piątek, 24 sierpnia 2012

Bankster rewolucji bolszewickiej

Banksterem rewolucji bolszewickiej był urodzony w Berezino, 90 mil na wschód od Wilna, dr Aleksander Izrael, Lazarewicz Helphand-Gelfand, który używał początkowo pseudonimu „Parvus”. Urodził się on 27 sierpnia 1867 roku i umarł z powodu ataku serca 12 grudnia 1924 roku jako najbogatszy człowiek w Berlinie. Był on autorem podstawowego planu eliminacji frontu wschodniego za pomocą finansowania przez rząd niemiecki rewolucji w Rosji przez finansowe poparcie dla Lenina, który żył w Szwajcarii jako uciekinier chory na syfilisa. Lenin został zwerbowany do działania jako agent rządu w Berlinie. Celem głównym Niemców było zniszczenie sił Rosji i powiększenie sił Niemiec na terenie Francji wobec przystąpienia USA do wojny.

Prezydent USA zdecydował się wystąpić do Kongresu o wypowiedzenie wojny Niemcom. Posiedzenie rozpoczęło się 21 marca, a 2 kwietnia Senat podjął decyzję o wypowiedzeniu wojny. Tego samego dnia rząd Stanów Zjednoczonych wypowiedział Niemcom wojnę. Decyzja dotyczyła tylko Niemców – decyzja o wojnie przeciwko Austro-Węgrom została podjęta dopiero osiem miesięcy później – 7 grudnia 1917 roku.
Powszechnie przyjmuje się, że wszystkie państwa biorące udział w wielkiej wojnie po stronie Wielkiej Brytanii i Francji należały do Ententy. Praktycznie tak, ale od strony formalnej tak nie było, a Stany Zjednoczone były jedynie państwem stowarzyszonym, a nie sprzymierzonym.
Amerykański wkład w przyszłe zwycięstwo był znaczny. Moce produkcyjne amerykańskich stoczni pozwalały zrekompensować znaczne straty spowodowane działalnością niemieckich okrętów podwodnych, a towary przemysłowe jeszcze szerszym strumieniem płynęły do Europy. Łącznie w czasie I wojny światowej Amerykanie wysłali do Francji 1,1 miliona żołnierzy skupionych w 42 dywizjach. Była to ogromna pomoc dla wyczerpanych czteroletnimi walkami państw Ententy. Dodatkowo na morzach pojawiło się niemal trzysta amerykańskich okrętów, które transportowały przez Atlantyk wszystkie niezbędne towary, a dodatkowo zwalczały okręty podwodne przeciwnika. Na ich pokładach służyło niemal sto tysięcy ludzi.
Generał Erih Ludendorff (ur. 9 kwietnia 1865 w Kruszewni koło Poznania, zm. 20 grudnia 1937 w Tutzing), był czołowym dowódcą w czasie I wojny światowej, który popierał finansowanie przez rząd w Berlinie rewolucji bolszewickiej w Rosji. Ludendorf był szefem sztabu 8. Armii pod dowództwem Hindenburga i miał udział w spektakularnyh zwycięstwach nad Rosjanami pod Tannenbergiem i nad Jezioram Mazurskimi. W sierpniu 1916 roku, po przejściu Hindenburga na stanowisko szefa sztabu generalnego, Ludendorff został mianowany generalnym kwatermistrzem armii niemieckiej. Wspólnie z Hindenburgiem odgrywał w tym czasie wiodącą rolę w państwie, nie tylko w administracji wojskowej, ale i cywilnej. Ważną rolę odegrał w zawarciu pokoju z Rosją w Brześciu nad Bugiem w marcu 1918 roku. Przygotował następnie plan tzw. ofensywy wiosennej na froncie zachodnim. Po jej niepowodzeniu i przegraniu drugiej bitwy nad Marną był on zwolennikiem zawieszenia broni. Lekkomyślne poparcie przez Ludendorff’a finansowania rewolucji bolszewickiej przez skarb w Berlinie przyczyniło się do sukcesu Parvus’a, znanego już od 1900 roku z takich publikacji jak „Socjalna rewolucja narzędziem proletariatu w zniszczeniu kapitalizmu”, ”Rewolucja celem głównym” czy „Tylko siła stosowana bezwzględnie liczy się”. W 1903 roku Parvus uczył Leona Trotsky’ego, a w 1906 roku żył “na wiarę” z Rosą Luxemburg (ur. Luksemburg pod Zamościem), działaczką komunistyczną w Niemczech.
Bankster rewolucji bolszewickiej, dr Aleksander Izrael (Lazarewicz Helphand-Gelfand) uzyskał nieograniczone fundusze od imperialnego rządu w Berlinie dla uczynienia z kliki konspiratorów potęgi rewolucyjnej w Rosji. Popierał niepodległą Ukrainę oraz wraz z Rosą Luxemburg był zdecydowanym przeciwnikiem niepodległości Polski. Został on obywatelem pruskim w 1916 roku jako „nosiciel kultury niemieckiej”.

Iwo Cyprian Pogonowski
http://www.pogonowski.com

Żródło:


Realizacja Agendy21 widoczna w walce z ogródkami działkowymi

Niestety, ale 99,9% Polaków nie zdaje sobie sprawy z ludobójczych planów globalnych elit realizowanych m.in. przez ONZ, media i „chłopców do bicia” w postaci sił „pokojowych” ONZ czy NATO. Dlatego też szokiem dla wielu była niedawna afera z wywłaszczaniem działkowców w Polsce. Komentarze na ten temat nie pozostawiają cienia wątpliwości, że Polacy myślą lokalnie, a nie globalnie – co może doprowadzić nas wszystkich do tragicznego końca. Zresztą nie dotyczy to tylko ogródków działkowych, ale wydawało by się tak odległych spraw jak „katastrofa” w Smoleńsku, która zapewnie była zrealizowana przez tych samych ludzi, którzy  dążą do pozbawienia nas własności ziemskiej. W w.w. artykule o wywłaszczaniu z ogródków działkowych czytamy: „Dla większości obserwatorów był to tylko kolejny opresyjny pomysł naszych władców. Wiele osób stwierdzało, wprost, że celem jest skok na ziemię celem zagospodarowania jej inaczej, na przykład sprzedając ją i zasilając żarłoczny budżet państwa jednorazowym zastrzykiem gotówki.

Teraz jednak walka z ogródkami zaczyna się też w innych krajach a to daje do myślenia, co do rzeczywistej przyczyny likwidacji tej popularnej formy prowadzenia upraw na własny użytek. Lokalne władze w kanadyjskim Quebecu zaczynają zwalczanie przydomowych ogródków. Ludzie otrzymują pisma zobowiązujące ich do zaprzestania upraw. Kanadyjscy urzędnicy dorobili sobie podstawę prawną na mocy, której mogą traktować opornych mieszkańców odpowiednimi sankcjami. Urzędowo określono procent trawnika, jaki ma być wokół domu a w wypadku nie przestrzegania zakazu upraw będzie interweniować policja. Podobne opresje zaczynają się pojawiać również w USA…”. W świetle podpisanej w roku 1992 przez 196 krajów ONZ dokumentu o nazwie Agenda 21 (Plan na XXI wiek), człowiek jako jednostka nie będzie mógł posiadać własności ziemskiej.

Wszystkie indywidualne gospodarstwa zostaną zlikwidowane, a produkcją żywności zajmą się wielkie międzynarodowe molochy rodzaju Monsanto. Ta idea rodem z Manifestu Komunistycznego nie jest fikcją – „Zrównoważony Rozwój” Agendy21 jest realizowany na całym świecie, także i w Polsce, czego najlepszym dowodem jest atak na ogródki działkowe. A to jest dopiero początek ataku na rolnictwo indywidualne. Po wprowadzeniu podatku katastralnego, który zniszczy więcej niż połowę gospodarstw, można oczekiwać wprowadzenia przepisów, które uczynią własną produkcję żywności nieopłacalną bąd też nielegalną.




Źródło:
www.monitor-polski.pl

czwartek, 23 sierpnia 2012

X. TADEUSZ KIERSZTYN NIE ŻYJE.




22 sierpnia, w Dniu  Najświętszej Maryi Panny, Królowej, zmarł od ran poniesionych w wypadku samochodowym X. Tadeusz, gorący orędownik Jezusa Chrystusa Króla Polski.


X. Tadeusz  był postulatorem procesu beatyfikacyjnego Rozalii Celakówny.

Był autorem wielu opracowań na temat spraw Kościoła, należał do nielicznych kapłanów, którzy odważyli się wypowiadać o Soborze Watykańskim Drugim, jako przyczynie zła w Kościele Świętym.

“…Chciałbym pokrótce przedstawić dramat mego życia poświęconego dziełu Intronizacji Jezusa Króla w naszym Narodzie. Od kilkunastu lat władze duchowne zmuszały mnie, bym zaparł się Jezusa Króla i bym wraz z narodem Izraelskim wybrał Barabasza, tak jak to uczyniły one na fali soborowych przemian.Gdy sztandaru Jezusa Króla Polski mimo wszelkich gróźb, kar i nacisków nie chciałem wypuścić z dłoni, postawiono mnie, tak jak ongiś górników z “Wujka”, przed plutonem “egzekucyjnym”, którym dowodził sam kard. Stanisław Dziwisz, i nie strzelano do mnie z broni palnej, lecz popełniono na mnie mord moralny przy użyciu broni, znanej dobrze siłom ciemności.”

Śmierć ta jest kolejną nagłą śmiercią całej już rzeszy godnych kapłanów Kościoła Świętego w Polsce, w okresie po  II Wojnie Światowej, a co daje asumpt do zastanowienia się nad tym, czy obecny stan jest stanem pokoju, jak to daje się nam zwodniczo kontemplować.

Jeżeli śmierć ta jest zbrodnią, to X. Tadeusz jest już zbawiony,  jako ten, który dodał życie za Chrystusa.



(-)Red.




KAPŁAN PRZED PLUTONEM EGZEKUCYJNYM:

Chciałbym pokrótce przedstawić dramat mego życia poświęconego dziełu Intronizacji Jezusa Króla w naszym Narodzie. Od kilkunastu lat władze duchowne zmuszały mnie, bym zaparł się Jezusa Króla i bym wraz z narodem Izraelskim wybrał Barabasza, tak jak to uczyniły one na fali soborowych przemian.Gdy sztandaru Jezusa Króla Polski mimo wszelkich gróźb, kar i nacisków nie chciałem wypuścić z dłoni, postawiono mnie, tak jak ongiś górników z “Wujka”, przed plutonem “egzekucyjnym”, którym dowodził sam kard. Stanisław Dziwisz, i nie strzelano do mnie z broni palnej, lecz popełniono na mnie mord moralny przy użyciu broni, znanej dobrze siłom ciemności. Zanim opiszę te smutne wydarzenia, by były one zrozumiałe, krótko przedstawię historię mego życia, umieszczając w niej linki do najważniejszych dokumentów.Moja droga życia
      Nazywam się Tadeusz Kiersztyn i mam obecnie 62 lata. Do zakonu jezuitów wstąpiłem w sierpniu 1971 roku. Studia z zakresu duchowości ukończyłem w Rzymie w roku 1980. Rok wcześniej zostałem wyświęcony również w Rzymie przez papieża Jana Pawła II. W zakonie jezuitów pełniłem funkcje prefekta kleryków, a potem Krajowego Dyrektora Apostolstwa Modlitwy i redaktora naczelnego “Posłańca Serca Jezusowego”. Jednakże cały czas specjalizowałem się w formacji duchowej świeckich.
Rok 1996 był rokiem przełomowym w moim życiu, gdyż pod wpływem pism Rozalii Celakówny Pan Bóg pozwolił mi przewartościować całą dotychczas zdobytą wiedzę pod kątem Jego królewskiej godności. Dogłębnie zrozumiałem, że to Bóg króluje nad narodami (Ps 47,9) i że On jest jedynym Władcą, Królem królów i Panem panujących (1Tm 6,15). Raduj się ziemio opromieniona tak niezmiernym blaskiem, a oświecona jasnością Króla Wieków, poczuj, że wolna jesteś od mroku, co świat okrywa (Exultet).
W przeciągu dwóch miesięcy doprowadziłem do otwarcia procesu kanonizacyjnego Rozalii Celakówny, apostołki Jezusa Króla Polski, na terenie Archidiecezji Krakowskiej przez ks. kard. Franciszka Macharskiego, co miało miejsce 5.11.1996 r. Od tej chwili “nasza Rózia” otrzymała tytuł Służebnicy Bożej, a ja poświęciłem cały wolny czas, by z jednej strony wspierać czynności procesowe, a z drugiej strony by głosić Polsce misję Rozalii – wezwanie do ogłoszenia Pana Jezusa Królem Polski przez władze kościelne i państwowe.
W niecały miesiąc po otwarciu procesu S.B. Rozalii Celakówny ofiarowałem Panu Jezusowi w Bazylice Serca Jezusa w Krakowie, wśród dość dramatycznych okoliczności, wotum – złotą koronę. To wydarzenie spowodowało, że ujawniły się ukryte dotąd w zakonie jezuitów i w Kurii krakowskiej siły liberalne, niewiele mające wspólnego z Objawieniem i z religią katolicką, wrogo nastawione do idei panowania Boga w naszym Narodzie. Głównymi wtedy przeciwnikami Jezusa Króla Polski objawili się: prowincjał jezuitów Prowincji Polski Południowej o. Adam Żak oraz metropolita krakowski ks. kard. Franciszek Macharski, co skutkowało tym, że na drodze zakazów i poprzez różnego rodzaju ostracyzmy próbowano zniechęcić mnie do szerzenia posłannictwa Rozalii. Po dwóch latach utarczek, gdy zorientowano się, że wyżej cenię obowiązek wiary niż względy ludzkie, postanowiono mój problem rozwiązać definitywnie. W czerwcu 1998 r. złożono mnie ze stanowiska Krajowego Dyrektora AM oraz z redaktora naczelnego “PSJ”, a w trzy miesiące potem zażądano ode mnie, bym opuścił Polskę na nieokreślony czas.
W tym czasie jezuici opcji liberalnej czynili wszystko, by zdyskredytować posłannictwo Rozalii, a zwłaszcza wszystkie działania związane z Intronizacją Pana Jezusa na Króla Polski. Już w lutym 1998 r. o. prowincjał Adam Żak podczas egzorty wygłoszonej do członków wspólnoty jezuickiej na Przegorzałach w Krakowie stwierdził, że misją Kościoła nie jest szerzenie Królestwa Bożego na ziemi, a tylko działalność charytatywna. Ten nieporównywalnie heretycki pogląd, godzący w samą istotę Ewangelii, uświadomił mi, jak dalece Towarzystwo Jezusowe zatraciło ducha swego charyzmatu, a także jak groźne może to być dla Kościoła. W tym czasie bowiem szeptano między jezuitami, że o. A. Żak wraz z bp. T. Pieronkiem oraz bp. J. Życińskim przygotowywali razem przemówienia papieskie przed kolejną podróżą do Polski Jana Pawła II.
Rozwój wydarzeń, o których należałoby swoją drogą napisać obszerne sprawozdanie, nie pozostawiał złudzeń, że z chwilą mego wyjazdu z Polski zniszczony zostanie proces Rozalii oraz zniszczona zostanie założona przeze mnie Fundacja Serca Jezusa – powód (łac. actor) w procesie kanonizacyjnym S.B. Rozalii Celakówny (dla wyjaśnienia dodam, że powód to “osoba” zajmująca się finansowaniem procesu oraz prowadzeniem Biura Postulacji przez wskazanego przez siebie postulatora kanonicznie zatwierdzonego). Zważywszy na głęboki kryzys wiary w zakonie jezuitów oraz potrzebę wzięcia w obronę Fundacji Serca Jezusa – pełniącej rolę powoda w procesie – i Biura Postulacji S.B. Rozalii Celakówny, moja decyzja brzmiała: Jeśli zakon zmusza mnie do opuszczenia Polski, to wolę opuścić zakon, by zostać w Polsce dla wyżej wymienionych racji. Moją decyzję przedstawiłem w liście do prowincjała z dnia 30 września 1998:
Powiadamiam, że przed Panem Bogiem i własnym sumieniem podjąłem definitywną decyzję opuszczenia Towarzystwa Jezusowego. Wstąpiłem do Towarzystwa Jezusowego z niezłomną wolą służenia w nim Chrystusowi i bronienia Jego Królestwa na ziemi przed atakami szatana, działającego przez ludzi mu uległych (por. ĆD, Medytacja o dwóch sztandarach). Przez prawie 30 lat coraz bardziej przygniatała mnie świadomość, że Towarzystwo Jezusowe zdradziło swe szczytne ideały, demonstrując w obliczu współczesnych zagrożeń przerażającą pasywność lub – w osobach poszczególnych kapłanów – jawnie spiskując przeciwko Chrystusowi i Jego Królestwu.
Rozwój wydarzeń z ostatnich miesięcy, dotyczących mojej osoby i mojej działalności, przekonał mnie o beznadziejności co do dalszych prób zrealizowania mego powołania na drodze, którą obecnie kroczy Towarzystwo Jezusowe. Przy okazji z przykrością muszę stwierdzić, że poziom moralny, jak również poziom świadomości teologicznej Ojca Prowincjała, które ujawniły się zwłaszcza w prowadzonych ze mną rozmowach, były dla mnie w najwyższym stopniu gorszące. Jestem głęboko przekonany, że prowadzi Ojciec Prowincję sobie powierzoną do duchowego samozniszczenia, szkodząc tym samym całemu Kościołowi.
Biorąc to wszystko pod uwagę, dalsze przebywanie w Towarzystwie Jezusowym niesie dla mnie nieuchronną groźbę zmarnowania życia i budzi poważne obawy o zbawienie wieczne. Dlatego też, doświadczając wielkiej udręki duchowej, którą powoduje powyższa świadomość, jak też psychicznej niemożności dalszego wywiązania się ze ślubów zakonnych, złożonych przeze mnie w dobrej wierze w Towarzystwie Jezusowym, ze swej strony w sposób całkowicie wolny i świadomy z dniem dzisiejszym zrywam te więzy, które łączą mnie z Zakonem poprzez śluby, równocześnie komunikując, że rozpoczynam stosowne starania, by zerwanie tych więzów zostało także uznane od strony formalnej przez kompetentną władzę kościelną.
Dom Zakonny, w którym obecnie przebywam, opuszczę w terminie podanym mi przez Ojca w liście z dnia 29 września 1998 r., tj. do dnia 8 października 1998 r.
      Zgodnie z zapowiedzią opuściłem zakon w październiku 1998 roku, przenosząc się do Wspólnoty św. Klaudiusza, jednostki prawnie działającej w ramach Fundacji Serca Jezusa. Jednakże oficjalne rozwiązanie więzów z zakonem według prawa mogło nastąpić wyłącznie na drodze dymisji udzielonej mi przez zakon. Po rocznym oczekiwaniu dymisję z zakonu otrzymałem w dniu 25 września 1999 r. Rozpocząłem wtedy starania, by znaleźć przychylnego mi biskupa i tu objawiła się twarda rzeczywistość: zbyt potężnych miałem wrogów, by moje poszukiwania zostały uwieńczone sukcesem.
Chcąc uratować mą godność bezlitośnie szarganą przez dawnych współbraci, ujawniłem powody mego odejścia z Towarzystwa Jezusowego listem otwartym Do Jezuitów. Natomiast, by uratować me kapłaństwo, musiałem uciec się do niezamierzonego zresztą fortelu. W 2000 roku zwróciłem się do ks. kard. Macharskiego z pisemną prośbą o zezwolenie mi na wykonywanie święceń na rzecz Wspólnoty św. Klaudiusza. Ponieważ na mój list nie otrzymałem odpowiedzi od ks. Kardynała, pozwoliło mi to uchwycić się prawa do wykonywania czynności kapłańskich w oparciu o pozwolenie domniemane (zdjęcie 1, zdjęcie 2). Dla wyjaśnienia dodam, że “Kodeks Prawa Kanonicznego” zostawia w tym względzie dość szeroki margines, dzięki któremu mogłem rościć sobie prawo do wykonywania święceń (kan. 269, 693, 701, 1335). Jedynie suspensa (dekret zakazujący wykonywania święceń) udzielona mi w formie deklaratywnej przez kompetentną władzę kościelną mogła pozbawić mnie nabytego w powyższy sposób prawa do wykonywania święceń na rzecz Wspólnoty św. Klaudiusza. Suspensy nigdy nie otrzymałem. Jednakże Kuria krakowska i jezuici z Krakowa robili wszystko, by zmusić mnie do zaprzestania posługi kapłańskiej, co praktycznie pozbawiłoby mnie możliwości szerzenia misji Rozalii.Skazani na unicestwienie
Zaczęło się na początku roku 1999 od haniebnego ataku (zdjęcie 1, zdjęcie 2, zdjęcie 3, zdjęcie 4/1, zdjęcie 4/2) bpa Kazimierza Nycza na Fundację Serca Jezusa, co zarazem uderzało w proces Rozalii (pamiętajmy, że Fundacja była powodem w procesie) oraz miało na celu pozbawienie mnie jakiegokolwiek oparcia i możliwości działania. Metoda Kurii krakowskiej polegała na tym, by na pierwszym etapie działań w tej sprawie stworzyć pozory własnej bezstronności. Stąd nagle pojawiła się jakaś grupa osób świeckich, na interwencję której Kuria musiała zająć się sprawą Domu Rekolekcyjnego Fundacji.
Wyjaśnienia Fundacji na chwilę ostudziły niszczycielskie zapędy bpa K. Nycza – jak sądzę, będącego jedynie wykonawcą poleceń ks. kard. F. Macharskiego. Jednakże racje wyższe, domagające się zniszczenia Fundacji musiały wziąć górę nad zdrowym rozsądkiem, bo po pięciu miesiącach milczenia bp K. Nycz wydał niezwykle przewrotny komunikat. Z jednej strony rzucał on tyle niejasny, co głęboki oszczerczy cień na Fundację, a z drugiej strony izolował ją od kapłanów i wiernych pod płaszczykiem troski o dobro (a jakże) dzieci.
Drugi etap działań w tej sprawie polegał na tym, by komunikat dotarł do możliwie jak największej ilości ludzi. Opublikowano go w Biuletynie diecezjalnym, a następnie zadbano, by za pośrednictwem głównie ludzi świeckich dotarł on do najdalszych ośrodków i osób utrzymujących od lat łączność z Fundacją. Przypuszczam, że zasadniczy wpływ na te działania Kurii krakowskiej mieli jezuici, gdyż jeszcze w 2006 roku, po upływie 6 lat, o. Tadeusz Chromik rozsyłał nadal komunikat po całej Polsce osobom świeckim. Dla wyjaśnienia dodam, że komunikat “omijał” moją osobę, gdyż wtedy jeszcze formalnie należałem do Towarzystwa Jezusowego i nie było podstaw prawnych do bezpośredniego ataku na mnie, lecz pośrednio, ponieważ zamieszkałem w w/w Domu Fundacji, był przede wszystkim bezlitosnym ciosem we mnie. Przy okazji składam hołd osobom, które wtedy zarządzały Fundacją i prowadziły Dom Rekolekcyjny, bo cierpienie mi zadane z taką samą mocą spadło i na nie.
Oprócz ogromu poniesionych przeze mnie i przez Fundację upokorzeń ten atak nie przyniósł oczekiwanego skutku. Niemniej kampanię oszczerstw i pomówień, zarówno jezuici, jak i Kuria krakowska, kontynuowali w latach następnych. Nie ustawali w zniesławianiu mnie, udzielając fałszywych informacji, że zniszczyłem Apostolstwo Modlitwy, że porzuciłem kapłaństwo, że jestem suspendowany (przodował w tym kolejny jezuicki prowincjał o. Krzysztof Dyrek, rektor Bazyliki Serca Jezusa, o. Kazimierz Trojan, o. Tadeusz Loska i kilku innych jezuitów) lub że zostałem wyrzucony z zakonu i że nie mam prawa wykonywania święceń (przodowała w tym Kuria krakowska). Ponadto powyższe instytucje wbrew prawu i oczywistym faktom zniesławiały nadzorowane przez Fundację Serca Jezusa Biuro Postulacji S.B. Rozalii Celakówny twierdząc, że takowe nie istnieje, a jeśli działa, to nielegalnie. Z tego powodu zabroniono w Posłańcu Serca Jezusowego umieszczać adres Biura Postulacji, a wkrótce potem całkowicie usunięto z niego rubrykę poświęconą Rozalii.
Należałoby postawić pytanie, skąd u powyższych osób brał się ten zapał w niszczeniu Fundacji, Biura Postulacji i mnie? Według mego wieloletniego rozumienia całości wydarzeń odpowiedź jest jedna: to paniczny lęk i bunt wobec misji, która jest złączona z postacią Rozalii Celakówny, wyzwalały u nich tę skrajną determinację, którą można zrozumieć tylko w kontekście działań królestwa ciemności. Chodzi przecież o rzecz zasadniczą – jaki duch przejmie władzę nad światem!
Jak dalece Kuria krakowska podległa ks. kard. Franciszkowi Macharskiemu oraz jak dalece jezuici krakowscy sprzymierzyli się w zniszczeniu misji Rozalii, zmierzającej do poddania Polski pod władzę Jezusa Króla, świadczą takie działania, jak:
·   Stanowczy opór ze strony jezuitów i Kurii krakowskiej wobec projektu złożenia wotum – złotej korony – w Bazylice Serca Jezusa w Krakowie;
·   Nie dopuszczenie do wystawienia sarkofagu S.B. Rozalii Celakówny w Bazylice Serca Jezusa w Krakowie i do ekshumacji jej doczesnych szczątków z Cmentarza Rakowickiego, mimo poczynionych wszystkich wcześniejszych umów, uzgodnień prawnych i zezwoleń konserwatorskich. Ten akt wrogości powyższych władz wymaga odrębnego opracowania;
·   Systematyczne zwalczanie, oczernianie i pomawianie mojej osoby, zwłaszcza przez jezuitów. Jest to o tyle niezwykłe, że co roku paru jezuitów opuszcza zakon lub przebywa poza nim nielegalnie i nigdy się nie zdarzyło, by reszta jezuitów się nimi “interesowała” w ten sposób. Zatem powód tych prześladowczych działań musiał mieć jakieś ukryte tło – jak sądzę, wrogość wobec Jezusa Króla Polski;
·   Odmawianie przez 7 lat przez Metropolitę Krakowskiego podpisania gotowych dokumentów i zamknięcia procesu Rozalii na etapie diecezjalnym;
·   Bestialskie zniszczenie przez Kurię krakowską w roku 2001 zachowanego w dobrym stanie domu rodzinnego S.B. Rozalii Celakówny, tej najcenniejszej pamiątki – swoistej relikwii po niej – dla Kościoła powszechnego. Podstawowe informacje odnośnie do tej sprawy znajdziesz w dziale proces kanonizacyjny – dom rodzinny Rozalii, a całość czeka na bardziej szczegółowe opracowanie. Dodam tu tylko, że w tamtym czasie wydawało się, że zarówno mój los, jak i los Fundacji i Biura Postulacji jest już przesądzony i że wszyscy znikniemy razem z domem rodzinnym Rozalii po cichu i bez śladu, co ośmielało do podjęcia barbarzyńskiego działania. Stało się jednak inaczej.Między tymi faktami, a faktem otwarcia procesu Rozalii przez ks. kard. Franciszka Macharskiego wydaje się, że zachodzi sprzeczność, bo przecież otwarcie procesu świadczy o czymś innym. Niestety tak wydawać się może jedynie osobom nie znającym okoliczności otwarcia procesu Rozalii. Wyjaśnienie tej pozornej sprzeczności jest proste: od śmierci Rozalii minęło 50 lat, a od starań wyniesienia jej na ołtarze podejmowanych przez ks. Dobrzyckiego ponad 20 lat. Gdy w 1996 roku podjąłem starania o otwarcie procesu, ks. Kardynał miał dość mgliste wyobrażenie o Rozalii, pamiętając tylko, że swe życie poświęciła wenerycznie chorym. Ani on, ani nikt z biskupów decydujących o otwarciu procesu, nie znał jej posłannictwa. Z kolei przy prezentowaniu przyszłej kandydatki na ołtarze Biskupom Polskim wymaga się tylko ukazania heroiczności jej cnót, wiary i życia. Dlatego o misji Rozalii przed otwarciem procesu nikt nie wspomniał. Gdy po otwarciu procesu ujawniła się jej misja, wywołało to ogromny niepokój w Kurii krakowskiej i chęć wycofania się z tej, dla nich błędnej, decyzji.Działalność na rzecz Intronizacji
      Od 2003 r. na wielką skalę zacząłem szerzyć w Polsce misję Rozalii – Intronizację Jezusa Króla Polski. Ukazała się moja książka Ostatnia walka o Bogu Królu w dziejach świata i o Jego przeciwniku Lucyferze. Książka zyskała bardzo przychylne opinie ks. prof. Czesława Bartnika oraz abpa Stanisława Wielgusa i cieszy się do dziś powodzeniem. Opracowaliśmy “Siedmiodniowe nabożeństwo intronizacyjne” oraz została wykonana i seryjnie powielana figurka Jezusa Króla Polski. To wszystko sprawiło, że dzieło Intronizacji Jezusa na Króla Polski zaczęło rozwijać się żywiołowo.
Początkowo największym zagrożeniem dla szerzonego przez nas posłannictwa Rozalii było wypaczanie jego istoty przez tzw. Wspólnoty dla Intronizacji Najświętszego Serca. One to w osobach swych liderów: p. Ewy Nosiadek, p. Stanisława Leniartka, o. Henryka Klimaja, o. Jana Mikruta często w sposób naiwny i fanatyczny zastępowały Intronizację Osoby Chrystusa Króla Intronizacją Jego Serca. W ten sposób postać Jezusa Króla przysłaniały Jego Sercem, w efekcie sadowiąc na tronie nie Osobę, a tylko jeden z Jej organów, choć godny największego uwielbienia, to jednak nie wyrażający majestatu, wszechwładzy i osobowej godności Boskiego Króla. By zobrazować dramat tej pomyłki, ucieknę się do obrazu zaślubin: Proszę sobie wyobrazić sytuację, że pan młody pragnie zawrzeć związek małżeński nie z osobą, lecz z sercem swej narzeczonej. Czy byłby możliwy taki związek małżeński? Tak samo niemożliwa jest Intronizacja Serca – postawienie Serca w miejsce Osoby Króla.
W trosce o czystość kultu Jezusa Króla, a także, by nie utożsamiano działalności Biura Postulacji z działaniami osób niekompetentnych, postanowiliśmy zwrócić się w tej kwestii do kard. Franciszka Macharskiego listem z dnia 04.09.2004 r. Ku naszemu zaskoczeniu zdarzyło się, że odpisał na list do niego skierowany:
Jednakże już następna próba porozumienia się w sprawie Intronizacji z księdzem Kardynałem okazała się być nieudana. Poprosiliśmy o udzielenie imprimatur na “Siedmiodniowe nabożeństwo intronizacyjne” i choć opinia cenzora była pozytywna, to jednak imprimatur nie dano argumentując, że książka zawiera nabożeństwo intronizacyjne wg pism Służebnicy Bożej Rozalii Celakówny w sytuacji, gdy nie został jeszcze zakończony proces beatyfikacyjny. Na tym skończyła się ta lekka odwilż i nastąpiła dalsza twarda walka o uznanie Jezusa Królem Polski.
Rozchodziły się materiały intronizacyjne i sprawa posłannictwa Rozalii stawała się coraz bardziej znana. Lecz równocześnie coraz więcej księży biskupów oraz księży o orientacji liberalnej lub wprost promasońskiej poczęło atakować dzieło Intronizacji Jezusa na Króla Polski. Najskuteczniejszym zaś sposobem jego zwalczania było zajadłe oczernianie mnie i współdziałających ze mną podmiotów. W tej walce z Jezusem Królem nadal przodowali jezuici i Kuria krakowska. Niektórzy jezuici jak na przykład: o. Stanisław Łucarz, o. Ryszard Machnik, o. Marek Wójtowicz pisali artykuły o tym, że Pan Jezus pragnie tylko korony cierniowej, że jest sługą pokornym człowieka i ani myśli nad nim panować. Po Polsce rozesłano misjonarzy, którzy pod kierunkiem o. S. Móla SJ podczas rekolekcji misji parafialnych “wylewali” kubły pomyj na mnie i na prowadzoną przeze mnie działalność intronizacyjną. Inni jezuici, jak na przykład o. Krzysztof Dyrek, o. Tadeusz Chromik, o. Tadeusz Loska, swymi informacjami zasiewali nieufność wobec misji Rozalii i mojej osoby, a poszukujących prawdy lub sensacji odsyłali do Kurii krakowskiej. Ta z kolei potwierdzała wcześniejsze dezinformacje dotyczące mnie i Biura Postulacji.
Ze smutkiem obserwowałem, jak złote ziarno prawdy o królowaniu Jezusa nad naszym Narodem, posiane nieraz w najdalszych częściach Polski, było szybko odnajdywane przez kruki ciemności i niszczone. Ludzie zapalali się do Intronizacji Jezusa na Króla Polski, ale zmrożeni informacjami o “Szczyglicach”, płynącymi z najbardziej autorytatywnych źródeł często zamieniali swój zapał do Intronizacji na żądzę zniszczenia mego imienia i wszystkiego tego, co z nim się łączyło – przede wszystkim moich publikacji o Jezusie Królu Polski. Eskalacja działań zniesławiających mnie była tak wielka, że postanowiłem szukać obrony u Episkopatu Polski. Do prawie wszystkich biskupów wysłałem list z prośbą o pomoc, dołączając do niego dokumenty obrazujące moją sytuację oraz metody niszczenia mnie. Jednakże pasterze byli zbyt zajęci swoimi sprawami, by zawracać sobie głowę tym małym epizodem w życiu Kościoła w Polsce. Owszem z Sekretariatu Episkopatu Polski otrzymałem odpowiedź, w której zawarte są słowa współczucia, ale która do sprawy nic nie wniosła.Objawiona nienawiść do Jezusa Króla Polski
      Zmiana na stanowisku metropolity krakowskiego budziła we mnie nadzieję. Nowy Arcybiskup Krakowa, okryty sławą po zmarłym Janie Pawle II, zasiadając na swym tronie w Katedrze wawelskiej może uzna prawa Pana Jezusa do korony Polski? Początki nowych rządów metropolią krakowską były dość obiecujące. Przede wszystkim nastąpiła wymiana urzędników na najważniejszych stanowiskach w Kurii, a ksiądz Kardynał czynił wrażenie człowieka otwartego i życzliwego.
Poczynając od 2005 roku, udawały się do księdza kard. Stanisława Dziwisza delegacje w mojej sprawie i w sprawie zamknięcia procesu. W czasie tych spotkań nigdy nie padły z jego strony nieżyczliwe słowa, lecz tematu też nigdy nie podjął, ograniczając się do grzecznościowych gestów. Odczekawszy nieco aż po ingresie przeminie pierwszy natłok wydarzeń, udałem się 5.11.2005 r. do ks. abpa Stanisława Dziwisza na rozmowę, by przedstawić mu prośbę o kanoniczne uregulowanie mej sytuacji. Prośbę tę przedstawiłem również na piśmie, do którego dołączyłem szereg dokumentów obrazujących moje dotychczasowe starania i źródło dotychczasowych moich trudności. Otrzymałem ustne zapewnienie od ks. abpa S. Dziwisza, że odpowiedź w mej sprawie dostanę na piśmie. Gdy czas oczekiwania na nią przedłużał się, rozpocząłem starania o powtórne z nim spotkanie. Ks. Sekretarz indagowany dwukrotnie przeze mnie w lutym i w kwietniu 2006 roku za każdym razem polecał mi nadal czekać.
Jednakże czas mierzony wydarzeniami intronizacyjnymi biegł o wiele szybciej i nie pozwalał mi na bezczynność. Angażując się w te wydarzenia, coraz bardziej narażałem się środowiskom wrogim Jezusowi Królowi Polski. Na przełomie kwietnia i maja 2006 roku odbyła się “burzliwa” dziewięciodniowa adoracja w Katedrze wawelskiej, uwieńczona Aktem intronizacyjnym Jezusa Króla Polski. Mnożyły się pielgrzymki intronizacyjne i różne akcje promujące Intronizację. Coraz częściej zapraszano mnie do różnych ośrodków w Polsce z prelekcjami na temat Intronizacji Jezusa Króla Polski, w tym dwukrotnie do Warszawy na spotkanie z parlamentarzystami. Podczas tych spotkań przekazywałem Boże wezwanie do uznania Pana Jezusa Królem Polski, co według objawień udzielonych Rozalii ma być warunkiem ocalenia naszego narodowego bytu. Po tych spotkaniach docierały do mnie różne odgłosy, bądź przychylności, bądź wrogości. Zdawałem sobie sprawę, że narastająca w Polsce fala żądań Intronizacji Jezusa na Króla Polski zmusza poszczególne osoby i całe środowiska, nie wyłączając ludzi Kościoła, do opowiedzenia się po którejś ze stron. Niestety z Kurii krakowskiej zaczęła sączyć się w mym kierunku narastająca wrogość. Na domiar złego okazało się, że najbliższy przyjaciel o. A. Żaka, który teraz piastuje w Rzymie jedno z najwyższych stanowisk w Towarzystwie Jezusowym, człowiek najbardziej wpływowy z krakowskich jezuitów, o. Bogusław Steczek, był mocno związany poprzez Rzym z obecnym Metropolitą, co nic dobrego nie wróżyło moim staraniom.
Ponadto kwestia Intronizacji pod koniec roku 2006 osiągnęła w Polsce stan wrzenia, gdy media ujawniły treść projektu poselskiej uchwały o nadanie Panu Jezusowi tytułu: Jezus Król Polski. Siły wrogie tej inicjatywie, odrzucające Jezusa Króla Polski, obecne także pośród hierarchii przystąpiły wprost do furialnego ataku na propagatorów i zwolenników Intronizacji. Zdawałem sobie sprawę, że siłą rzeczy znajdę się w samym centrum zmagań i represji, ale nie przypuszczałem, że okażą się one tak brutalne.
Dotychczas architekci obrony Polski przed Jezusem Królem pośród kościelnej hierarchii starali się ukryć swą postawę przed Narodem albo milcząc, albo udzielając wymijających odpowiedzi. Jednakże zostali zmuszeni do ujawnienia swych przekonań, gdy posłowie projektodawcy uchwały, nadającej Panu Jezusowi tytuł: Jezus Król Polski, zwrócili się z pisemną prośbą do Episkopatu o zajęcie w tej sprawie stanowiska. Ani przyzwolenie, ani zakaz bądź ze względów politycznych, bądź ze względów religijnych, nie wchodziły w grę. Zdecydowano się na trzecią możliwość, będącą klasycznym półśrodkiem: postanowiono zamknąć proces Rozalii na terenie Archidiecezji krakowskiej, jednocześnie zobowiązując posłów do zaniechania działań w sprawie powyższej uchwały. Pozwoliło im to na zachowanie twarzy, a jednocześnie, przynajmniej chwilowo, oddalić widmo uznania Jezusa Królem Polski. Prawdopodobnie w tych rachubach zamkniecie procesu było z dwojga złego mniejszym złem, gdyż w Rzymie dalszy proces Rozalii można zagrzebać na wiele, wiele lat. Tak więc od siedmiu lat zablokowany proces z racji – jak sadzę – politycznych, a nie religijnych ruszył z miejsca, ale bez oznak przychylności ze strony ks. kard. S. Dziwisza, co potwierdziły potem wszystkie okoliczności związane z zamknięciem procesu S.B. Rozalii Celakówny.

Egzekutorzy w akcji
      Pierwszą ciemną chmurą zapowiadającą burzę był list Kanclerza Kurii, ks. Piotra Majera, do prof. A. Flagi, napisany w imieniu Kardynała na dwa tygodnie przed zamknięciem procesu. W liście tym ks. Kanclerz “ni w pięć ni w dziewięć” kwestionował moją osobę, stwierdzał że Biuro Postulacji S.B. Rozalii działa w Szczyglicach nielegalnie, a także przypisywał środowiskom patriotyczno-narodowym, upominającym się o wyniesienie Rozalii na ołtarze oraz o Intronizację Jezusa na Króla Polski, motywy polityczne. Te trzy oskarżenia miotane przez Kurię krakowską niczym pociski miały zniszczyć naszą satysfakcję i przyszłe korzyści dla Intronizacji Jezusa Króla, płynące z faktu zamknięcia procesu Rozalii. Oczywiście na list skierowany do Ks. Kardynała (zdjęcie 1, zdjęcie 2/1, zdjęcie 2/2, zdjęcie 3/1, zdjęcie 3/2), będący mimo wszystko próbą wyjaśnienia tych pomówień, pan prof. A. Flaga nie otrzymał odpowiedzi. W miarę jak zbliżał się termin zamknięcia procesu, gęstniała atmosfera sekretu i niepewności, co wydarzy się podczas jego zamknięcia. Wytworzyła się sytuacja bardzo niezręczna, bo z jednej strony Kuria traktowała Fundację i Postulację jak intruzów, a z drugiej strony, by proces był ważnie zamknięty musiała uznać ich umocowanie kanoniczne w procesie.
Nadszedł 17 kwietnia 2007 r., dzień zamknięcia procesu. Ponieważ sesja końcowa procesu została utajniona, na “salę obrad” przybyły osoby mające z urzędu obowiązek lub prawo do wzięcia udziału w jej przebiegu. Dlatego dla przedstawicieli Fundacji Serca Jezusa oraz Biura Postulacji zaskoczeniem było, że oprócz Członków Trybunału, na sesję przybyło kilku zaproszonych jezuitów. Spotkały się zatem połączone siły Kurii krakowskiej z jezuitami, by przeprowadzić zamknięcie procesu S.B. Rozalii Celakówny. Gdy wszystkim urzędowym formalnościom stało się zadość i gdy akta zamykające proces zostały opatrzone podpisami i pieczęciami, szybko wyjaśniła się tajemnicza obecność jezuitów. To właśnie im ksiądz Kardynał zlecił troskę o dalsze prowadzenie procesu Rozalii oraz dbałość – jak to sam nazwał – o czystość jej posłannictwa! Przy okazji chciałbym zapoznać Państwa z bardzo ciekawym dokumentem z 1996 roku świadczącym o zadziwiającej metamorfozie podejścia jezuitów do sprawy procesu Rozalii.
Osoby reprezentujące Fundację i Biuro Postulacji wyszły z sesji końcowej procesu Rozalii pokonane, z poczuciem wielkiej krzywdy. Jednakże oścień nienawiści nie przeciw nim był wymierzony. W dwa dni potem “pluton egzekucyjny” został uzbrojony w niepodpisaną Informację na temat działalności ks. Tadeusza Kiersztyna i jakby pazernemu złu tego było mało, w drugiej części Informacji zamieszczono (jedyną zresztą) oficjalną wiadomość o zamknięciu procesu Rozalii. Postąpiono tak w tym celu, by błoto, którym mnie obrzucano, skapywało na Rózię, na jej proces i misję – zaprawdę diabelski pomysł, by zniechęcić ludzi do ogłoszenia Pana Jezusa Królem Polski:
Treść tej informacji, bez uprzedniej rozmowy ze mną, bez powiadomienia mnie o niej i bez możliwości ustosunkowania się do stawianych mi zarzutów, jest przemyślaną próbą dokonania moralnego mordu na mojej osobie przez kurialny “pluton egzekucyjny”.
Powyższą informację Kuria krakowska udostępniła bezzwłocznie zorganizowanej przez p. Annę Krzyk grupie osób świeckich, by mogły ją upowszechnić z odpowiednim komentarzem we wszystkich środowiskach, z którymi do tej pory współpracowałem lub które mnie znały i ceniły. Od tych osób droga okrężną dowiedziałem się o rozsyłanej po Polsce informacji i o wyjątkowo perfidnym załączniku, który z ofiary czyni winowajcę, a z oprawcy dobrodzieja. Posłużono się zatem tą samą metodą, którą Kuria wcześniej przetestowała w zwalczaniu Fundacji, udoskonalając ją o tyle, że pod Informacją nie było już podpisu, by ewentualna odpowiedzialność za nią spadła na wielu, a zatem na nikogo!
Oto treść załącznika do Informacji przekazywanego głównie drogą elektroniczną:       Gdyby ten tekst pisał sam diabeł, to mógłby być z niego dumny, gdyż nie zawiera on ani jednego prawdziwego stwierdzenia, oprócz informacji o możliwości zakupu zdjęć.
Znajomy ksiądz mnie ostrzegał, że według Marii Valtorty w czasach ostatecznych na dziesięć osób siedem będzie Judaszami. Ponieważ trzon tej grupy utworzonej przez p. Annę Krzyk stanowią osoby, które przez dłuższy okres czasu podawały się za moich przyjaciół, w pewnym momencie przejętych przez jezuitów, potwierdza się moje przypuszczenie, że Ostatnia walka już nastała.
Uderzenie to jakoś przeżyłem. Nie pozostało mi zatem nic innego, jak odnieść się do informacji oficjalnym listem napisanym w dniu 3 maja 2007 r. (zdjęcie 1, zdjęcie 2):
Na powyższy list odpowiedzi nie otrzymałem. W naszych czasach powstał zwyczaj, że do terrorysty faktycznego, czy urojonego strzela się bez uprzedzenia, a z postrzelonym się nie rozmawia, lecz szuka się sposobności, aby go dobić. Ponieważ w walce ze mną komando świeckie okazało się za mało skuteczne i za mało przebiegłe, znów padł rozkaz użycia w walce ze mną “broni” cięższego kalibru. Informację na temat mojej rzekomej działalności wydrukowało w nr 22/2007 Źródło – tygodnik rodzin katolickich, szczycący się tym, że broni życia od poczęcia do naturalnej śmierci.
Niezwłocznie do akcji przystąpili także jezuici, propagując po Mszach św. w Bazylice Serca Jezusa i na czuwaniach nocnych Informację. “Zadbali” także o czystość misji Rozalii, głosząc wiernym konieczność przeprowadzenia Intronizacji Serca Jezusa zamiast Intronizacji Jezusa Króla.
Jak tu się bronić, gdy wilki zewsząd atakują? Napisałem list z prośbą o pomoc do wszystkich Kardynałów, Arcybiskupów i Biskupów Polskich, dołączając Informację i moją na nią odpowiedź. Odpisali mi tylko trzej hierarchowie (zdjęcie 1, zdjęcie 2, zdjęcie 3).
Napisałem także w sprawie wydrukowanego w Źródle paszkwilu list na ręce Redaktora naczelnego dr inż. Adama Kisiela – czekam na odpowiedź.
Z pomocą przyszły mi organizacje narodowo-patriotyczne od dawna walczące o uznanie Pana Jezusa Królem Polski. Organizacje te wysłały piękny list do Kongregacji w Rzymie (zdjęcie 1, zdjęcie 2, zdjęcie 3) oraz wykazały moje zasługi w liście skierowanym do kard. S. Dziwisza (zdjęcie 1, zdjęcie 2, zdjęcie 3), później wydrukowanym w Źródle nr 20/2007. ponadto z pomocą modlitewną przyszło mi wiele osób i organizacji z Polski i z zagranicy. Wszystkim tym organizacjom i osobom serdecznie dziękuję za podtrzymanie w mych rękach sztandaru Jezusa Króla Polski. Natomiast do Jego przeciwników apeluję w imię Boga: Opamiętajcie się!

ks. Tadeusz Kiersztyn

Szczyglice, dnia 9 czerwca 2007 r.

X. TADEUSZ KIERSZTYN WALCZY O ŻYCIE.

ULEGŁ WYPADKOWI SAMOCHODOWEMU.

JEGO POJAZD ZOSTAŁ NAJECHANY PRZEZ “TIR”.







Bartosz Cz.



Miałem dziś okazję odbierać telefony w Szczyglicach. Setki ludzi z całego świata dzwoniło, składając nie tylko kondolencje, ale i świadectwo wielkiej wiary, ufności i miłości do Boga oraz świadectwo świętości życia ks. Tadeusza Kiersztyna. Chcę dołożyć moje dwa słowa do tego świadectwa, znałem bowiem Ojca bardzo dobrze.
Kiedy adorował Pan Jezusa w Najświętszym Sakramencie, klęcząc na ziemi przez godzinę, prawie nie odrywał wzroku od Tronu Chwały, a na twarzy gościł tajemniczy uśmiech, uśmiech dziecka, uśmiech przyjaciela, jak się uśmiecha do kogoś bardzo bliskiego, kogoś, kogo się rozumie bez słów.
Nigdy nie zależało mu na sobie i swojej opinii, nie zależało mu też na żadnym rozgłosie, wszystko co robił, planował dla dobra Dzieła Intronizacji. Na jego barki spadły coraz to nowe i coraz to gorsze prześladowania i cierpienia, a on był tak pogodny i radosny, jakby tu na ziemi żył już Niebem. To Niebo odbijało się zwłaszcza w oczach. Owszem, potrafił się zdenerwować, irytowała go zwłaszcza zawziętość ludzka w głupocie i w grzechu – ale w tej złości nie było nic osobistego. Potrafił osoby, które go skrzywdziły, polecać na modlitwie z taką miłością i gorliwością, jakby to były najbliżsi członkowie jego rodziny. W ogóle nie traktował tego w kategoriach osobistych. Jeśli martwił się i złościł szykanami i oszczerstwami, to dlatego, że wiedział, że ostatecznie wcale nie są zwrócone w jego stronę, lecz w stronę Dzieła Intronizacji Jezusa Króla Polski.
Kochał Jezusa miłością bez granic, miłością sługi, żołnierza, przyjaciela, krewnego, miłością kogoś najbliższego. I tęsknił za Nim niesamowicie. Tak bardzo to było widoczne na każdej poniedziałkowej modlitwie… Wyrywał się do Pana.
Walczył ze złym duchem. Była to walka potężna, stawał bowiem do walki z istotami wielokrotnie potężniejszymi od siebie – zawsze z imieniem Jezusa Króla Polski na ustach, w sercu, na dłoniach… Mocą sakramentu kapłaństwa i Duchem zjednoczenia z Chrystusem przepędził wiele demonów, uratował wielu ludzi. Wielokrotnie powtarzał, że nie boi się złego ducha, lecz boi się ludzi przez których zły duch działa. Wiedział, że tylko oni mogą mu zrobić realną krzywdę.
Niezwykłą troską i matczyną niemal miłością otaczał osoby, które razem z nim angażowały się w Dzieło Intronizacji. Nikt w życiu nie pomógł mi tak, jak on. Pomagał zawsze, nigdy się nie narzucał. Widział bardzo wiele, ale sam najczęściej nie interweniował. Delikatność ojca, jak delikatność Boga, który się nie narzuca, choć wie i może wszystko. Podejmował nasze problemy jak swoje, tyle ludzi lgnęło do niego, jak do ojca, jak do wyroczni, jak do sługi i proroka Boga, którym w istocie był. Kocham go i zawdzięczam mu życie duszy. Prawdziwy Ojciec.

Nadesłała Teresa


Źródło:
gazetawarszawska.com

Z innego blogu:

monitorpolski

  • 25 sierpnia 2012 at 05:01 · Odpowiedz
    Mam bezpośrednie informacje od osoby z otoczenia zabitego księdza. TIR kierował się wprost na kierowcę. Ja nie mam wątpliwości po tym co usłyszałem, że to było zaplanowane z zimną krwią morderstwo. Oprócz „samobójstw”, zabijanie za pomocą samochodów ciężarowych jest znaną formą realizacji zamówień na eliminację niewygodnych ludzi. W USA polityków likwiduje się np. zabijając w „wypadkach” lotnicze. Zresztą w Polsce też…


    Rating: +3 (from 3 votes)



  • monitorpolski
    25 sierpnia 2012 at 05:30 · Odpowiedz
    Czy przypadkiem „przypadkowo” nie był to ten sam kierowca, który zabił posła Adwenta wraz z rodziną specjalnie wzmocnionym TIR-em z kierownicą po prawej stronie? Nawet nie postawiono mu zarzutów, tak samo jest i w tym przypadku. O czym to świadczy? Że cały system śledczy jest w rękach morderców Polaków.

Non Serviam (3)


WIELKI ARCHITEKT WSZECHŚWIATA.
Obrońcy ruchu wolnomularskiego twierdzą, że istnieje masoneria “lepsza” i “gorsza”, zależnie od czasu i miejsca. Jako argument podają, iż symbole masońskie posiadają wielorakie znaczenie, a krytykujący masonerię nie są w pełni kompetentni, by to czynić, ponieważ nie znają tajemnic przekazywanych ustnie. Według nich, każda krytyka wolnomularstwa jest krytyką powierzchowną. Może być w tym i nieco prawdy; jednak, jak długo masoneria jest konspiracją, jak długo posiada stopnie wtajemniczenia spowite zmową milczenia, tak długo powinna być traktowana jako obce ciało w organizmie narodowym, jako twór, który w każdej chwili może wywołać wywrotową epidemię .
Dla tych, którzy wierzą w dobroczynne wnętrze masonerii, warto przytoczyć fragment listu-instrukcji, napisanego, w 1818 roku, przez aszkenazim, członka iluminatów, Piccolo Tigre, do organizacji Haute Vente:
”Bezcelowość zabiegów obywatela, czy też ‘bourgeois’, aby być wciągniętym do wolnomularstwa, jest czymś tak banalnym i tak nagminnym, iż zawsze jestem pełen podziwu dla ludzkiej głupoty. Nie byłbym zaskoczony widząc cały świat kołaczący do drzwi wszystkich Czcigodnych i proszący tych panów o zaszczyt bycia jednym z robotników wybranych do odbudowy świątyni Salomona. Stać się członkiem loży, czuć się oddzielonym od żony i dzieci, być powołanym do strzeżenia tajemnicy, która nigdy nie będzie mu powierzona, dla niektórych istot jest rozkoszą i ambicją”

Wolnomularstwo jest tajną organizacją międzynarodową, która działa na arenie międzynarodowej polityki. Swoje utajnienie traktuje jako podstawowy warunek aby utrzymać siłę i wigor w działaniu. Poszczególne loże raczej wolą dać się rozwiązać, aniżeli pozwolić władzom państwowym na ingerencję w ich działalność. Co więcej, o ile doszło do konfliktu pomiędzy interesami państwa, a interesami masonerii, przywódcy państwowi, którzy byli masonami, zawsze opowiadali się po stronie masonerii. Tu tkwi główne niebezpieczeństwo powierzania stanowisk władzy państwowej w ręce członków wolnomularstwa. Są oni pewnymi kandydatami na zdrajców i kolaborantów. Masoneria opiera się na systemie sekciarskiej pomocy wzajemnej. Chrześcijańskie “miłuj bliźniego” zostało tam zamienione na “miłuj masona”. Jest ona wygodnym narzędziem dla ludzi bez skrupułów, o wygórowanych ambicjach politycznych. Masoneria, jak żydowski kanał, tworzy państwo w państwie.
Dla katolika masoński deizm jest rzeczą nie do przyjęcia. Nie bez powodów Papież Klemens XII wydał, w 1738 roku, bullę “In Eminenti”, w której nakłada ekskomunikę na katolików należących do masonerii. Masoni są wolnomyślicielami, a katolicy wierzącymi w Jezusa Chrystusa i Jego Kościół. Masoneria dąży do wywyższenia człowieka, a Kościół św. pragnie wywyższyć Boga. Między tymi leżącymi naprzeciw brzegami nie może być mostu.
W encyklice “Humanum Genus” Papież Leon XIII wyraźnie podkreśla, że esencją masonerii jest naturalizm. Wskazuje też na jej charakter polityczny, że przygotowuje drogę dla komunizmu. Rok 1917 w pełni to potwierdził, a wydarzenia w świecie po drugiej wojnie światowej dodały kropkę nad “l”.
Dążność masonów do ziemskiego uniwersalizmu jest natury kabalistycznej i nie może być przyjęta przez katolika. To masoński uniwersalizm zrodził międzynarodówki: socjalistyczną, komunistyczną i trockistowską. Utopijny socjalizm stał się widoczną formą ideologii Wielkiego Wschodu. Prawie wszyscy wojujący socjaliści z XIX wieku należeli do tajnych stowarzyszeń wolnomularskich. W wieku XX jest podobnie. W okresie terroru Beli Kuhna na Węgrzech, socjaliści deklarowali otwarcie, że religia masonów będzie religią socjalistów. Lansowana obecnie wielokulturowość, szczególnie w Ameryce Północnej, jest niczym innym jak kontynuacją masońskiego socjalizmu utopijnego z XIX wieku. Dąży się do zjednoczenia świata w aspekcie prawa żydowskiego. Usiłuje się budować imperializm polityczny, społeczny i religijny, któremu nadano niewinną nazwę “powszechnego braterstwa”.
Ideą internacjonalizmu, czy ogólnoświatowego braterstwa, usiłuje się zabić w człowieku uczucia narodowe. Zwodzi się ludzkość wizją tysiącletniego pokoju, który ma zapanować z chwilą utworzenia ogólnoświatowego państwa. Zarówno słowo “pokój”, jak i “braterstwo”, jest w użyciu wolnomularzy czczym frazesem. Pokój na świecie może być utrzymany jedynie przy zachowaniu narodowości i jednoczesnym rozumieniu i szanowaniu patriotyzmu sąsiadów. To właśnie idealiści i pacyfiści są inspiratorami wszelkich wojen. Jakiekolwiek próby miażdżenia uczuć patriotycznych walcem internacjonalizmu przyczyniają się jedynie do wzrostu międzynarodowych animozji. Podobnie ma się sprawa z “ogólnoświatowym braterstwem”.
“Słownik języka polskiego”, Warszawa 1978, definiuje słowo “brat” jako: “2. Człowiek, z którym jest się związanym przyjaźnią, bliskimi stosunkami ze względu na przeżycia, przekonania, zainteresowania, pochodzenie społeczne, narodowe itp.”
Jak, zatem, może wyglądać braterstwo Polaka, powiedzmy, z Hindusem, który nie jest ani przyjacielem, ani nie posiada wspólnych z nami przeżyć, ani podobnych przekonań, zainteresowań, czy też tego samego pochodzenia społecznego i narodowego? Tu nie może być mowy o braterstwie. Z definicji. W wyjątkowych wypadkach, można go obdarzyć co najwyżej przyjaźnią. Takich przykładów można przytoczyć mnóstwo. Na podobną modłę Saint Simon (1760-1825) usiłował połączyć ideę socjalizmu z chrześcijaństwem. Finał tego rodzaju przedsięwzięć jest zawsze ten sam: trzeba wybierać, albo socjalizm, albo chrześcijaństwo. Slogany nawołujące do powszechnego braterstwa są czystą hipokryzją. Jakikolwiek wysiłek, który zamierza doprowadzić ludzkość do perfekcji, sam w sobie prowadzi do wynaturzeń i kończy się deifikacją człowieka, istoty grzesznej, ułomnej, niedoskonałej.
To nie istnienie narodów jest powodem zła na ziemi, jak to często głoszą zwolennicy idei internacjonalizmu, to zepsucie człowieka sprowadza nieszczęścia. Homo homini lupus est . Starożytny Rzym upadł nie dlatego, iż posiadał zły system rządzenia, ale dlatego, że ugrzązł w grzechu, w rozpuście, która wyludniła imperium. Gdyby człowiek był bez grzechu, każdy system rządzenia byłby dobry. Nawet socjalizm, czy komunizm, można byłoby przyjąć; z tym, że wówczas również nie byłoby potrzeby aby te systemy wprowadzać.
Dzięki rewolucyjnym rzeziom na terenie całej katolickiej Europy mogło powstać protestanckie imperium, którego ukoronowaniem było opanowanie przez protestantów Ameryki Północnej. Dla protestantyzmu masoneria stała się narzędziem politycznym. Być może, z tego powodu, niektórzy protestanci, jak cytowana w broszurze Nesta H. Webster, podają Wielką Lożę Anglii, założoną w 1717 roku, jako przykład masonerii lepszej i nie związanej z działalnością rewolucyjną innych stowarzyszeń. Taki pogląd jest błędny u podstaw. Angielska masoneria z końca XVIII wieku była racjonalistyczna, nieoficjalnie deistyczna i potajemnie gnostyczna. Była nawrotem do kultu pogańskich bożków Egiptu, Grecji i Indii. Stała się sektą, której nadano znamiona boskości.
Wielka Loża Anglii powstała w wyniku zabiegów różokrzyżowców i inspiracji amsterdamskich żydów, W związku z tym, musiała być przesycona duchem manichejskim i gnostycznym. Jako dziecię różokrzyżowców, zawsze była ezoteryczna i parła w kierunku internacjonalizmu. Z czasem, spenetrowała wszystkie organizacje i stowarzyszenia, czyli robiła to samo, co iluminaci Adama Weishaupta. Uległa skabalizowaniu, wprowadzając najwymyślniejsze tajemnice dotyczące Boga, aniołów i diabłów, zaklęć i symboli. Masońską pelerynę zaprojektował Żyd z Amsterdamu Jakub Jehuda Leon Templo, przyjaźniący się z faworytem Cromwella, kabalistą Manasseh ben Israel. Każdy mason, niezależnie od chęci i zamiarów, ugrzęźnie po uszy w kabale. Inaczej być nie może. Z ziarna kąkolu zawsze wyrasta kąkol.
Wprawdzie masonom nie udało się utworzyć Stanów Zjednoczonych Europy, to powiodło się ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki Północnej, które miały być zalążkiem Republiki Powszechnej. Upojeni sukcesem, ufundowali posąg pogańskiej bożycy, Statuę Wolności, który zaprojektowano i odlano we Francji, a ustawiono w Nowym Jorku. Prezydenci USA honorowo otrzymują 33° masoński w Obrządku Szkockim. Obrządek Szkocki współpracuje ze służbami wywiadowczymi i popularyzuje ideę internacjonalizmu.
Trudno jest mówić o masonerii z XIX wieku bez wzmianki o Albercie Pike (1809-91), który karierę masońską rozpoczął w Stowarzyszeniu Oddfellow (Dziwni Towarzysze). Powstało ono w Londynie, w 1788 roku. Wkrótce je rozwiązano za działalność wywrotową. W roku 1819 powstała loża Stowarzyszenia Oddfellow w Washingtonie. Wprowadzono do niej satanistyczny obrządek z czarną magią włącznie. W międzyczasie, Izrael Lang przywiózł do USA Baphometa, kozła z Mendes, wraz z czaszką rzekomo należącą do straconego templariusza Jacąues Bourigignon de Molay.
Obrządek Szkocki w Ameryce otrzymał tym samym tak szatana, jak i antykatolicki kierunek działania. Lucyferyzm zadomowił się w Obrządku Szkockim na dobre. Dzięki Albertowi Pike. Od roku 1854, Hamilton, Ontario, stał się centrum neoiluminizmu. W wyniku rozgrywek personalnych, stolicą kultu Lucyfera zostało miasto Charleston, Południowa Karolina, w którym rezydował Albert Pike. Mieściła się też tam świątynia Baphometa. Albert Pike był prezydentem Rady Najwyższej Obrządku Szkockiego (Czy to nie kojarzy się ze zwrotem “Rada najwyższa ZSRR”?) w Charleston, które uważano za święte miasto Palladium. Albert Pike, jako najwyższy kapłan Lucyfera, stał się prezydentem Najwyższego Dyrektoriatu do Spraw Dogmatyki. Wprowadził wiedzę, tajemną o nazwie palladyzm, która dotyczyła kultu Lucyfera.
W tym samym czasie, kiedy Albert Pike poświęcił się kultowi Lucyfera, jego towarzysz po wyznaniu, Giuseppe Mazzini (1805-72), zajął się ciałem wykonawczym ich boga, a więc, socjalizmem. Pragnął zniszczyć Stolicę Piotrową. W wyniku intryg prowadzonych przez angielskiego Lorda Palmerstona (1784-1865), historia Włoch z XIX wieku jest praktycznym przykładem politycznego działania międzynarodowego spisku antykatolickiego. Wszystkie włoskie zrywy zbrojne, rebelie i zabójstwa były dziełem masonerii i służyły jej celom. Przysięga członków organizacji Młode Włochy, którą założył Mazzini, zawierała formułkę:
“Kiedy stanę przed obywatelami innych krajów, muszę pamiętać, że nie posiadam obywatelstwa, nie mam ojczyzny, nie posiadam narodowej flagi” [9].

Giuseppe Mazzini
Organizacji Młode Włochy przewodziła idea internacjonalizmu. Podobnie rzecz się miała z Młodą Polską, założoną przez Szymona Konarskiego, lecz ściśle podporządkowaną Mazziniemu.
Przebiegle rozegrana wojna francusko-pruska umożliwiła obalić władzę papieską w Rzymie. Mason, generał Cardona, wmaszerował z oddziałami do Stolicy Piotrowej w dniu 20 września 1870 roku. Dzień ten stał się świętem całej masonerii. W tymże dniu wprowadzono do masonerii Wielkiego Architekta Wszechświata, jako ogniwo wiążące wszystkie obrządki. Utworzono również radę najwyższą masonerii całego świata, z ideą internacjonalizmu jako ideą wiodącą. Albert Pike obrał tytuł Papieża Masonerii Powszechnej, a Giuseppe Mazzini został mianowany Naczelnym Wodzem Akcji Politycznej.
Pike i Mazzini założyli cztery Wielkie Dyrektoriaty Centralne: na Północną Amerykę w Washingtonie, na Południową Amerykę w Montevideo, na Europę w Neapolu i na Azję z Oceanią w Kalkucie. Nieco później, centrum na Afrykę założono w Port Louis na wyspie Mauritius. Wyspa ta po dzień dzisiejszy jest bazą synkretycznego ruchu antychrześcijańskiego, pragnącego utworzyć jedną religię powszechną. Ruchowi temu przewodzi Światowa Rada Kościołów [10].
Po śmierci Mazziniego założono w Berlinie Najwyższy Powszechny Dyrektoriat Administracyjny. Sukces Alberta Pike w walce z katolicyzmem, jego mocna pozycja w Ameryce Północnej, zachęciły kabalistów z Paryża do podjęcia prób założenia w USA organizacji spirytystycznej, której zadaniem byłoby podważyć boskość Jezusa Chrystusa. W tym celu, wysłano do Stanów Zjednoczonych Helenę Pietrowną Bławatski (1831-1891), córkę pułkownika Piotra Hahn. “Polskie” nazwisko Bławatski (Blawatsky) uzyskała po pierwszym mężu, którego porzuciła w trzy miesiące po ślubie. Podróżując po Azji, zetknęła się z czarną magią. W 1856 roku Mazzini wciągnął ją do loży karbonariuszy. Od 1866 roku towarzyszy Garibaldiemu w jego rewolucyjnych bojach. Będąc w Paryżu, uzupełnia swoje wiadomości spirytystyczne, a szczególnie te, które dotyczyły reinkarnacji. W 1875 roku udaje się do Nowego Jorku i zostaje wybrana sekretarką stowarzyszenia spirytystycznego. Należał do niego także Albert Pike. Posiadało ono dziewięć stopni wtajemniczenia. W 1878 roku, wraz ze swoim szefem Henry Steel Olcott, wyjeżdża do Indii, dla dokształcenia się. Niedaleko Madras, zakłada centrum teozoficzne. Celem jego było utworzyć ogólnoświatową religię, założyć ogólnoświatowy uniwersytet okultystyczny, dążyć do utworzenia ogólnoświatowego rządu, który uznałby teozofów jako swoich przewodników duchowych. Zatem, byłyby to rządy Lucyfera – a może Antychrysta? Po przyjeździe do Londynu, w 1887 roku, Bławatski zaczęła wydawać magazyn zatytułowany “Lucyfer źródłem światła” (Lucifer the light-bringer).
Zasady teozofów są gnostyczne o silnych akcentach lucyferycznych. Jest to grupa propagandowa o ostrzu wyraźnie wymierzonym w chrześcijaństwo, a w szczególności w Kościół katolicki. Sekta teozofów, podobnie jak Wielki Wschód, oficjalnie odcina się od działalności politycznej; jednak… aby uzyskać idealne warunki do uprawiania spirytyzmu, dąży do zmiany istniejącej formy zorganizowania narodów. Dąży więc do Powszechnego Braterstwa w sojuszu z Lucyferem. Deklarowana przez nią apolityczność jest wyłącznie fasadą.

Adrian Lemmi
Na kongresie masońskim w Mediolanie , w 1881 roku, uchwalono program działania w kierunku odchrześcijanienia Włoch. Temu przedsięwzięciu patronował Albert Pike. Wykonawcą jego instrukcji był satanista Adrian Lemmi, następca Mazziniego. Adrian Lemmi, modląc się do Lucyfera, zwalczał religię w imię ateizmu (!). Hipokryzja nie odstępuje od rewolucjonistów na krok. Po śmierci Alberta Pike, 2 kwietnia 1891 roku, masońskim papieżem został Adrian Lemmi. Zmarł w 1896 roku, a zastąpił go Żyd z Anglii Ernesto Nathan – prawdopodobnie syn Sary Nathan i Giuseppe Mazziniego. Międzynarodowe żydostwo święciło kolejny tryumf, a jego finansjera przygotowywała się do pierwszej wojny światowej.
W wojnie z “religijnym fanatyzmem” masoni stali się fanatykami niszczenia katolicyzmu. Każda loża jest synagogą szatana, niezależnie od tego, czy zasłania się wersetami z Pisma Św., czy też nie. Szatana poczęto nazywać Wielkim Architektem Wszechświata. Mieszanka świętości ze świętokradztwem pogrążyła masonerię w wielkiej profanacji :”Zwodzi mieszkańców ziemi znakami, które jej dano czynić przed Bestią, mówiąc mieszkańcom ziemi, by wykonali obraz Bestii” (Ap 13; 14). W 1885 roku Wielki Wschód oświadczył zdecydowanie, że dąży do ostatecznego zniszczenia katolicyzmu.
Sukces masonów był w głównej mierze wynikiem ich zorganizowania. Jedynie oni byli zorganizowani. Co więcej, od stuleci bacznie czuwają, aby nikt inny nie był w stanie zorganizować się poza ich bacznym okiem. Swoją drogą, znacznie dopmaga im w tym naiwność polityczne obozu katolickiego. Tak było dawniej i tak jest dzisiaj.
To, że katolicyzm jeszcze istnieje, jest głównie wynikiem działania woli Bożej. Niestety, człowiek coraz mniej Panu Bogu pomaga. To boli, a jednocześnie przeraża, gdyż z gniewem Bożym nie ma żartów.
Nie bez powodów, w dniu 23 maja 1958 roku, Papież Pius XII z dużym naciskiem podkreślił, że korzenie współczesnego odszczepieństwa są utwierdzone w naukowym ateiźmie, dialektycznym materializmie, racjonalizmie, iluminiźmie, laicyźmie oraz masonerii, która jest matką tego wszystkiego. Kościół katolicki nagląco potrzebuje kolejnego Piusa.
Od stuleci, wolnomularska konspiracja zaprzecza istnieniu sekt okultystycznych, określając wszelkie wypowiedzi na ten temat jako histeryczną fantazję katolickich pisarzy.
W obecnej epoce podboju mikro i makrokosmosu , przeciętny człowiek nie chce wierzyć w istnienie sił nadprzyrodzonych, nawet gdy zetknie się z dowodami na ich istnienie. Jest to swoisty sceptycyzm, który zaprzecza wszystkiemu co nadprzyrodzone. Jest ignorowany niezaprzeczalny fakt, że magia, czy to czarna, czy też biała, posiada w obecnych czasach tak wielu zwolenników jak nigdy przedtem. Nauczanie i praktykowanie okultyzmu doprowadziło do rozwoju religii sekretów, które z kolei dopomogły zatuszować całą działalność wywrotową. Okultyzm kwitnie tak w Azji, jak i w Europie, a także w Ameryce. Czarne msze są odprawiane i w Londynie, i w Paryżu, i w Los Angeles [11].
Religia satanizmu posiada więcej wyznawców niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Istnieją okultyści, których nikczemne praktyki są pogrążone w głębokiej tajemnicy. Ludzie o całkowicie zdegenerowanej moralności wierzą w Lucyfera, wierzą, że jest równie potężny jak Pan Bóg i w tajemnicy oddają mu cześć. Nowoczesny okultyzm jest mieszanką żydowskiej kabały z jogizmem. Jego adepci nigdy nie nazywają swojego piekielnego pana “złym duchem”, czy też „ojcem grzechu”. Czczony w czarnoksięstwie Lucyfer jest uznawany za boga dobrego, natomiast Bóg chrześcijan, Adonaj, dobroczyńca ludzkości, jest uznawany tam jako bóg zły. Zarzuca się Panu Bogu, że zdradził ludzkość i przez to sprowadził zło na ziemię. Czasami czci się Szatana. Niezależnie od tego, kto jest czczony, Lucyfer czy Szatan, zawsze prowadzi to do wyparcia się Jezusa Chrystusa.
Kult złych duchów jest główną przyczyną wystąpień przeciwko Chrystusowi, naszemu Zbawcy, i Jego Kościołowi. Niezależnie od kraju, w którym okultyści działają, niezależnie od nazwy ich organizacji, wszyscy posiadają jedną, zakonspirowaną religie, której fanatyczni wyznawcy, nawiedzeni przez złego ducha, są gotowi poświęcić siebie dla potrzeb sekty.
Kult Lucyfera nie jest czymś nowym. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa zadomowił się w gnozie. Gnostycy tworzyli sektę antychrześcijańską. Podjęli jedną z pierwszych prób dokonania schizmy w rodzinie chrześcijan. Istotną zasadą w gnozie było głoszenie podwójnej boskości, co jest podstawą teologii we współczesnym okultyzmie, jak np. w teozofii. Ponadto, gnostyczna migracja dusz prowadzi do doktryny reinkarnacji. Gnostycy głosili, że boskość przejawia się we wszelkich religiach, a więc, usiłowali tworzyć religię uniwersalną. Ruch ten istniał na długo przed powstaniem chrześcijaństwa. Szczególnie upodobali go sobie Żydzi; zgodnie z ich utartym zwyczajem, by wybierać u innych ludów to, co może służyć ich samolubnym celom. Tym sposobem kabała stała się siłą napędową gnozy, a poprzez gnozę usiłowano skabalizować chrześcijaństwo. Starano się wprowadzić do niego pierwiastki teozofii i czarnej magii.
O czarnoksięstwie Żydów mamy wzmiankę w Dziejach Apostolskich (19;19). Trend ten poszedł w kierunku gloryfikacji szatana, która poczęła odgrywać dominującą rolę we wszystkich ruchach rewolucyjnych. W drugim wieku po narodzeniu Chrystusa, pojawiła się gnostyczna sekta karprokratianów, która wprowadziła deifikację człowieka, co poprzez wieki dotarło do humanistów naszych czasów. Gnostycy, pod pretekstem uduchowienia materii, zmaterializowali ducha. Gnostycyzm, jako matka wolnomularstwa, pozostawił swój ślad na najważniejszym znaku masonerii: litera “G”, czy to w objęciach węgielnicy i cyrkla, czy też opisana trójkątem równobocznym. Gnozę, czyli ruch antychrześcijański, Albert Pike, następca Adama Weishaupta, określił jako “duszę i kręgosłup masonerii”.
Mówiąc o zwolennikach dualizmu: światło i ciemność, warto wspomnieć o sekcie manichejczyków. Doktryna manichejska zakłada, że istnieją dwaj sobie równoważni bogowie, z których jeden reprezentuje dobro, a drugi zło; że człowiek jest mieszaniną dwóch natur: duchowej, będącej dziełem Boga, i cielesnej, w szczególności seks, będącej dziełem szatana. Według nich, cała ludzkość ma pochodzić od szatana. Ich demonologia dała początek paulicynianom, bogumiłom i lucyferianom. Bogumili rozwinęli manichejski dualizm. Głosili, że szatan jest księciem tego świata i powinien być adorowany. Twierdzili, że Chrystus był bezradny w walce z szatanem, czego dowodem była Jego śmierć na Krzyżu. O ile bogumili czcili zarówno Chrystusa, jak i szatana, to lucyferianie poszli dalej. Poczęli czcić wyłącznie Lucyfera. Szatana symbolizował u nich czarny kot.
W wieku XIV lucyferyzm był obecny w Niemczech, Francji i we Włoszech. Zatem, manicheizm doprowadził do rozwoju czarnej magii, której ukoronowaniem stały się czarne msze, będące profanacją liturgii katolickiej. Rytuały i dogmaty manichejczyków są tak bardzo podobne do rytuałów i dogmatów współczesnej masonerii, że zachodzi podejrzenie, iż stanowią jedno Powszechne Bractwo. Swego czasu głoszono pogląd, że jedynie czarnoksiężnik może być prawdziwym masonem. Rej w popularyzowaniu demonologii wodzili Żydzi. Do najaktywniejszych należy zaliczyć Schroepfera, syn żydowskiego lekarza ze Strasburga i polskiej księżniczki (?), który nazwał siebie hrabią Saint-Germain, a także Józefa Balsamo.
W dobie obecnej modli się do Saint-Germain synkretyczna sekta Braterstwa Białego. Zajmujący się czarną magią żydowscy lekarze, którzy konkurowali w lecznictwie z zakonnikami, byli uważani na dworach książęcych i królewskich jako “lepsi”, gdyż posiadali wiedzę wyższego rzędu (!). Nic dziwnego, że na dworskich lekarzach opierało się szpiegostwo i rozgrywanie intryg politycznych, włącznie z truciem głów koronowanych. Czarnoksięstwo uprawiano zawodowo. Powstały nawet szkoły czarownic. W wieku XVII czarna magia i alchemia tak SIĘ rozpowszechniły, że Paryż został owładnięty terrorem trucicieli. Sprzedaż trucizny i odtrutek dawała podobny dochód jaki obecnie daje handel narkotykami i pornografią. – Któż mógł się tyra trudnić? Nie zapominajmy, że to kabaliści przygotowali Francje do wielkich dni rewolucji.
Zatem, średniowieczna walka Kościoła z czarownicami, tak koloryzowana przez wolnomyślicieli XX wieku, była walką skierowaną nie przeciwko poszczególnym wiedźmom, ale przeciwko zorganizowanemu systemowi demonologicznemu, który usiłował wstrząsnąć posadami świata chrześcijańskiego. Co więcej, rytualne mordy na dzieciach, których krew używano w czasie odprawiania czarnych mszy, stały się nagminne. W wyniku śledztwa, winnych zabójstwa skazywano na śmierć – jak to miało miejsce w przypadku herszta Gilles de Rais [12]. Jego wierną kopią był osiemnastowieczny Markiz de Sade.
Próba dezorganizacji życia społecznego w krajach katolickich ciągnie się przez wieki. Masoneria została zdominowana przez elementy spirytystyczne do tego stopnia, że już w 1889 roku można było zorganizować sympozjum masonów-spirytystów, w którym wzięło udział około pięciuset delegatów. Zjazd odbył się w hotelu Wielkiego Wschodu Francji, rue Cadet, w Paryżu. Warto nadmienić, że nawet prezydent Rady Najwyższej Obrządku Szkockiego nie zostanie dopuszczony do udziału w lucyferycznych obrzędach, o ile nie posiada dyplomu kabalistycznych wtajemniczeń. Co więcej, oddfellow z Kanady, czy członek chińskiego Sanho-hui, a także fakir z Indii, mają dostęp do wszystkich lóż masonerii, we wszystkich krajach świata, jako członkowie satanistycznych sekt. To mówi samo za siebie.

Źródło:
http://marucha.wordpress.com

środa, 22 sierpnia 2012

Non Serviam (2)

TEOLOGIA REWOLUCJI 

Tysiąc lat złotego okresu chrześcijaństwa nie dawało spać gnostykom i kabalistom. Na wszelkie sposoby starano się wstrząsnąć posadami Kościoła Chrystusowego. W 1185 roku powstała we Francji sekta dążąca do zniszczenia klasztorów i wszelkich posiadłości ziemskich. Było to Bractwo de la Paix. W 1250 roku były duchowny Jacobi nawoływał do buntu przeciw duchowieństwu i możnym.
Na arenę rewolucyjnego wrzenia weszli templariusze. Obrządek Templariuszy powstał w 1118 roku. Jego twórcy mieli bronić Ziemię Świętą przed Saracenami. Jednak, olbrzymia fortuna, jaką zdobyli na wyprawach krzyżowych, i kontakt z sektą assasinów, zdeprawowały ich zupełnie. Przesiąkli gnozą, zaczęli uprawiać kult phalliczny, czcić Baphometa, który symbolizuje szatana, a sodomia znalazła się w ich obrządku inicjującym. Wielki Mistrz templariuszy, Jacques Bourigignon de Molay, nie chciał podporządkować się królowi. Organizował królowi Francji państwo w państwie. W 1307 roku, został aresztowany w Paryżu, wraz ze swoją świtą rycerską, pod zarzutem uprawiania nierządu. Winę im udowodniono i w 1314 roku zostali spaleni na stosie, a majątek ich skonfiskowano. Doznali potępienia tak przez Papieża, jak i przez koronowane głowy Europy. W rewanżu, masoneria poczęła dążyć do zniszczenia “tronów i ołtarzy”. Loże masońskie stały się ośrodkami politycznych intryg. Wszczęto w Europie pełen obłudy rewolucyjny lament: “Wolność, Równość i Braterstwo”. Ta trójca masońska jest fałszywa u podstaw, gdyż “Wolność” wyklucza “Równość” i na odwrót. “Braterstwo” stało się głównym sloganem lóż. Doktryna wolnomularstwa oparła się na trzech założeniach: 1) wszystko na świecie wywodzi się. z rozrodu, a nie z kreacji, która miała być jedynie prostym wprowadzeniem do procesu rozrodu; 2) za rozrodem podąża rozkład i chaos; 3) regeneracja rekompensuje, w innej postaci, skutki chaosu. Więc i tutaj mamy do czynienia z cyklicznością, która wyjaśnia wszystko! W wieku XIV powstała w Niemczech sekta różokrzyżowców, przesiąknięta kabałą i filozofią hermetyczną. Jej członkowie zajmowali się medycyną i alchemią. Poszukiwano kamienia filozoficznego, dążono do uzyskania nieśmiertelności człowieka, starano się posiąść wiedzę absolutną. Z tego względu, nazywano ich Illuminati, Z racji ich głębokiego zakonspirowania, mówiono o nich również jako o ”niewidzialnych braciach” . Istnieje wiele wersji odnośnie pochodzenia nazwy “różokrzyżowcy”. Jedna z nich głosi, że wywodzi się ona od Marcina Lutra – Różany Krzyż [*] .W wieku XVII różokrzyżowcy wystąpili przeciwko Kościołowi katolickiemu w sposób zorganizowany i otwarty. Przejęli niszczycielskiego ducha od tajnych stowarzyszeń Orientu. Zostali owładnięci kultem Lucyfera. Cel ich stał się ściśle materialistyczny. Pragnęli obalić istniejący porządek społeczny. W Polsce reprezentował ich morawski wolnomularz religijny Jan Amos Komensky (Comenius) (1592-1670) [2] . Dzięki intrygom rożokrzyżowców, w których uczestniczył Jan Amos Komensky, Anglię oddano w ręce O1ivera Cromwella (1599-1658). Karol I (1600-1649) został zdradzony przez swoje otoczenie, na którym polegał, a katolicyzm utopiono w morzu krwi [3]. Spalony doszczętnie Londyn ponownie stanął otworem dla Żydów. Kabała i gnoza święciły tryumf. W tym czasie, żydowscy emisariusze, za pieniądze deprawowanych Francuzów, ustawiali Turcję przeciwko Polsce. Za sprawą rożokrzyżowców, 24 czerwca 1717 roku powstała Wielka Loża Anglii. York stał się głównym centrum masońskim w Anglii. Zatem, późniejsza nazwa amerykańskiego miasta Nowy York miała sugerować jednoznacznie, że będzie ono nowym centrum masońskim na terenie Ameryki Północnej. Obok rożokrzyżowców, na arenie politycznej działali wolnomularze z tajnego stowarzyszenia Ścisłej Obserwy (Strict Observance), założonego przez Żyda Leuchta. Szybko przeszli od okultyzmu do tworzenia intryg politycznych w oparciu o międzynarodową finansjerę. Obrządek Szkocki, bracia morawscy, Alta Vendita i założony przez Józefa Balsamo (Cagliostro)(1743-95) obrządek egipski działali na rzecz “niewidzialnych braci”, a w szczególności na rzecz iluministów z żydowskiego kahału, których główną postacią był Adam Weishaupt (1748-1830). 21 lipca 1773 roku, rozwiązując Zakon Jezuitów, Papież Klemens XIV usunął jedyną przeszkodę, która wówczas była w stanie stawić czoła rewolucji w sposób zorganizowany. W tym czasie, 1 maja 1776 roku, z Kolegium jezuickiego w Ingolstadt wyłonił się Zakon Iluminatów. Adam Weishaupt, były profesor Kolegium, a jednocześnie członek sekty iluministów, sekty czczącej szatana, znał możliwości jezuitów bardzo dobrze, dlatego robił wszystko, aby ich w ogóle nie było. Jego zamiarem było założyć protestancką organizację, która walczyłaby z Kościołem nie przebierając w środkach. Iluminaci dali podwaliny internacjonalizmowi. Pierwszymi członkami Zakonu byli ludzie posiadający wpływowe pozycje w państwie pruskim: baron von Knigge, Anarcharsis Clootz, baron de Montgelas i tajemniczy Mikołaj. Pomimo, iż początkowo nie dopuszczono Żydów do Zakonu, gdyż im nie ufano, to jednak za Mikołajem stał filozof Mojżesz Mendelssohn (1729 -86), a za nim, z kolei, żydowski kahał. Nieco później embargo na Żyda cofnięto , a niemieckie żydostwo, jak Rothschild, Oppenheimer, Szuster, Stern, czy Wetheimer, stało się podporą Zakonu. Nastąpiło to po kongresie w Wilhelmsbadzie, w 1781 roku. Rozpętano wówczas w Europie obłąkaną kampanię prożydowską. Przedstawiano ich jako… ofiary holocaustu, tym razem w wydaniu chrześcijan. Na fali mody na Żyda, do grona iluminatów zwerbowano sycylijskiego Żyda Józefa Balsamo, który aktywnie włączył się do organizowania rewolucji francuskiej, Jeździł po całej Europie jako rewolucyjny emisariusz. Bogaci aszkenazim poczęli odgrywać w lożach czołowe role. Włóczyli się po Europie rozwożąc instrukcje i organizując sieć spiskową. Piccolo Tigre tak pouczał karbonariuszy: “Nie obawiajcie się wślizgnąć pomiędzy ludzi, w sam środek stada prowadzonego przez głupią dewocję” [4]. Czyż nie na podobnej zasadzie, po okresie istnienia Solidarności, trockiści poczęli się reklamować jako przyjaciele polskich katolików, których nie tak dawno temu przedstawiano światu, przez ich współplemieńców, jako dewocyjny ciemnogród? U Weishaupta masońskim “utraconym słowem” był człowiek. Już iluminaci ludzki geniusz usiłowali zastąpić systematyczną pracą, materialistycznym podejściem do świata, opartym na eksperymentowaniu. Tym samym, starano się zdegradować człowieka z pozycji bliskiej aniołów: “Uczyniłeś go niewiele mniejszym od istot niebieskich (od aniołów), chwałą i czcią go uwieńczyłeś” (Ps 8;6), do pozycji sługi natury. Głoszono, że człowiek jest niczym więcej, jak tym co widzi, co czuje, słyszy, dotyka, czy odczuwa smak, że jest kłębkiem zmysłów. Iluminaci domagali się od nauki, aby ustaliła prawa historii, a tym samym umożliwiła pełną kontrolę człowieka. Racjonalistyczna nauka miała usunąć Boga i Objawienie. Ten program działania świat nauki przyjął całkiem serio. Nawet po drugiej wojnie światowej całe zachowanie człowieka usiłowano tłumaczyć jako proces wymiany energii w systemach otwartych. Iluminaci, tak jak współcześni trockiści, nie dążyli do zmiany konkretnej dynastii, czy rządu, lecz pragnęli zniszczyć wszystko. Ruch rewolucyjny jest nieprzejednanie przeciwny wszelkim reformom społecznym. W rezultacie, najparadoksalniejszą rzeczą w rewolucji jest ogólna niemoc “przedstawicieli ludu”. Przecież w KDL “władza ludowa” jest również bez władzy i co chwila musi otrzymywać wytyczne od swych protektorów. Skoro jest mowa o początkach internacjonalizmu, to warto wspomnieć o sekcie martynistów, założonej przez Żyda z Portugalii Martineza Paschalis. Było w niej trochę gnozy, trochę judaizmu, trochę chrześcijaństwa, trochę pogańskiej Grecji i odrobinę Orientu. – Jak na spotkaniu w Asyżu, z października 1986 roku. – Od martynistów wyszli Honoriusz Gabriel Mirabeau (1749-91) i Ludwik Blanc, inżynierowie planu rewolucji francuskiej z 1789 r. W starożytnej Helladzie stało się modne tworzenie opisów idealnych państw, w których nie było świątyń, nie było sądów, a istniało równouprawnienie płci ze wspólnością kobiet i z jednakowym dla wszystkich trybem życia. Przykładem może być “Potitea” Platona, gdzie nawet zapładnianiem kobiet kieruje państwo. We wspólności kobiet i w zniesieniu własności prywatnej dopatrywano się panaceum na powszechną sprawiedliwość, której z czasem nadano nazwę: komunizm. Jednak, twórcy utopii, jak powiedzmy Zeno (340-260 p.n.e.),traktowali humorystycznie historyjki o górach złota, deszczu pieniędzy, o babskich rządach i wspólności kobiet; za to w dwa tysiące lat później znaleźli się tacy, którzy owe fikcje literackie potraktowali całkiem serio. Masy, na ogół, wszelkie fikcje literackie traktują serio. To w zbiorowych fikcjach zawiera się niszczycielski żywioł rewolucji. Jean Jacques Rousseau (1712-78) swoją rewolucyjną filozofię oparł na utopistach, jak Tomasz More, Pitagoras i Platon. O ile jego poprzednicy patrzyli na utopijne wizje z przymrużeniem oka, to Rousseau wziął je na serio. Począł lansować ideę powrotu do natury, a przyczynę wszelkiego zła widział w zdobyczach cywilizacji. Jak współcześni nam “ekolodzy”, usiłował zapędzić człowieka do jaskini. Takie zabiegi są bez sensu. W rzeczywistości, rozwój cywilizacji chroni człowieka przed złem. Zło wówczas tryumfuje, gdy cywilizacja zamiera. Hasła nawołujące do powrotu do buszu mogą być dobre dla małp, ale nie dla ludzi. Nawet w jaskiniach archeolodzy znajdują łuki i kamienne toporki; co oznacza, że ich posiadacze byli patriotami i bronili swoją posiadłość przed napaścią intruzów. Tak przereklamowane “powszechne braterstwo” nigdy nie miało pokrycia w życiu codziennym. Podwaliny współczesnego internacjonalizmu opierają się na fikcji udowodnionej historycznie i ekonomicznie. We wszechświecie zaprojektowanym przez Boga nie może być miejsca dla komunistycznej wspólnoty. Każde stworzenie Boże posiada swoją własność, posiada swój teren. Proszę, zauważyć jak pszczoły, czy osy, walczą w obronie gniazda. I nie tylko one. Zatem, kto trzeźwo myślący będzie usiłował odmawiać prawa do własności człowiekowi – istocie najwyższej? Filozofia Rousseau, która dała podwaliny dla ideologii komunizmu, była filozofią salonową. Nigdy nie przemówiła do szerokich mas. Podobnie rzecz się miała z późniejszymi filozofiami socjalistów. Rewolucyjni przywódcy, od Rousseau, poprzez Marksa, do Lenina, nie wywodzili się z ludu. Należeli do zwalczanej przez nich burżuazji. Weszło to do tradycji ruchu socjalistycznego. Nawet współczesna opiekunka PPS, Lidia Ciołkosz, pochodzi z kręgów łódzkiej burżuazji żydowskiej. Idea panowania nad światem rozwinęła się najpotężniej w pruskich Niemczech. Niemiecki pangermanizm dał schronienie wszelkim sektom o uniwersalnych ciągotach. Był też przez nie solidarnie popierany. Pod pruskim nadzorem każdy Niemiec miał być wolny, a pozostałe narody miały mu usługiwać. Tak głębokiej buty nie ma w żadnym innym narodzie, za wyjątkiem Żydów, o ile można ich uznać za naród. Nic dziwnego, że prusactwo stało się judeogermanią, że tam rozwinął się żargon. Prusy były popierane przez Wielki Wschód, interbankierów, sockomunistyczne międzynarodówki i przez grupy teozoficzne. Łączyło je wrogie nastawienie do Kościoła katolickiego. Ogniwem wiążącym byli wszechobecni Żydzi. Wojny zawsze były dla Żydów wielkim żniwem, a wojny stały się przemysłem Prus. Od wieku XVII Żydzi byli czarnoksiężnikami za rewolucyjną sceną. Działali jako superszpiedzy, jako lichwiarze, jako zaopatrzeniowcy walczących ze sobą armii. Stali się obecni w każdym obozie, popierali każde wydarzenie, które mogło przynieść im zysk. Inspiratorem pangermanizmu w pruskim wydaniu był Fryderyk Wielki (1712-86). Wieloletnia korespondencja z Franciszkiem Marią Arouet (Voltaire) (1694-1778) spowodowała, że przyszły król pruski Fryderyk II przestał nazywać masonerię “Kinderspiel” i pospiesznie wstąpił w jej szeregi. Był to rok 1738. Doszedł zapewne do wniosku, że idee templariuszy mogą mu dopomóc w uzyskaniu przydomka “Wielki”. Inna sprawa, że Voltaire, ze swoją gruntowną znajomością starożytności, ze swoją zaślepioną nienawiścią do Kościoła katolickiego, musiał być mistrzem w konspirowaniu. Był członkiem Loży Dziewięciu Sióstr. Lepszego nauczyciela król pruski nie mógł znaleźć. W 1740 roku, po wstąpieniu Fryderyka na tron, powstaje w Berlinie loża “Trzy Globy”, a Voltaire odwiedza swojego ucznia. Odtąd Berlin stał się centrum międzynarodowych intryg, których łupem padła również katolicka Polska. W 1761 roku, Fryderyk Wielki, już mason 32°, został głową Obrządku Szkockiego. Inspektorem generalnym na kraje zamorskie mianowano Żyda Stephen Morin. Źydostwo poczęło zakładać loże na terenie Ameryki: Morin w Santo Domingo, Francken na Jamajce, Mojżesz Hays w Bostonie, a Izaak Dacosta w południowej Karolinie. W czasie amerykańskiej wojny o niepodległość, w roku 1773, loże te były zobowiązane regularnie wysyłać raporty do Berlina. Nakaz wyszedł już w roku 1770 (!). Fryderyk Wielki dążył do zrujnowania Francji, do zerwania francusko-austriackiego przymierza. Liczył, że wówczas będzie mógł opanować Austrię. Prusy, pragnąc zerwać sojusz dworu francuskiego z austriackim, wywarły na rewolucję francuską wpływ tak polityczny – inspirowany przez Fryderyka Wielkiego, a wykonywany przez ambasadora Von der Golza – jak i filozoficzny – inspirowany przez Adama Weishaupta, a wprowadzony w życie przez Anarcharsisa Clootz, dla którego religijny człowiek był zdeprawowanym zwierzęciem. Mirabeau pragnął wzniecić we Francji rewolucję, a Voltaire chciał przy jej pomocy usunąć wszelkie przeszkody w prowadzeniu antykatolickiej kampanii. Z pomocą przyszło im londyńskie żydostwo. Przystąpiono do ponownego ataku na katolicką część globu. Organizatorzy rewolucji francuskiej byli pruskimi agentami należącymi do Zakonu Iluminatów. Zamieszanie w katolickim świecie zostało wszczęte przez – jak to Michał Bakunin trafnie określił – niemiecko-żydowską klikę. Ta spółka, sto dwadzieścia osiem lat później, oddała Rosję w ręce bolszewizmu. Ucisk feudalny ludu, tak mocno akcentowany w prorewolucyjnej propagandzie, w czasie wybuchu rewolucji francuskiej z 1789 roku praktycznie istniał tylko w romansach. System feudalny zamierał samoczynnie. Ludwik XVI usiłował przeprowadzić reformę za reformą. Był wielkim zwolennikiem rozbudowy floty. Doceniał znaczenie potęgi morskiej. Między innymi i z tego powodu Anglicy. również amatorzy na panów świata, dopomogli doprowadzić króla Francji na szafot. W roku 1793, w którym ścięto Ludwika XVI, we Frankfurcie powstała Wielka Loża Masońska. Tym sposobem konspiratorzy uczcili swój sukces. Prorewolucyjny parlament francuski sprzeciwiał się reformom do końca. To nie francuscy chłopi czytali encyklopedystów. Robiła to wykształcona arystokracja. Ona też pragnęła rewolucyjnego wrzenia. Żadna cywilizowana i postępowa władza nie może być obalona w wyniku gwałtu, gdyż doskonale wyczuwa zagrożenie i jest w stanie skutecznie przeciwstawić się rewolucyjnym zakusom. Sukces rewolucji zależy od stopnia zdemoralizowania władz państwowych. Bunt rewolucyjny we Francji wyłonił się z rozpusty arystokracji, z jej próżności i chorobliwych ambicji. Adam Weishaupt, zwany patriarchą jakobinów, rewolucję rozpoczął od demoralizacji dworów książęcych i królewskich. Nic dziwnego, że najbardziej entuzjastycznymi jej zwolennikami stali się ludzie z kręgów arystokracji, a nawet europejskich rodzin królewskich. Iluminaci posłużyli się nimi jako użytecznymi głupcami, gdyż ich naczelnym dążeniem było niszczyć trony i ołtarze. Jest to dobitny przykład, do jakiego stopnia może ludzi otumanić przebiegle prowadzona propaganda. Desperacja ludu produkuje rewolucję. Najwygodniej jest wyciągnąć ludzi na barykady głodem. W czasie rewolucji francuskiej z 1789 roku nie tyle głód wyprowadził lud na ulice, ile strach przed głodem, umyślnie rozpętany przez konspiratorów. Król i duchowieństwo nie byli w stanie temu przeciwdziałać, mimo, iż przeznaczyli na żywność duże sumy pieniędzy. Ludzie na ogół pragną praworządności, porządku i spokoju. Chcąc wyciągnąć ich na barykady, należy używać forteli. Jednym z nich jest “Wielki Strach”. Rozesłani po całej Francji agenci rozpuścili plotkę, że król wydał rozkaz spalenia wszystkich posiadłości, że jego wojska już nadchodzą. Przerażona i skołowana ludność chwyciła za broń i ruszyła na króla, swojego dobroczyńcę. Fryderyk Wielki zatrudnił Żyda Ephraima do produkcji fałszywych monet, co rujnowało gospodarkę Francji. Z czasem, Ephraim stał się “alter ego” Fryderyka Wilhelma II (1744-97). Wysłany do Paryża, podjudzał tłumy do kabalistycsno-orgiastycznych ekscesów. W przeddzień rewolucyjnego fermentu, sprowadzono do Paryża opłacane bandy notorycznych nierobów. Stało się regułą, że przybłędy wzniecają pożar rewolucji. Najemni rewolucjoniści, tworzący oddział o nazwie “Szabas”, wyżywali się w najwyszukańszych krwawych jatkach. Wielki terror zawsze rozpoczynał się od opartych na plotkach samosądów. Rewolucjoniści wychodzą z założenia, że przed rewolucyjnym zrywem lud musi mieć ofiary, ponieważ ofiary wywołują żądzę odwetu, popychają w kierunku irracjonalnego bestialstwa. Rodzi się wówczas “gniew ludu”. – Przecież zabójstwo śp, ks. Jerzego Popiełuszko miało na celu wywołać w narodzie polskim ślepą żądze odwetu. Wówczas wojna domowa byłaby nieunikniona. Gdyby nie kontrakcja odpowiedzialnych polityków, bez wątpienia do niej by doszło. Ku radości i pożytkowi trockistowskiej Międzynarodówki. Aż dziw bierze, iż tak wielu Polaków dało się nabrać na ten wyświechtany fortel. – Demagogia może być gorsza w skutkach niż despotyzm. Rewolucyjni ”intelekltualiści” nigdy nie przejmowali się konsekwencjami, do jakich ich teorie mogą doprowadzić. Głównie chodziło im o zdobycie poklasku u słuchaczy, o wyrobienie sobie popularności. Dawało to im mandat nominowanego trybuna. Jak z listy FJN. Zazwyczaj agitatorów robi się ministrami, pomimo iż nie potrafią robić nic innego jak tylko rozbudzać fanatyzm na wiecach. Rządy złożone z zawodowych krzykaczy prowadzą państwo do ruiny. Obłęd w gromadzie bywa zaraźliwy. Demoralizacja mas zawsze kończy się tworzeniem band zbójeckich. Miało to miejsce również w czasie rewolucji francuskiej. Zaczęto niszczyć manufaktury, a gdy w wyniku tego nastało powszechne bezrobocie, twórcy rewolucji ustalili, że problem bezrobocia rozwiążą mordując jedną trzecią część ludności Francji. Lud, którego interesów rzekomo miała bronić rewolucja, poniósł największe ofiary. Francuską rewolucję nazwano nową świątynią Salomona, a masoni mieli jej bronić z obowiązku nałożonego przysięgą. Gdy rewolucja weszła w fazę kryzysu, Franciszek Noel Babeuf (Gracchus) (1760-97) zarządził utworzenie Tajnego Dyrektoriatu, na wzór Zakonu Iluminatów. Jego członkowie wzajemnie się nie znali, w 1796 roku ogłoszono “Manifest” i “Republikę. Równych”. – Nic w tym dziwnego, że w 1944 roku gang lubelski rządy na polskich ziemiach również rozpoczął od wydania “Manifestu PKWN” . Rewolucyjnej tradycji stało się zadość. – Manifest rewolucyjny stanowił listę kłamstw. Zatem, po przejęciu władzy, lud zamieniono w niewolników i skazano na kompulsywną pracę. (Ach te trzylatki, pięciolatki i sześciolatki !). Skoro rządzący dyrektoriat jest tajny, a rewolucja jest dziełem spisku, całą winę za rosnącą nędzę ludu można, bez trudu, zrzucić na barki tegoż ludu ! . Ubliża się wówczas ludowi od nierobów, warchołów i pogrobowców reakcji. – Skąd my to znamy? – Skoro cała gospodarka została “upaństwowiona”, lud nie mógł wiedzieć co działo się ze skonfiskowanymi dobrami. Po epoce Robespierra, Babeuf, w imię nieustającego wrzenia, począł wytykać palcem tych, co w pierwszych latach rewolucji, i dzięki niej, zrobili majątek. – Czyż nie podobnie działo się w okresie ruchu “Solidarność”, kiedy ekipie Edwarda Gierka [5] zaczęto wytykać nadużycia gospodarcze; tak, jakby ich nie było przed Gierkiem, za czasów rządów rodziców aktywistów z KSS “KOR”? – Był to pretekst do podtrzymania rewolucyjnego wrzenia. Tym sposobem przygotowywano się do “wielkiego dnia ludu” , w którym miano dokonać więcej rzezi, niż w ciągu poprzednich lat rewolucji. Rozjuszony tłum począł budować barykady. Jednak spisek się wydał, a Babeuf i Darthe poszli na szafot. Z czasem, niszczycielska idea Babeufa przeobraziła się w trockizm. Nawet w manifeście III Międzynarodówki cytowano całe zdania z manifestu Babeufa. Upadek Bastylii Prusy przyjęły jako swój tryumf nad Austrią. Jednak, stały się państwem kierowanym przez masonów. Tak było i za czasów Fryderyków Wilhelmów II i III. Od chwili powstania Tugenbundu, w 1812 roku, stało się widoczne, że prusactwo jest ściśle powiązane ze światową rewolucją. Buntownikiem okazał się dopiero Fryderyk Wilhelm IV (1795-1861), lecz do tego przyczynili się głównie Żydzi. W tym czasie, tworzyli oni państwo w państwie. Masońskie hasła Wolności i Równości, zostały przez Żydów odrzucone. Powyższe slogany wykorzystywano do niszczenia dorobku chrześcijan, ale nie zamierzano wprowadzić ich między siebie. Żydzi nie są rewolucjonistami na swoim podwórku. Wykorzystują rewolucję do własnych celów, a jednym z nich było zniszczyć dorobek cywilizacji łacińskiej, by na jej gruzach zbudować własne imperium; mimo, iż trudno ich nazwać narodem. Poza Biblią, nigdzie nie ma wzmianki i Izraelitach jako narodzie. Ani starożytny Egipt nie traktował, ich jako naród, ani Persja, ani Fenicja, ani Scytia, ani też starożytna Grecja. Świat znał ich jako trzy sekty: faryzeuszy, saduceuszy i essenów. Co więcej, u Egipcjan, Syryjczyków i Fenicjan terminy “hebrajczyk, “‘izraelita” i “żyd” były używane jako nazwy stopni pogańskich wtajemniczeń [6], gdzie stopień najwyższy “żyd” oznaczał boga, czy też tajemniczą doskonałość i deifikację człowieka. Zatem, o Żydach można mówić podobnie jak o masonerii, tzn. jako o sekcie, a nie jako o narodzie. Dopiero syjonizm zmienił nieco sytuację po roku 1948. Do tego czasu, Żydzi byli sektą wśród masonów, a nie narodem między sektami. Będąc sektą, a nie narodem, poczęli żyć w diasporze. Szkoda, że w 47 roku spłonęła biblioteka w Aleksandrii, tak wspaniale rozbudowana przez Ptolemeuszy. Złożone w niej pergaminy rzuciłyby więcej światła na to zagadnienie. – Nasuwa się pytanie: kto naprawdę spalił bibliotekę w Aleksandrii? Współczesny Żyd jest produktem Talmudu. Niechęć do Żydów sięga daleko poza epokę chrześcijaństwa. Zawsze miała podłoże etyczno-ekonomiczne. Nikt nie chciał tolerować sekciarstwa uzurpującego wyłączność przywilejów. Żydzi, cierpiąc na manię prześladowczą, posiadają jednocześnie obsesję, wywodzącą się z Talmudu i Kabały, w dążeniu do panowania nad światem. Rabiniczna koncepcja “narodu wybranego” jest bardziej zaborcza niż pruska. To Żydów gubi. W ślepej nienawiści do wszystkiego, co jest nieżydowskie, zawsze odgrywali czołową rolę wśród ludzkiego fermentu. Buntowali się niezależnie od tego czy władze były dla nich przychylne, czy też nie. Żydzi tak długo idą ramię w ramię z ateistami i komunistami, jak długo tamci pomagają im niszczyć świat chrześcijański. Na tym więź się kończy. Odsłaniają wówczas swoje konserwatywne oblicze, gdyż Żydzi, od początków istnienia, są największymi konserwatystami pod słońcem. – Czy obecny żydowski antysowietyzm i antyjaruzelizm nie posiadają podobnego podłoża? – Żydowska międzynarodowa rewolucja potępiła Józefa Stalina nie za zbrodnie, których się dopuścił, ale za to, że zdradził ducha światowej rewolucji, ponieważ, zdobywszy władzę, począł reprezentować imperialne interesy Rosji, czyli kontynuować politykę carów. “Die Weltrevolution” przeobraziła się w “Der Weltoktober”. [7] Bez wątpienia i wśród Żydów są ofiary ogólnoświatowej rewolucji. Jest to nieuniknione. Gdy piekielna machina niszczenia zostaje uruchomiona, działa w sposób trudny do przewidzenia i czyni niespodzianki w postaci strat w szeregach Żydów. Przykładem może tu być rewolucja w wydaniu narodowego socjalizmu w Niemczech. Inna sprawa, że począwszy od roku 1789, wszystkie rewolucje, które zakończyły się powodzeniem, niszczyły swoich twórców. Było tak we Francji po roku 1789, było tak w Rosji po roku 1917 i tak było w Hiszpanii z roku 1936. Rewolucja, jak Saturn, pożera własne dzieci. Jest zatem rzeczą normalną, że w skórę biorą również Żydzi, jej główni inspiratorzy. Często słyszy się wypowiedzi, że Związek Radziecki prześladuje Żydów. Są podawane pojedyncze przykłady takiego prześladowania. Zgoda. Te przykłady mogą być prawdziwe. Jednak, należy pamiętać, że oś Nowy Jork-Moskwa postanowiła przesiedlić Żydów do Izraela i na Zachód, aby wzmocnić przez to komunistyczno-syjonistyczne podziemie. Stąd tyle szumu wokół sprawy wyjazdu Żydów z ZSRR. Nieco ofiar, dla dobra propagandy, nigdy w historii ludu żydowskiego nie miało większego znaczenia. Dla idei mesjanistycznego internacjonalizmu są gotowi poświęcić nawet współplemieńców. Znamienny jest artykuł J.I. Fishbeina w żydowskim “The Sentinel”, z 20 czerwca 1946 roku: “Faszyzujące szumowiny i nazifile z tego kraju (USA) straszą Rosję wszystkim, od bomb atomowych do ‘demokratycznych wyborów’. „.Stwierdzamy, że w tym kraju elementy ‘rosjożercze’ są jednocześnie elementami ‘żydożerczymi’. …Czy kiedykolwiek można było usłyszeć o antysemityzmie, w każdym zakątku ziemi, który nie byłby jednocześnie antyradziecki? …Dostrzegamy naszego wroga. Spróbujmy dostrzec naszych przyjaciół, ludzi radzieckich”. Żydzi kochają się w militaryźmie. Z tego względu, robili wszystko, aby rozbudować potencjał militarny Związku Radzieckiego. Z chwilą, gdy w ZSRR dojdzie do głosu instynkt narodowy Rosjan, gdy kraj ten przestanie chodzić na smyczy międzynarodowego żydostwa, Żydzi odwrócą się do “ludzi radzieckich” plecami. W międzyczasie, będą starali się znaleźć zastępstwo, gdyż bez militaryzmu jest trudno im żyć. Kto będzie zastępcą? Czyżby znowu militaryzm niemiecki? Żydzi czuli się najpewniej w zmilitaryzowanych Niemczech. Prusy dawały im nieograniczone możliwości bogacenia się; pomimo, iż nigdzie nie traktowano Żydów tak źle, jak w Niemczech. Nie w złym traktowaniu zawiera się sedno sprawy. W pruskim militaryźmie Żyd odnalazł najlepszego sojusznika, gdyż tam, gdzie lud jest ciemiężony, Żyd czuje się najlepiej. Inwestycja w Prusy była dla Żyda najpewniejszą inwestycją. Otto von Bismarck (1815-98) pokładał duże nadzieje w żydowskich przywódcach socjalistycznych, którzy siejąc zamieszanie w krajach europejskich, służyli Prusom jako najwierniejsi synowie. Karol Marks (1818-83) pragnął jednoczyć robotników w granicach pruskiego imperium. Był proniemiecki do tego stopnia, że Francuzi oskarżyli go o współpracę z Bismarckiem. Rewolucyjne siły, które we Francji lansowały pacyfizm i humanizm, w Prusach popierały narodowy patriotyzm. Według Marksa i Engelsa, niemieccy robotnicy mieli siedzieć cicho i nie przeszkadzać w budowie pruskiego imperium. Bismarck obiecywał sobie uzyskać wiele od socjalisty, syna żydowskiego kupca, Ferdynanda Lassalle. Ten zdeprawowany ateista miał stać się przywódcą klasy pracującej by pomagać w budowie antykatolickich Wielkich Niemiec – zalążka Republiki Powszechnej. Nic dziwnego, że przy takiej współpracy, Boga podmieniono “rasą”, a slogan “Proletariusze wszystkich krajów łączcie się !” zamieniono na “Deutschland uber alles“. Pangermanizm marksistów był głównym powodem zwalczania anarchizmu Michała Aleksandrowicza Bakunina (1814-76), który wraz ze zniesieniem własności prywatnej pragnął zlikwidować państwo. Bakunin usiłował wprowadzić anarchię jako stały system stosunków społecznych. W imię “Wolności” pragnął wprowadzić szaleńczy indywidualizm. To niemieccy Żydzi, jak Marks, Liebknecht, czy Hess, pierwsi zaatakowali Bakunina i usunęli go z Międzynarodówki. Miało to miejsce na kongresie w Hadze, w 1872 roku. Osaczony Bakunin nazwał Międzynarodówkę synagogą marksistów. Czy się mylił? – Ich spór był czysto merytoryczny, gdyż marksiści wybrali z trójcy masońskiej slogan “Równość.”, a anarchiści “Wolność”. Jedni i drudzy pragnęli niszczyć w imię rewolucji. Spór powstał na tle metod działania. Bakunin musiał przegrać, gdyż na “Równości” można było więcej zarobić i “Równość” została poparta przez synagogę marksistów. I Międzynarodówkę założono w Londynie, 28 września 1864 roku. Marks nie brał udziału w spotkaniu. Do Międzynarodówki został wciągnięty. Zorganizowali ją sekretarz Mazziniego, Żyd z Polski, Wolf i kilku masonów. Twórcy ruchów komunistycznego i socjalistycznego musieli być masonami posiadającymi co najmniej siódmy stopień wtajemniczenia(Royal Arch) w Obrządku Szkockim, ponieważ od tego stopnia począwszy masoni nazywają siebie towarzyszami. Masoni niższych stopni są braćmi [8]. Tym się tłumaczy zwyczaj “towarzyszowania” wśród komunistów i socjalistów. Stopień “Royal Arch” jest czysto judaistycznego pochodzenia, zaczerpnięty z żydowskiej kabały, gloryfikujący Izrael i upamiętniający budowę świątyni Salomona. Współczesna masoneria wywodzi swój rodowód z legendy o Hiriamie Abiff, mistrzu budowlanym świątyni Salomona, którego czeladnicy podstępnie zamordowali. Rabińska legenda podaje, że po zbudowaniu świątyni Salomona, wszystkich robotników zabito, a Hiriam został “wzięty do nieba”. Nie pozostawiono przy życiu ani jednego świadka tajemnic tej budowli. System cechowy, zniszczony przez rewolucję francuską z 1789 roku, został przywrócony do życia przez Napoleona III, w roku 1864. Jednak, położyła na nim rękę I Międzynarodówka, do której klasa robotnicza praktycznie nie miała dostępu, i zaraziła go ideologią komunizmu. Nawet po kongresie robotniczym w Paryżu, w 1876 roku, gdzie zdecydowanie odcięto się od polityki, a deklarowano zainteresowania czysto ekonomiczne, ruch robotniczy pozostał w rękach socjalistów. W rezultacie, do głosu doszedł syndykalizm, który pragnął organizować i kontrolować działalność przemysłu poprzez niezależne związki zawodowe, co w rezultacie musi doprowadzić do anarchii. Bronią syndykalistów stał się Strajk Generalny, coś w rodzaju “Wielkiego Dnia Ludu” Ludu” Babeufa. Takie strajki najboleśniej uderzają w ludzi biednych. Mogą sparaliżować życie gospodarcze kraju, jego obronę, i uczynić łatwym łupem dla agresora. Strajk generalny jest najlepszym sposobem by wywołać głód. Rząd musi wówczas użyć policji i wojska. Rewolucja jest gotowa. Co gorsze, idea strajku generalnego jest dla robotników wielce atrakcyjna, gdyż jest łatwa do wprowadzenia w życie. Zawsze jest łatwiej tkwić w nieróbstwie, niż pracować. Tej metody postępowania uchwycili się działacze KSS “KOR”, którzy spenetrowali ruch “Solidarność”. Ich zamiary były wymierzone nie tyle przeciwko rządowi, ile przeciwko narodowi polskiemu. Bogu dzięki, iż znaleźli się w Polsce ludzie, którzy w porę położyli na tym rękę. Tym razem do rewolucji na polskich ziemiach nie doszło. Jak arystokracja feudalna z końca XVIII wieku, tak i burżuazja w wieku XIX była gotowa przeprowadzić reformy społeczne. Jednak, nie o reformy chodziło twórcom rewolucji. Pragnęli nieustannego wrzenia społecznego, a nie polepszenia doli ludu. Swoją drogą, to burżuazja należała do najbardziej rewolucyjnych elementów. Ona zniszczyła wszystkie feudalne i idylliczne stosunki społeczne. Gwałtowne usunięcie feudalizmu doprowadziło do zniewolenia proletariatu. Zjudaizowana plutokracja, w przeciwieństwie do feudałów, nie poczuwała się do żadnych obowiązków. Podwójna etyka żydowska przyczyniła się do przywrócenia nieludzkiej, samolubnej eksploatacji człowieka, a nawet była w stanie odtworzyć niewolnictwo. Szał planowania na siłę, produkowania coraz to więcej i więcej, ogarnął całą zjudaizowaną Europę i Amerykę. Mordercze normy produkcyjne nabijały kabzy międzynarodowym bankierom. Marks, krytykując kapitalizm, ani razu nie wspomniał o czołowej finansjerze. Superkapitaliści pozostali nietknięci. Tak jest do dziś. Komuniści i socjaliści nie ruszają wielkiej finansjery. Atakują jedynie przemysłowców o poglądach narodowych i patriotycznych. Tego bowiem wymaga idea internacjonalizmu. O ile zakusy Aleksandra Wielkiego (356-323 p.n.e.) do władania światem były zakusami pojedynczego człowieka i wraz z nim umarły, to iluminaci stworzyli program działania, który jest przekazywany z pokolenia na pokolenie. Zatem, zmieniały się generacje i kraje, a program rewolucji społecznej zawsze był ten sam. Rewolucyjni przywódcy nigdy nie wywodzili się z ludu, ale z klas wyższych, które nie były uciskane. Nie przywiązywali żadnej wagi do ludzkiego cierpienia. Nie mieli poszanowania dla życia człowieka. Zawsze otaczali się stertami trupów. Każdy zryw rewolucyjny wybuchał nie w momencie, gdy sytuacja ekonomiczna była beznadziejna, ale w przededniu wielkich reform. Rewolucja nigdy nie poprawiła sytuacji ludności, ale cofała kraj w rozwoju o dobre kilkadziesiąt lat. [*] Ostatnio, w Kraju pojawiają się notatki prasowe i ogłoszenia – w urzędowej prasie PRL, jak np. “Razem” 15/87, czy też “Słowo Polskie”, nr. 76, z 31 marca 1987 roku informujące o legalnej i oficjalnej działalności “Lectorium Rosicrucianum”, filii Międzynarodowej Szkoły Złotego Różokrzyża, zupełnie otwarcie nawiązującej do XVII-wiecznej tradycji różokrzyżowców. Ponadto, coraz śmielej atakuje Polskę okultyzm tybetański (Raja Yoga, Karma Kagayu, Zen, Adżapa Jogi itp.). Zobaczymy, co będzie w przyszłości. (P.M.) Skoro już mowa o zagadkowej działalności grup okultystycznych na terenie katolickiej Polski, to warto wspomnieć o dr hc. Jerzym Turowiczu, ojcu duchowym grupy “Znak” i “Tygodnika Powszechnego”. Otóż, p. Jerzy Turowicz, też posiadacz Komandorii Orderu św. Grzegorza Wielkiego, przewodząc oficjalnie polskiej prasie katolickiej i od dawna pretendując do miana apostoła świeckich (katolików), jednocześnie związał się z wojująco synkretyczną Światową Konferencją d/s Religii i Pokoju (WCRP) – patrz przypisek [10] – a także jest członkiem masońskiego komsomołu: Braterstwa Phi-Kappa-Theta. Należy wątpić, że tylko do tego “braterstwa” p. J. Turowicz należy. Za cóż, bowiem, tak odległy Uniwersytet w Yale (USA) – gniazdo masońskich szerszeni “The Order” – nadałby mu tytuł doktora hc? Co więcej, brat J. Turowicz coraz natarczywiej kręci się wokół biura Księdza Prymasa. Zresztą, nie tylko on jeden. Któż ich do tego zachęca? (R.G.) Źródło: http://marucha.wordpress.com