wtorek, 30 października 2012

Pomysły rządu oszałamiają


Hitem przyszłorocznych planów MSP ma być prywatyzacja Agencji Rozwoju Przemysłu. Niewykluczone – mówią złośliwi – że resort skarbu niedługo będzie chciał sprzedać sam siebie.
Czegóż oni nie zamierzają sprzedać? Doszło do takiego absurdu, że prawie chcą sprzedać samych siebie. Głowy wysokich urzędników państwowych nie próżnują. Tym razem planują zbyć Agencję Rozwoju Przemysłu SA, co może wprawić człowieka w osłupienie. ARP jest agendą rządową, która tak blisko, jak tylko można współpracuje z Ministerstwem Skarbu Państwa w sferze prywatyzacji i sanacji (uzdrawiania) przedsiębiorstw. Zarówno MSP, jak i ARP realizują misję wyprzedaży polskiego majątku i pracują od lat nad strategią prywatyzacji, “żeby nam się żyło lepiej”. Dowiadujemy się w ministerstwie skarbu, że debiut ARP na giełdzie zjedna dla niej przychylność instytucji finansowych i umożliwi wyższy poziom finansowania, więcej otrzyma środków z zewnątrz.
Coś kombinują…

Paweł Brzezicki, prezes ARP w latach 2006-2007, zwraca uwagę, że minister skarbu reprezentuje Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy, ale wskutek uregulowań statutowych sprawuje także ścisły i osobisty nadzór nad wszystkimi działaniami zarządu ARP.
Złośliwi pytają, czy nie warto od razu sprywatyzować Ministerstwa Skarbu Państwa, potem finansów i w ogóle całego rządu? Gdy zajrzymy do papierów, okaże się, że Agencja w grudniu 1990 r. została powołana ustawą o zniesieniu i likwidacji niektórych funduszy – dodajmy w zamyśle, totalnej prywatyzacji, w taki sposób, w jaki się tylko da. Zlikwidowany został Fundusz Zmian Strukturalnych w Przemyśle, powołano ARP SA. Powstała, z jednej strony agencja rządowa, z drugiej – spółka prawa handlowego, ubezwłasnowolniona i niemal wtopiona w ministerstwo skarbu, służąca do w lwiej części marnego albo wręcz żadnego “uzdrawiania” i prywatyzacji dużych przedsiębiorstw, przykładem w ubiegłej kadencji tego rządu mogą być stocznie.
Wynik parasola ARP nad stoczniami okazał się taki, że przemysłu stoczniowego już nie mamy. ARP zajmowała się wcześniej restrukturyzacją i prywatyzacją, całych sektorów przemysłu kluczowych dla gospodarki, takich jak np. hutnictwo działając wespół – zespół z innymi, nie wyłączając lobbystów. Hut też już nie mamy. Agencja się przydawała, coś kombinują, że chcą ją sprzedać.
Wartość duża, trudna do zliczenia
Niby co to nas obchodzi, że, sprzedając agendę rządową, resort odcina sobie rękę, chociaż zapowiadają, że zmieni się jej rola. Ale “skarb” obficie przecież ARP dokapitalizował, “by wspierać podmioty gospodarcze, zapewniając im dynamiczny rozwój, wzrost, innowacyjności i konkurencyjności”. Agencja kupuje i sprzedaje spółki, ma ich ok. stu. Jest właścicielem i nadzoruje Specjalne Strefy Ekonomiczne – trudno przemilczeć, że gdy w lipcu br. pracownicy fabryki Chung Hong Electronics Poland ze SSE przyjechali do Warszawy z żalami, że pracodawca nie przestrzega u nich prawa pracy, Roma Sarzyńska, rzeczniczka ARP, poinformowała wyniośle, że Agencja nie może być adresatem żadnych żali i tak zdenerwowała przybyłych, że przez kilka godzin okupowali siedzibę pani Sarzyńskiej. Dodajmy, że zasiedziała rzeczniczka – jak mówią – od pewnego czasu ma więcej do powiedzenia w ARP niż sam prezes. Nie od dziś w Agencji jej się boją. ARP, w stu procentach spółka skarbu państwa, posiada aktywa warte 5 mld zł – ustalił “Dziennik Gazeta Prawna”, jednak analitycy, w tym analitycy giełdowi, są zdania, że wartość spółki trudno będzie im wycenić.
Właściciel obiektów muzealnych
ARP jest właścicielem dwóch obiektów muzealnych w Baranowie Sandomierskim i Krasiczynie dużej wartości materialnej, historycznej, muzealnej. To właśnie w scenerii sal muzeum w Baranowie Sandomierskim przedstawiciele ARP podpisywali w końcu grudnia ub. roku tekst umowy sprzedaży cywilnej części Huty Stalowa Wola SA chińskiej firmie Guagxi Liu Gong Machinery Co. Ltd. Czyj po prywatyzacji będzie ten obiekt, może chiński? A czyj w Krasiczynie? ARP wraz z Ministerstwem Skarbu Państwa była właścicielem 87,63 proc. HSW SA Agencja posiada pieniądze na kontach gromadzone przez wiele lat – to część środków z prywatyzacji przekazywana ustawowo ARP. Do końca przyszłego roku Agencja ma spełniać kryteria spółki publicznej w przyszłym roku – mówią w ministerstwie i nieoficjalnie informują, że może sprzedany zostanie na giełdzie pakiet większościowy ARP. Może to jednak będzie jakiś inwestor strategiczny? Pomysły urzędników resortu i samego ministra są takie zmienne… Sprywatyzowana Agencja już nie będzie ratować żadnych firm, zajmie się Doliną Lotniczą, a nawet kosmosem.
Pomysł bzdurny
Paweł Brzezicki zapytany o to, co myśli o “hicie prywatyzacyjnym w 2013 r.”, odpowiedział z sarkazmem, że właściwie wszystko można sprywatyzować, tak jak wszystko można znacjonalizować. Pomysł uznał za bzdurny. Wcześniej nie chciał wierzyć, że propozycja prywatyzacji ARP wypływa z kręgów rządowych, od ludzi poważnych. – To ma być prywatyzacyjny hit? – zapytał. – Owszem, jeśli to w ogóle jest prawda, szykuje się kolejne mocne uderzenie. Zastanawiał się, co urzędników ministerstwa skarbu mogło nakłonić do planowania tej sprzedaży: brak pieniędzy w kasie – pustki w niej są permanentne, a rządowi – mówił – potrzebne jest coraz więcej pieniędzy choćby na rozrastającą się administrację rządową.
W rządowych strukturach funkcjonuje już 92 pełnomocników komisji, komitetów, rad i zespołów powołanych do załatwiania spraw bardziej lub mniej ważnych albo zupełnie nieważnych. Ci liczni pełnomocnicy i komitety nie mają narzędzi do podejmowania konkretnych działań – czytamy w “Polityce”. Mimo to, wiedząc jak działa rząd, “Nasza Polska” uważa, że struktur “bezmocnych pełnomocnych” premier jest w stanie namnożyć, toż w nich będą zasiadać sami swoi ludzie!
Co tkwi w szafie?
Były szef ARP, który sprzedał upadające Polskie Zakłady Lotnicze w Mielcu w marcu 2007 r. – sytuacja tej fabryce była taka, że już nie było na pensje  - amerykańskiej firmie United Technology Holdings z firmy Sikorsky Aircraft Corporation (Amerykanie zabiegają właśnie, żeby śmigłowce Black Hawk z Mielca sprzedać polskiej armii) uważa, że mogą być i “jakieś trupy trzymane w szafie”, w sensie niedokończonych lub wadliwie przeprowadzonych prywatyzacji, które jakoś trzeba przykryć. Przypomniał, że ARP nie tylko nie uzdrowiła wielu przedsiębiorstw, ale spowodowała całkowite “wyłożenie” niektórych z nich ważnych dla gospodarki.
Prezes ARP Wojciech Dąbrowski doskonale wie, jakie tajemnice tkwią poupychane w agencyjnych kątach, odkąd objął stanowisko, wtłoczono ich tam przecież niemało. Lubi porównywać przedsiębiorstwa pod pieczą ARP do pacjenta leżącego w szpitalu na oddziale intensywnej terapii, z wiarą, że wszystko dobrze się skończy. W przypadku stoczni wiara niestety okazała się matką głupich. Tak uważają byli pracownicy stoczni w Szczecinie i Gdyni.
Mamiono Katarem i Fonds Greenrights
To w Agencji, gdy ministrem skarbu był Aleksander Grad, a prezesem ARP Wojciech Dąbrowski wymyślono “ustawę stoczniową”, która weszła w życie w styczniu 2009 r., potem Agencja nadzorowała jej wykonanie. Stocznie w Szczecinie i Gdyni padły, pracę straciło ponad 9 tys. osób. Jednorazowe odszkodowanie wynosiło od 20 do 60 tys. zł w zależności od stażu i terminu przystąpienia do programu odejść dobrowolnych. Wcześniej obie stocznie Agencja mamiła inwestorami. Niby ci inwestorzy i ich pieniądze były pewne, jednym z potencjalnych kupców miał być fundusz Stichting Particulier Fonds Green Rights, właściwie nie wiadomo skąd, to znów palili się rzekomo ratować polskie stocznie przysłowiowi dziś szejkowie z Kataru, którzy gdzieś się szybko rozwiali. Kompromitacja. Mało kto wie, że kilka osób z ARP zaangażowanych w likwidację stoczni otrzymało bardzo wysokie wynagrodzenia, nie tam jakieś 20 tys. czy 60 tys. złotych, ale naprawdę duże pieniądze…
Nacjonalizacja PBG i gazoportu?
Były minister gospodarki Janusz Steinhoff powiedział dziennikarzowi “DGP”, że prywatyzację ARP może zakwestionować Waldemar Pawlak, choć wcale nie wie, czy jego następca to zrobi. Agencja może być Pawlakowi potrzebna do sanacji pogrążonych w kłopotach finansowych spółek budowlanych. Trudno przypuszczać, czy wicepremier i minister gospodarki rządu koalicyjnego w ogóle będzie się zastanawiał nad prywatyzacją ARP. Nie to ma teraz na głowie. W każdym razie publicznie uznał, że chciałby posłużyć się Agencją w celu… nacjonalizacji m.in. upadających spółek budowlanych, jeśli jego propozycja przejdzie. Co na to powie niepotrzebne nikomu ministerstwo skarbu? Wyszczególnia potrzebę szybkiego ratowania przez przejęcie przez państwo Grupy PBG, która zajmuje się budową dróg i autostrad, inwestycjami energetycznymi i paliwowymi. – To byłaby pierwsza nacjonalizacja w przypadku prywatnej firmy – powiedział Polskiej Agencji Prasowej. Sporym zaskoczeniem było dołączenie do firm potrzebujących natychmiastowego wsparcia i nacjonalizacji gazoportu w Świnoujściu.
Wiesława Mazur
Artykuł ukazał się w najnowszym numerze tygodnika “Nasza Polska”
http://iskry.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz