wtorek, 23 października 2012

Niewiasta winna zniewieścienia



Mężczyźni coraz częściej traktują kobiety w sposób grubiański i wulgarny. Choć nie wolno tego w żaden sposób usprawiedliwiać, należy zadać sobie pytanie, czy części winy za taki stan rzeczy nie ponoszą same kobiety?

Od dłuższego czasu słyszy się utyskiwanie na źle wychowanych, grubiańskich czy zwyczajnie chamskich mężczyzn. Samce, które nic nie robią, leżą, żłopią piwo a ich największą aktywnością fizyczną jest wzmożona praca kciuka na pilocie od telewizora – takie oto „wyroby mężczyznopodobne”, zdaniem feministek, zaludniają Polskę i cały wszechświat. Ci z Polski są do tego obleśni bo noszą wąsy, piją wódkę i mówią językiem zaledwie ocierającym się o polszczyznę. Choć znajdzie się w tym stereotypie ziarenko, ba, czasem całkiem spore ziarno prawdy, jest on tak prawdziwy jak większość tego typu intelektualnych dróg na skróty, nie wspominając nawet, że jest mocno krzywdzący wobec niejednego mężczyzny.
Co nie zmienia faktu, iż oburza obraz młodych mężczyzn czy kawalerów dobiegających wieku męskiego, którzy traktują kobiety w sposób daleki od rycerskości. Czy jednak tylko oni, jako nosiciele tych godnych pożałowania postaw, winni być napiętnowani?
Otóż zdecydowanie nie! Wina leży też po stronie kobiet.
Zacznijmy od początku. Jaki przekaz otrzymuje młody człowiek od swej hipertroskliwej mamusi? Komunikat nader klarowny: Nie trudź się, mamusia się tym zajmie. Trudno się więc dziwić, że rodzic jawi się młodzieńcowi jako ktoś między niewolnikiem, bankomatem i kuchenką mikrofalową. Jak kuriozalny jest obraz rodziców niosących za swymi wyrośniętymi pociechami tornistry. Choć ostatnio możemy zaobserwować swoisty boom walizkowy. Podejrzewam, iż to sami rodzice, czy dziadkowie stoją za tą zmianą, wszak taką zaopatrzoną w kółka walizkę łatwiej jest transportować i nie narazić się na problemy z kręgosłupem.
W szkole nie lepiej, na straży dobrego imienia syna, troskliwa mamusia gotowa iść na wojnę z dyrekcją, nauczycielem, katechetą. Rodzic nie zauważa, że lista tych, których kontakt z synalkiem stanowi wyzwanie porównywalne ze spotkaniem z apokaliptyczną bestią, staje się podejrzanie długa. No przecież on jest taki dobry i grzeczny! Wszyscy się na niego uwzięli! Cyniczny młodzieniec już wie, że praktycznie wszystko mu wolno, a ponoszenie konsekwencji jest dla frajerów. Jeśli młodzieńca dopadnie głód, jest mamusia, jeśli się ubrudzi, jego ubrania w magiczny sposób stają się czyste i wyprasowane.
Kapryszące nastolatki to produkt takich właśnie postaw. Jeśli tak odchowany młodzieniec postanowi nawiązać bliższe kontakty z przedstawicielkami płci pięknej, trudno odeń wymagać, by nie przenosił nabytych wzorców zachowań na koleżanki. Co tam szarmanckość, co tam rycerskość, niech służy! Od tego przecież one są. Zresztą postawa rycerska systematycznie obśmiewana przez feministki jako wyraz „maczyzmu” powoli schodzi ze sceny. Czy można przepuścić kobietę w drzwiach nie narażając się na zarzut samczej hegemonii? Powitalne ucałowanie ręki od dawna jest przedstawiane jako staromodne i seksistowskie. Przykłady można by mnożyć. Z tego typu zachowaniami walczą ruchy feministyczne, te same które biadolą nad męskim szowinizmem. Walka o równouprawnienie przynosi efekty.
Feministyczna propaganda atakując jako staromodne wzorce zachowań proponuje nieprzystający do męskiej natury wizerunek zniewieściałego wiecznego chłopca, który nie podejmuje – oprócz kredytu – żadnych zobowiązań. Nie mącą jego egoistycznego dobrego samopoczucia troski tak przyziemne i po feministycznemu podejrzane jak rodzina czy opieka nad starzejącymi się rodzicami.
Agresja młodych dziewczyn, ich wulgarność czy szerząca się wśród nich przemoc to swoisty rykoszet „mądrości” feministycznych. Kobieta, która ciągle musi rywalizować z mężczyzną, podejmie tę walkę także na płaszczyźnie zachowań patologicznych. Mężczyzna ma naturalną skłonność do rywalizacji. Chcąc ją zaspokoić podniesie rękawicę zapominając, że ma do czynienia z kobietą. A to czasem w kontekście zachowań prezentowanych przez płeć piękną nie stanowi wyzwania.
W ten sposób została ukształtowana spora część męskiego gatunku. To konglomerat cech maminsynka i wystraszonego giermka. Drogie Panie, jeśli trafiłyście na przedstawiciela takiego gatunku, same wiecie gdzie kierować „podziękowania”.
Łukasz Karpiel
http://www.pch24.pl
Gajowy zauważa, iż język młodych polskich dziewczyn, często elegancko ubranych i sprawiających na pierwszy rzut oka dobre wrażenie, niewiele odbiega wulgarnością od ich męskich rówieśników. Nie chodzi tu o jakieś momenty zdenerwowania czy stressu – wulgaryzmy są używane jako przecinki w zdaniach. Trudno potem wymagać dla siebie szacunku. – admin.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz