piątek, 3 sierpnia 2012

Droga

Twory new age są dziś na każdym kroku jak kałuże po deszczu. Skrywać mogą niespodzianki w postaci studzienek kanalizacyjnych… Media zamiast informować o niebezpieczeństwie robią im reklamę jak gdyby były wodami z uzdrawiającą mocą.


środa, 1 sierpnia 2012

„Zbroja”

Wróg chce nas rozbroić i zniszczyć. Poprzez swoje media utwierdza nas w przekonaniu, że ubiór ma służyć tylko naszej wygodzie i podkreślać nasz statut społeczny. Oba kłamstwa służą jednemu celowi, by nas uśpić  byśmy pozbyli się ochrony. Co nas uchroni przed czystością serca i zatrutym ostrzem zła gdy spadnie na nas?


wtorek, 31 lipca 2012

Zamordowanie rodziny carskiej i jak mord wykryto?


Dnia 4 lipca zgraja katów obejmuje w posiadanie dom Ipatjewa. “Sam” Jurowskij zostaje jego komendantem, a warty wewnętrzne obejmuje dziesięciu wybranych, nie umiejących po rosyjsku Węgrów. Dotychczasowa warta, jako element gadatliwy, niesubordynowany, niepewny zostaje usunięta.
Cień śmierci pada na biały dom Ipatjewowski.
18 lipca Ekaterynburg obiega głucha wieść, że w domu tym kogoś zamordowano. Czy zamordowano wszystkich? Czy tylko cara? Czy może wogóle symulowano zabójstwo, aby przewieźć nieznacznie więźniów? Nikt nic nie wie. Tak samo, jak dawniej, stoją warty wzdłuż parkanu, otaczającego milczący dom.
Mniszki tylko z miejscowego klasztoru zostały odprawione z kwitkiem, kiedy przyniosły dla carskiej rodziny zwykłą, codzienna rację żywności (w ostatnich dniach zaczęły ją za pozwoleniem bolszewików przynosić). Ale poprzedniego dnia na rozkaz bolszewików przyniosły 50 jaj, na wyraźne polecenie Jurowskiego, spakowane w koszyczku.
Czyżby na drogę? Wreszcie po trzech dniach domysłów bolszewicy 21 lipca plakatują wiadomość o rozstrzelaniu cara i ”ewakuacji” rodziny carskiej. Nie wiedzieli Ekaterynburżanie, że takież afisze pojąwiły się w Moskwie już na 2 dni przed tem, bo 19 lipca.
25 lipca wpada do miasta Kołczakowski generał Popielajew tak nagle, że przyłapuje pewną część czekistów, kopje depesz na poczcie i t. p.
W domu Ipatjewowskim znaleziono smutny obraz ruiny. Poroztrącane meble,żadnych przedmiotów, oprócz paru jakichś słoików po lekarstwach. Za to w piecach pozostały kupy popiołu, w którym analiza wykazała resztki materjałów i t. d. Widać, że wszelkie pozostałości gorliwie palono – ślady zacierano doszczętnie.
Ogarnięta złemi przeczuciami komisja zeszła na dół, aż do najdolniejszego pokoju, półsuterynowego. W ciemnej tej i ponurej, nizko sklepionej komnacie o zakratowanych oknach, przebieg krwawej tragedji stanął przed jej oczami z całą wyrazistością.
Oto ściana przeciwległa była poorana kilkudziesięciu kulami i uderzeniami bagnetów. Takież dziury od kul i bagnetów miała podłoga. Różowawe, niedomyte przez bolszewików ślady krwi na zwisających w strzępach obiciach i zacieki krwi w szparach podłogi mówiły niezbicie, że nie strzelano tu do martwego celu.
Na ścianie na wprost tego miejsca, gdzie, jak się okazało potem, był zabity car, szerokiemi kresami nakreślony, czerniał kakabalistyczny znak swastyki. Obok równem, wyrobionem pismem inteligenta napisany był atramentowym ołówkiem następujący dwuwiersz z Heinego:
“Belsatzar war in selbiger Nacht
Von seinen Knechten umgebracht”
(Baltazar został tej nocy przez sługi swe zabity).
Piszący pozwolił tu sobie na zmianę, pisząc: “Belsatzar” zamiast “Baltazar”.
Mordu dokonała mądra, zorganizowana, mająca swoje cele wola. Ale kto padł jej ofiarą. Niewątpliwie zamordowano tu większą ilość osób. Ale w one czasy o to było nie trudno. Może padły tu jakieś pierwsze lepsze ofiary, mające maskować śmierć carskiej rodziny? A jeśli nie, to czy nie cała owa rodzina była tu wystrzelana? Czy wierzyć komunikatom bolszewickim, że tylko car był stracony? Oto pytania, które narazie nie były wyjaśnione, oto zaczątki legend o uratowaniu się carskiej rodziny, które aż dotąd krążyły w pewnych kołach emigracji.
Ogłoszenie przebiegu i rezultatów śledztwa obala te legendy i ustala nieubłaganą rzeczywistość.
Zaczęła się ona zwolna wyłaniać już od pierwszych zaraz dni panowania “białych” w Ekaterynburgu.
Pierwsze światło rzuciły na sprawę zeznania włościan Zykowych: matki i syna. Włościanie ci nocą przed świtaniem dnia 17 lipca 1918 roku jechali do Ekaterynburga z rodzinnej wsi Koptiaki, o 20 wiorst odległej. Kiedy Zykowowie przejechali teren kopalń i zrównali się z uroczyskiem “Czterech braci”, ujrzeli jakiś orszak, złożony z ciężarowego samochodu, konnych i pieszych krasnoarmiejców. Natychmiast przyskoczyło do nich dwu konnych i, grożąc rewolwerami, kazali zawrócić i galopem odjeżdżać. “Nie oglądajcie się – zastrzelimy”, wołali, galopując za nimi i tak ich odprowadzając na odległość wiorsty.
Przerażeni Zykowowie narobili alarmu w Koptiakach. Chłopi byli przekonani, że to już “biali” przyszli. Wysłali kilku swoich na zwiady w kierunku uroczyska “Czterej bracia”. Tam ich spotkały uzbrojone pikiety bolszewików, które kazały chłopom wrócić, albowiem w uroczysku mają być dokonywane ćwiczenia z rzucaniem granatów ręcznych.
Niebawem znaleźli się i inni świadkowie, którzy widzieli marszrutę tajemniczego samochodu. Sprawdzono, że tej nocy wzięte było z bolszewickiego garażu ciężarowe auto, które wróciło, przesiąknięte krwią.
Śladem tych zeznań wyprawił się sędzia Namietkin wraz z oficerami. Drogę orszaku znaleźć było nie trudno. Szedł on bezdrożami, miękkiemi torfowiskami, młodym zagajnikiem, zostawiając wyraźne ślady.
Ślady te doprowadziły do głębokiego, opuszczonego szybu w uroczysku “Czterej Bracia”. Szyb ten został po niegdyś eksploatowanej kopalni rudy żelaznej. Wokoło inne szyby zapadły się, zapłynęły okami jezior leśnych, powleczonych rzęsą, zachłysnęły się torfowiskami, zasypały resztkami własnych budowli. Ten szyb jedyny ział otwartą ciemnią, głęboką na 5 sążni i 7 werszków. Na dnie jego zawsze stała woda pod lodem, który nie topniał nawet w najupalniejsze lipcowe dni.
Ramę szybu tworzył nasyp dobrze ubitej gliny, dalej wkrąg zwierał się las, dzika uralska puszcza.
Nad brzegiem kopalni Namietkin znalazł dwa duże ogniska. Powierzchowne poszukiwania nie dały rezultatów. Na dnie kopalni zalegał pancerz lodu. Lód był w jednem miejscu przebity. Nikomu nie chciało się dawać nurka w przerębel na głębokości 7 sążni pod ziemią. Namietkin wrócił z doniesieniem, że nie znaleziono nic.
Przecież chłopi, którzy w parę dni potem udali się do szybu, pociągani nieodparcie kryjącą się na jego dnie tajemnicą, znaleźli w glinie nasypu parę drogich kamieni, ułamki biżuterji. Fama, że tam została “pogrzebana” carska rodzina rosła i potężniała.
I wtedy przyszedł ze swemi badaniami Sokołow. Poprowadzono je na ogromną skalę, z liczną rzeszą robotników, posiłkując się całym systemem rusztowań drewnianych.
Poszukiwania te dały rezultaty, wystarczające zupełnie. Głęboko na dnie szybu, pod lodem, znaleziono, oprócz masy popiołów, szereg przedmiotów, lub ich ułamków, nie pozwalających wątpić, że została tu pochowana carska rodzina. Między innemi znaleziono święte obrazki, które dzieci cesarskie brały zawsze ze sobą na piersi w drogę, sztuczną szczękę doktora Botkina, brykle, pochodzące z sześciu gorsetów, kolczyk-perłę noszony przez cesarzową, trzynaście pereł, trzynaście szmaragdów, dwa szafiry, dwa brylanty, złote łańcuszki, części połamane złotych biżuterji i t. p.
Dalej znaleziono liczne opalone kości, porąbane na drobne kawałki. Wreszcie – palec kobiecy, manucurowany, kawałek skóry ludzkiej, jak wykazała ekspertyza, wreszcie trup chińskiego pieska cesarzówien “Jenny”, zakonserwowany dosyć dobrze pod warstwą lodu.
Śledztwo dalsze wyjaśniło, że cesarzowa, doświadczywszy brutalnej rewizji osobistej po przyjeździe do Ekaterynburga, zdołała poufnie wysłać list do córek do Tobolska, żeby ukryły dobrze biżuterje, które w tej konspiracyjnej korespondencji nazywały się “lekarstwa”. To też przed odjazdem do Ekaterynburga zaszyto je w kapelusze, w ubrania, w aski od kostjumów, duże brylanty poobszywano suknem i przyszyto jako guziki do płaszczy. Otóż drobna część tych przedmiotów uszła uwagi katów, rozszarpujących naprędce na trupach ubrania, które miały być spalone – i one to właśnie zostały wdeptane w glinę i zsypane wraz z popiołami do szybu.
O spaleniu ciał świadczy popiół, kości opalone, ślady dwuch wielkich ognisk. W miejscowym składzie znaleziono pokwitowania datowane w te dni Gołoszczekina i Jurowskiego na benzynę i kwas siarczany, rozkładający ciała i stwierdzono, że tę benzynę i kwas wywieziono do lasu na uroczysko “Czterej bracia”.
Razem wzięto 40 pudów benzyny i 12 pudów kwasu siarczanego.
Tak więc udało się odtworzyć obraz tego, co działo się świtaniem dnia 17 lipca nad krawędzią kopalnianego szybu.
Na placyku glinianym u jego krawędzi obnażono trupy.
Odzież zrywano gwałtownie, rwąc i rozcinając nożami; pękały przy tem guziki, rozciągały się haftki i pętelki i tak ich części znaleziono.
Rabowano tylko “przy okazji”, ale celem głównym było zniszczenie trupów. W tym celu należało przedewszystkiem trupy porozcinać na części. Dokonywano tego na placyku.
Sędzia Sokołow znalazł w pobliżu kopalni wyrwaną stronicę z książki, zawalaną kałem ludzkim. Był na niej skorowidz treści podręcznika anatomji. Ktoś był zmuszony zadowolić swoje potrzeby naturalne i użył najmniej potrzebnej części książki. Eks-felczer Jurowski był przewidujący: za brał się do chirurgii – z podręcznikiem.
Uderzenia toporu, rozcinając trupy, przecinały i niektóre kosztowności, wdeptywane w ziemię.
Wśród drobnych przedmiotów, odkopanych w szybie, znaleziono też 24 kawałki ołowiu. Ołów ten, kiedy ciała palono, wyciekał z nich i zastygał na ziemi w formie ciężkich kropel. Ziemia, poddana analizie, okazała się przesiąknięta tłuszczem, wytapiającym się z trupów.
Mogło być jeszcze przypuszczenie, że jednak nie zabito wszystkich członków carskiej rodziny; że jednak ktoś został wywieziony, ukryty.
Śledztwo dalsze, zataczając coraz szersze kręgi, wyjaśniło i tę okoliczność bezspornie – wszyscy więźniowie domu Ipatjewa byli zabici. Narazie udało się ustalić szczegółowo obraz mordu z zeznań osób, którym oprawcy w swoim czasie opowiadali jego przebieg. Niebawem jednak w ręce “białych” dostał się jeden z głównnych aranżerów mordu – naczelnik warty Miedwiediow; złapano go przy wysadzaniu mostu na Karmie, kiedy wojska Kołczaka brały Perm.
Okazało się, że od dnia 4 lipca, kiedy Jankiel Jurowskij przesiedlił się ze swymi oprawcami z krwawego Amerykańskiego hotelu, zabójstwo było zdecydowane. Szaja Gołoszczekin pojechał do Jankla Swierdłowa do Moskwy ustalić ostatecznie jego wykonanie (kopje ich szyfrowych depesz znaleziono potem na poczcie i udało się je rozszyfrować), a Jurowskij jeździł po okolicznych lasach i kopalniach, szukając odpowiedniego miejsca.
Szyb w uroczysku “Czterej bracia” wypatrzył 14 lipca.
16 lipca późnym wieczorem kazał Miedwiediewowi zabrać z warty zewnętrznej 12 rewolwerów i rozdać swoim Węgrom, którzy byli uzbrojeni tylko w karabiny. Pod dom podjechało wielkie ciężarowe auto, które miało zabrać trupy.
Wszedłszy o godzinie 12 w nocy do pokoju, w którym był car, Jurowskij obudził go i kazał szykować się całej rodzinie do drogi, tłomacząc to koniecznością wyewakuowania ich z powodu zbliżania się “białych”.
O godz. 2-ej wszyscy byli umyci, ubrani i spakowani i wyszli za Jurowskim. Na czele kroczył car, niosąc chorego carewicza. Obaj oni byli ubrani w t. zw. “gimnastiorki” i mieli czapki na głowach. Dalej szła carowa z czterema córkami, dr. Botkin, służąca Demidowa, lokaj Trupp i kucharz Charitonow. Kuchcik Siedniow na dzień przed tem był zwolniony. Jurowskij wprowadził więźniów do dolnego, półsuterynowego pokoju; mieszkał w nim jeniec austryjacki Rudolf, usługujący Jurowskiemu. W przyległym pokoju czekali w liczbie dziesięciu Węgrzy.
Cesarz, przypuszczając, że każą im czekać, aż podany zostanie jakiś środek lokomocji, poprosił o krzesło. Cesarz z cesarzewiczem siedli pośrodku pokoju. Dalej nieco siadła cesarzowa; za jej krzesłem stanęły wszystkie cztery córki. Doktor Botkin stanął za krzesłem cesarzewicza. Z jednej strony kucharz z lokajem. Służąca Demidowa stanęła najbardziej w głębi, trzymając w ręku wielką poduszkę.
Wtem otwarły się drzwi i wszedł przez nie Miedwiediow, prowadząc Węgrów. Dwu z nich miało karabiny z nadzianemi bagnetami.
Ustawili się rzędem nawprost skazańców z rewolwerami w dłoni. Dopiero teraz nieszczęśliwi zrozumieli.
Aleksandra Teodorówna się przeżegnała.
Przez mgnienie oka zapanowała cisza.
Jurowskij zrobił pół kroku wprzód. “Białogwardiejcy chcieli was uratować”, powiedział, “ale im się nie udało. Wy zaś – zginiecie”.
- Co? Co? – zapytał car.
“Ot co!”, krzyknął Jurowskij, podsuwając mu pod nos rewolwer.
Równocześnie oprawcy zaczęli strzelać. Miedwiediow strzelił w carewicza, Jurowskij w cara. Car zwalił się odrazu. Carewicz rzęził i miotał się po podłodze. Jurowski dobił go kilku strzałami. Również nie chciała umierać Anastazja Mikołajówna; leżąc na podłodze, krzyczała i zasłaniała się rękami. Przygwożdżono ją dwoma pchnięciami bagnetu do ziemi.
Największy kłopot był z Demidową, która stała najdalej. Zasłaniając się poduszką, miotała się z krzykiem po pokoju, z którego nie było wyjścia, to też pudłowano, strzelając do niej. Wreszcie i ona ucichła.
Na podłodze leżało jedenaście trupów, brocząc obficie.
Teraz oprawcy przystąpili szybko do dzieła. Prędko i sprawnie z palców, z szyj, z uszów ofiar pozdejmowano kosztowności, które były na wierzchu. Z wozu wyjęto hołoble, między któremi rozpięto prześcieradło. W ten sposób wynoszono ofiary do czekającego ciężarowca. Tam wszystkie je zawinięto w sukna żołnierskie, zaciągnięto sznurem i powieziono.
Na miejscu kilkunastu krasnoarmiejców do świtu za pomocą wody, trocin i mydła starało się zmyć ślady zbrodni. Należało nietylko oczyścić podłogi i obicia, ale ponadto wycierać krew, która od pokoju mordu przez korytarz, przez schody, przez podwórze aż do samochodu, ściekając obficie z ofiar, stworzyła drogę, słaną purpurą, po której niesiono cara Wszechrosji na ostatni spoczynek.
źródło:

poniedziałek, 30 lipca 2012

Depopulacja cd.

Korporacja, jak to oszustwo chciałbym przedstawić na tym blogu używając eufemizmów ponieważ gdyby nie moje dobre wychowanie to co wyczyniają z ludźmi zasługuje na troszeczkę inne potraktowanie…