poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Inwigilacja - Oni cię widzą, kamery są wszędzie




Kiedy zastanawiasz się nad inwigilacją społeczeństwa przez władze, pamiętaj też, że śledzi ona obywateli tak po prostu. W XXI wieku nie wymaga to już wysyłania w miasto kosztownych hord tajnych agentów – na każdym ważniejszym skrzyżowaniu są kamery.
Kamery w walce z terroryzmem
Modelowym miastem, gdzie nadzór służy do walki z przestępczością, jest Londyn. Rozbudowa systemu nadzoru w stolicy Wielkiej Brytanii spowodowana była zagrożeniem terrorystycznym ze strony Irlandzkiej Armii Republikańskiej (IRA). Na początku lat 90. XX wieku centrum miasta zostało otoczone antyterrorystycznym pierścieniem – systemem ulicznych i drogowych posterunków, które miały rejestrować telewizyjnie wszystkie samochody wjeżdżające do centrum, zwalniające na specjalnie umieszczonych drogowych przeszkodach (szykanach).

Ogólnoświatowa wojna z islamskim terroryzmem rozpoczęta na wielką skalę po 11 września 2001 i poczucie ciągłego zagrożenia przestępczością przyspieszyły tylko rozbudowę systemu nadzoru. W tej chwili w Londynie jest około 7500 kamer systemu bezpieczeństwa, a roczne płace policjantów obsługujących ten system to koszt ponad czterech milionów funtów. Brytyjskie kamery są częstym obiektem krytyki, gdyż pomimo olbrzymich kosztów – na ich instalacje w całym kraju państwo wydało ponad 200 milionów funtów – tylko w niewielkim stopniu przyczyniły się one do zwalczania przestępczości. Statystyki mówią, że obrazy z jednej na dziesięć (albo 1 na 1000, w zależności od tego, kto jest autorem statystyki) kamer przyczyniają się do rozwikłania jakiegoś przestępstwa, a w raporcie brytyjskiego Home Office stwierdzono, że wpływ kamer na zmniejszenie przestępczości jest pomijalny.
Monitoring stolicy
Dla odmiany w Warszawie, według danych warszawskiego Zakładu Obsługi Systemów Monitoringu, jest 419 kamer, a obrazy z nich trafiają m.in. do specjalnej komórki w Komendzie Stołecznej Policji i są też na bieżąco oglądane przez operatorów ZOSM, którzy zgłaszają policji rocznie około dziesięciu tysięcy incydentów. Warszawskie kamery obserwowane są na bieżąco, w odróżnieniu od kamer brytyjskich, które obserwowane są wyrywkowo, a zapisy są sprawdzane dopiero, kiedy w polu obserwacji zostaje popełnione przestępstwo.
Kamery na drodze
Powyższa statystyka nie obejmuje kamer, których nie lubią kierowcy: nie chodzi tylko o zwykłe fotoradary – na trasach szybkiego ruchu instaluje się tak zwane radary odcinkowe. Te przebiegłe urządzenia niekoniecznie wykorzystują radar jako taki: na początku odcinka pomiarowego kamera robi pojazdowi zdjęcie, komputer zapisuje godzinę i odczytuje numer rejestracyjny, a informacje te zapisywane są w bazie danych. Podobna procedura zachodzi na końcu odcinka, a jeśli komputer stwierdzi, że odcinek pomiarowy (o znanej długości) przejechany został w zbyt krótkim czasie jak na dozwoloną prędkość – z bazy CEPiK pobierane są dane właściciela wozu i automatycznie wystawiany jest mandat. Podobne bramki odczytujące i zapisujące numery rejestracyjne stoją też na granicach państwowych.
Kamery są tez w sklepach, centrach handlowych czy bankomatach. Nie wszystkie nagrania są monitorowane na bieżąco, ale w razie potrzeby władze mogą uzyskać dostęp do ich zapisów. Liczba prywatnych kamer nie jest znana.
Coraz lepsza jakość obrazu z kamer
Wiadomo za to, że warszawski ZOSM stopniowo przechodzi na monitoring w jakości HD, ale to nie koniec możliwości ulicznych kamer. Powoli do użycia wchodzą kamery rozpoznające twarze, a nawet rozpoznające ludzi po wzorze tęczówki oka – i to z kilkunastu metrów. Już niedługo policjant obserwujący przez miejski monitoring to, co się dzieje na ulicy, od razu będzie mógł obejrzeć kartotekę delikwenta, na którego patrzy kamera – jeśli wcześniej miał on zatarg z prawem. Aktywiści walczący o naszą prywatność zaproponowali już rozwiązanie rodem z cyberpunku – oczy można zasłonić cyberpunkowymi okularami przeciwsłonecznymi, a rysy twarzy zmienić za pomocą geometrycznego makijażu czy może nawet chirurgii plastycznej – bo przecież podczerwone kamery mogą widzieć nawet poprzez zasłaniające twarz chusty i maski.
Samoloty szpiegowskie
Nowym zagrożeniem dla prywatności są kamery latające – drony obserwacyjne. Do użytku wprowadziła je amerykańska armia, ale rozpoznanie za pomocą dronów coraz częściej stosują policje i służby specjalne. Drony to zdalnie sterowane aparaty latające – niewielkie samoloty albo wielowirnikowe śmigłowce, które unoszą w powietrze kamerę i sprzęt do transmisji wideo. Niewidoczny na tle nieba dron może godzinami śledzić wybraną osobę, sterowany przez operatora siedzącego wygodnie w biurowym fotelu. Zamiast wysyłać w teren agentów ryzykujących zgubienie figuranta albo bycie rozpoznanym przez wroga, dron unosi się w powietrzu nad głowa śledzonego i skrzętnie zapisuje wszystkie widziane obrazy.
Drony są drogie, ale poza kosztami nie ma żadnych ograniczeń w dostępie do tej technologii, można więc prędzej czy później oczekiwać, że za osobnikami podejrzanymi, niewygodnymi czy po prostu niepasującymi do norm społecznych podążą miniaturowe samoloty szpiegowskie.

Źródło:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz