więc pod prąd modnym trendom rozbijania rodziny, morderstwom potomstwa itp. Treść omawianego tu artykułu w katolickim z tradycji tygodniku, jest smutnym obrazem aprobaty dla degradacji wszystkiego co stanowi wartość duchową i kulturową choćby 1/3 społeczeństwa, którego należy uszanować, a nie promować kaprysów sfrustrowanych jednostek żądnych igrzysk, a nie narodowej historii, gdy owa „Reszta Izraela” pragnie świętować z powagą rocznice zwycięstw lub też klęsk, których nie musi się wstydzić.
Toteż dołączam się do wdzięczności dla abpa praskiej diecezji Henryka Hosera i gratulacji dla niego ze strony sędziwego kard. Stanisława Nagyego, a współczuję tym, którym przyjaźń dla władzy nie pozwoliła bronić narodowych świętości. No cóż, nie wszyscy pamiętają o rzymskiej maksymie – Amicus Plato, sed magis amica veritas!
Dla informacji dedykuję zainteresowanym jedno z mocnych przemówień bł. Jana Pawła II do biskupów polskich, by nie zgasili promyka nadziei, jaką naród żywi do Jasnogórskiej Matki, danej nam ku obronie (L̀Osservatore Romano, wyd. pol., 17: 1993 nr 3).
Warszawa, 10 sierpnia 2012. o. prof. Janusz Zbudniewek (paulin)
Maria Kowalska
http://niepoprawni.pl
Pomińmy milczeniem przebijający w artykule kult smoleński… reszta jest słuszna, acz niezbyt zaskakująca ”heretyków Tradycji” swymi treściami. – admin

poniedziałek, 8 października 2012

KATYŃ


PUTIN: “….CZY TO NIE WYSTARCZA ZA ODPOWIEDŹ?”


I przypomnę Polakom, że we wrześniu 2011 premier Putin, natarczywie wypytywany przez pseudopolską dziennikarkę w Moskwie powiedział: Dlaczego tak pani zmusza mnie do powiedzenia, kto dokonał tej strasznej zbrodni w Katyniu?
Przecież Polacy to inteligentny naród i wiedzą, że w tych samych dniach, z tej samej broni, ci sami oprawcy, co zamordowali polskich oficerów, to również zamordowali 46 000 oficerów Armii Czerwonej i leżą tu w Katyniu obok Polaków. Czy to nie wystarcza za odpowiedź?”
Wystarcza. Polacy wiedzą, że NKWD składało się z 84% Żydów i 16 % Rosjan posłusznych ich rozkazom.”



Źródło:
gazetawarszawska.com