piątek, 21 grudnia 2012

Ks. Adam Skwarczyński odpowiada “Zenobiuszowi”

Któż jak Bóg!

Uprzejmie proszę Pana Zenobiusza, aby nie atakował ani nie ośmieszał strony katolickiej, nad którą czuwam i decyduję o treści ważniejszych tekstów na niej. Jeśli administratorka tej strony powołuje się na mnie, na mój wpis albo na moją odpowiedź ustną, nigdy nie czyni tego beze mnie, na własną rękę.



Co do “orgonitu” – traktowałem go jak zwykły kryształ górski (tak został nazwany w naszej rozmowie z Panem), tyle że z “anteną” z opiłków metalowych. Mając go u siebie, nie zauważyłem żadnego wyraźnego działania, ani pozytywnego, ani negatywnego. Gdy jednak dowiedziałem się, że wymaga on “programowania” i ma być jakby kondensatorem mojego własnego “ja” – mojej woli, a poza tym jest sprzedawany w sklepach ezoterycznych (nazywam je sklepami dla czarowników) – rzeczywiście odrzuciłem go daleko od siebie i więcej testować nie mam zamiaru, o czym wie p. Ewa. W podobny sposób postąpiłem np. z wahadłem, tyle że co do niego – otrzymałem wyraźną odpowiedź od Boga, że mam je odrzucić.

Ponieważ zostałem przez Pana Zenobiusza z Małżonką życzliwie przyjęty, wyraziłem wielką wdzięczność za srebrny krzyż, w prezencie otrzymany, a nie wypadało mi krytykować innego daru – właśnie “orgonitu”. Skoro jednak Ofiarodawca w sposób kategoryczny żąda ode mnie konkretnej odpowiedzi – oświadczam, że chciałbym ją przygotować do niedzieli 23 grudnia, lecz wątpię, by było to możliwe ze względu na obowiązki adwentowe. Przyznam się, że różne “energie” oraz ich podleganie duchom dobrym (Aniołom) oraz upadłym to mój “konik” i mam w tej kwestii pewne doświadczenie. Ogólną zasadę wskazują w tej dziedzinie księża egzorcyści: lepiej być nadmiernie ostrożnym, niż dać się złowić duchom piekielnym na ich haczyk (i ciągnąć w kierunku piekła).

Strony internetowe p. Zenobiusza zawierają tak wielką gamę zagadnień (podziwiam pracę, erudycję, pamięć!), ale zarazem taką mieszankę pojęć, terminów, opinii, że jak “stajnia Augiasza” wymagają wielkiego oczyszczenia. Jeżeli mają być one naprawdę “katolickie”, powinien Pan do tego oczyszczenia znaleźć sobie jakiegoś księdza teologa, a samemu zdobyć się na cierpliwość, mądrość i pokorę (!), by uzgodnić wspólne z nim stanowisko, odrzucić i wyraźne zło, i rzeczy wątpliwe. Te ostatnie są szczególną pożywką dla szatana. I tak np. działa on na nasze zmysły, by przekonać nas o istnieniu jakichś ufoludków, elfów czy sylfów, wytworzyć jakiś kształt na szybie czy drzewie, wzbudzić ruch świateł lub przedmiotów itp. Chce nas przekonać, że jesteśmy wybrańcami Boga do specjalnej misji, uprzywilejowanymi przez te “widzenia”, a gdy zaczynamy mu wierzyć, coraz bardziej nas osacza. Jeszcze dobrze, gdy otoczenie nie zawiezie nas w kaftanie bezpieczeństwa do jego królestwa na “leczenie”! Takich ludzi “Leczonych” jest coraz więcej.

Za przykład pomieszania pojęć, świadczącego o tym, że prowadzący tę stronę nie może uchodzić za katolickiego nauczyciela katolików (!) – przepraszam za mocne słowa, ale nie trzeba było wywoływać wilka z lasu! – może posłużyć nauka o “energiach”. Nie będę z nią polemizował, lecz krótko przedstawię właściwą jako teolog, dyskutować nad nią nie można. Taki okruch teologii może się przydać zarówno Panu Zenobiuszowi, jak i jego czytelnikom, jeśli tylko na tyle się upokorzy, by moje rozmyślanie zamieścić na stronie (co wymaga odwagi, gdyż będzie się równało z przyznaniem się do niektórych błędów!).

Bóg jest we wszystkim, ale nie jest wszystkim, gdyż jest bytem absolutnie odrębnym od swoich stworzeń, a one nie są Jego cząstkami. Jeżeli powiemy, że Bóg jest wszystkim, będzie to panteizm równie prymitywny, jak przy twierdzeniu, że wszystko jest Bogiem. Ani Bóg nie jest kamieniem czy chmurą, ani kamień czy chmura nie są Bogiem. Nawet dusza ludzka, stworzona i podtrzymywana bez końca jako nieśmiertelna, jest stworzeniem odrębnym od Boga, choć obdarzonym Jego cechą. W całym stworzeniu jest jakiś odblask Bożego Dobra, Piękna i Prawdy, ale co innego piękno stwarzane, a co innego Piękno Absolutne Niestworzone, Odwieczne – Bóg, który swoim stworzeniom nadaje swoją cechę.

Bóg jest we wszystkim swoją mocą stwórczą (w kamieniu, drzewie, chmurach), podtrzymując wszystko w istnieniu, jednak w tym akcie nie wyłania ze siebie żadnych energii, a tylko realizuje swoją wolę. Materia jest jakby “zagęszczoną postacią energii”, energia też jest materią (strumieniem cząsteczek) i z Bogiem (jako Bytem Czysto Duchowym) ma tylko tyle wspólnego, że podlega Jego aktowi stwórczemu.

W całym wszechświecie jest tylko jeden byt duchowo-materialny, w którym Bóg przebywa zarówno swoją mocą stwórczą (jak np. w kamieniu), jak i w sposób osobowy (jako Trójjedyny). Jest nim człowiek, zdolny “pomieścić” w sobie niematerialnego Boga (w swojej duszy). Istnieje też jedna jedyna postać (cząstka) materii, wyizolowana z całości materii słowem Boga, który pozostawia jej cechy zewnętrzne, podpadające pod nasze zmysły, ale przemienia jej istotę (“przeistacza”), czyniąc ją zdolną pomieścić Ciało i Krew Zmartwychwstałego Chrystusa. Z Ciałem i Krwią zjednoczona jest Dusza Chrystusa, ale i Bóstwo – Druga Osoba Boska (Jedna Osoba istnieje od 2 tysięcy lat w dwóch naturach, Boskiej i ludzkiej). Ta zaś zjednoczona jest zawsze z Pierwszą i Trzecią Osobą Boską, więc w Eucharystii w sposób sakramentalny istnieje Ciało i Krew Boga-Człowieka, a w sposób niesakramentalny – poprzez zjednoczenie z Nimi – Jego Dusza ludzka oraz Druga Osoba Boska w jedności z Pierwszą i Trzecią Osobami Boskimi. Nie pokłonimy się więc kamieniowi twierdząc, że w nim jest Bóg, jednak oddamy pokłon Bogu w Eucharystii, chociaż wyglądem i smakiem przypomina nam Ona tylko chleb i wino.

Czasoprzestrzeń jest związana z materią, więc Boga nie dotyczy. Dlatego też Bóg nie posługuje się swoją “wiedzą” (np. o tym co będzie w przyszłości), lecz swoim istnieniem. Inaczej mówiąc, nie musi wiedzieć, co się stanie z kierowcą jadącym jak wariat i co na którym kilometrze, gdyż On JEST (a kierowca w Nim jest) JEDNOCZEŚNIE wtedy, gdy kierowca wyrusza z domu, jak i w momencie, w którym rozbija się o drzewo – dla Boga czas nie płynie ani przestrzeń Go nie ogranicza. To niby oczywiste, ale nie zawsze i nie dla wszystkich…

Życzę Panu Zenobiuszowi i czytelnikom Pana stron dociekliwości w dochodzeniu do Prawdy, jednak pod czyimś kierunkiem, gdyż wobec Prawdy Absolutnej wszyscy jesteśmy jak maluchy w piaskownicy, odkrywający “ogromny skarb”: tęczowe skrzydełko motyla… I będziemy odkrywać wiecznie, gdyż do tego zostaliśmy stworzeni. Odnoszę to zwłaszcza do siebie, mówiąc sobie samemu: już wkrótce rozwiniesz skrzydła!

Uwaga! Mamy opierać się na Biblii – tak jest. Tylko że protestanci czytają i wyjaśniają ją po swojemu, jak im się podoba, natomiast katolicy są zobowiązani do trzymania się sposobu jej interpretacji, przekazywanego z pokolenia na pokolenie od czasów apostolskich. Ten sposób nazywamy Świętą Tradycją. Gdy w ciągu wieków pojawiały się trudności lub wątpliwości (zwłaszcza pod naporem herezji), papieże zwoływali sobory powszechne i pytali Ducha Świętego, jak rozumieć konkretne kwestie. Najprostszym sposobem zapoznania się ze Świętą Tradycją (co do głównych jej punktów i zasad) jest czytanie Katechizmu Kościoła Katolickiego

ks. Adam Skwarczyński

Źródło: http://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz